Iran, Ormuz i Jemen: Trump nazywa cieśninę swoim nazwiskiem, a Huti atakują w sobotę
Najbardziej wymownym gestem ostatnich godzin jest zachowanie Donalda Trumpa wobec cieśniny Ormuz. W piątek wieczorem prezydent Stanów Zjednoczonych opublikował na swoim portalu Truth Social mapę Bliskiego Wschodu, na której cieśnina została zakreślona i podpisana jako „Trump Strait", czyli „Cieśnina Trumpa". Relacjonują to między innymi Al Jazeera, Associated Press oraz dziennik Asharq Al-Awsat. Gest padł kilka godzin po tym, jak Iran przedstawił plan odblokowania cieśniny, a wcześniej Trump publicznie mówił, że Stany Zjednoczone mają nad nią „całkowitą kontrolę" i groził uznaniem jej za terytorium amerykańskie. Iran stanowczo temu zaprzecza, twierdząc, że to on panuje nad cieśniną. Trzeba tu wyraźnie rozdzielić warstwy: sam wpis na portalu społecznościowym jest faktem, natomiast jego znaczenie jest interpretacją, a nie elementem negocjacji, i nie ma podstaw, by traktować go jako zmianę stanowiska Waszyngtonu.
Źródło: al-jazeera, associated-press
Sam plan irański, szerzej opisany w porannym wydaniu z 26 września, doczekał się w ostatnich godzinach pełniejszego ujawnienia szczegółów. Jak relacjonują Al Jazeera i The Guardian, minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi przedstawił na marginesie Zgromadzenia Ogólnego, że propozycja przewiduje szereg kroków, które Stany Zjednoczone zobowiązały się wykonać w ramach niezrealizowanego memorandum z Islamabadu z 17 czerwca: uwolnienie dwunastu miliardów dolarów zamrożonych aktywów irańskich, zniesienie sankcji na sprzedaż irańskiej ropy oraz zakończenie blokady morskiej irańskich portów. Wszystkie działania wojenne, w tym w Libanie, gdzie Izrael wciąż zajmuje część południa kraju, miałyby zostać wstrzymane w ciągu siedmiodniowego okresu. Araghchi ocenił, że pierwsze kroki zajęłyby cztery do pięciu dni, cieśnina zostałaby otwarta szóstego dnia, a siódmego rozpoczęłyby się rozmowy o ostatecznym porozumieniu. Zastrzegł przy tym, że Iran nie akceptuje przymusu, gróźb ani zastraszania. Po stronie amerykańskiej odpowiedź pozostaje niejednoznaczna: oficjalnego komunikatu Białego Domu nie ma, a anonimowi urzędnicy cytowani przez „Wall Street Journal" twierdzą, że Trump plan odrzucił i oczekuje wznowienia kampanii bombardowań po listopadowych wyborach do Kongresu. Jeden z urzędników powiedział natomiast Al Jazeerze, że Waszyngton wcale się nie spieszy z odpowiedzią i uważa, że znajduje się w silnej pozycji w sprawie cieśniny. Oba komunikaty pochodzą z tego samego obozu, więc ich rozbieżność jest sygnałem, a nie sprzecznością, którą dałoby się rozstrzygnąć.
Źródło: al-jazeera, the-guardian, wsj
W Jemenie i na Morzu Czerwonym sobota przyniosła kolejną wymianę ognia. Jak podaje Reuters, koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej poinformowała wczesnym rankiem, że przechwyciła dwa pociski balistyczne lecące w kierunku Khamis Mushait oraz dwa drony skierowane ku Rijadowi. Obrona cywilna Arabii Saudyjskiej wysłała w nocy alerty dla Khamis Mushait i Abha, ale nie dla stolicy. Warto zauważyć, że Reuters podaje tę informację z zastrzeżeniem, iż strona saudyjska nie ujawniła dalszych szczegółów, a Huti nie potwierdzili tej konkretnej akcji, więc mamy tu do czynienia z komunikatem jednej ze stron konfliktu. Godzinę wcześniej w Rijadzie obradowali szefowie wojsk Arabii Saudyjskiej, Pakistanu i Turcji, którzy omawiali zagrożenia dla królestwa w ramach porozumienia obronnego z Mekki, zawartego w zeszłym miesiącu i przewidującego, że atak zbrojny na jednego z sygnatariuszy jest atakiem na wszystkich. Saudyjski minister obrony książę Chalid ibn Salman potwierdził w sobotę, że z szefem armii pakistańskiej Asimem Munirem uzgodnił kontynuację wspólnych działań przeciw atakom na królestwo.
Źródło: reuters
Wątek jemeński wzbogacił się też o element, który w poprzednich wydaniach pojawiał się tylko ogólnie, a który warto nazwać wprost, choć nie jest nowy. Szerszy front na Morzu Czerwonym, o którym pisałem 24 września, ma bowiem głębsze tło, sięgające połowy września: w dniach od dziesiątego do jedenastego września seria ataków dronów wystrzelonych z terytorium Iraku uderzyła w saudyjski rurociąg Wschód–Zachód, po czym Arabia Saudyjska zamknęła go w trybie ostrożnościowym, a Huti zajęli niewielką wyspę Majun, znaną też jako Perim, leżącą wewnątrz cieśniny Bab al-Mandab. Rurociąg, zbudowany w latach osiemdziesiątych, ma kluczowe znaczenie, bo po zablokowaniu Ormuz Arabia Saudyjska zwiększyła eksport ropy przez port nad Morzem Czerwonym do ponad pięciu milionów baryłek dziennie, a zajęcie wyspy było największym zdobyciem terytorialnym Huti od lat. To tło wyjaśnia, dlaczego każdy kolejny atak w tym rejonie ma tak dużą wagę, ale sam w sobie nie jest nowością i dlatego opisuję go tylko jako kontekst, nie jako wydarzenie dnia. Skala kryzysu humanitarnego pozostaje przy tym wysoka: według Międzynarodowej Organizacji do spraw Migracji walki wypędziły w ostatnich tygodniach ponad czterdzieści sześć tysięcy ludzi, a liczba przesiedleńców podwoiła się. Tu również trzeba rozdzielić warstwy: zajęcie wyspy potwierdziły zarówno strona rządowa Jemenu, jak i przedstawiciel Huti, natomiast odpowiedzialność za atak na rurociąg jest przypisaniem saudyjskim, opartym na kierunku lotu dronów, a nie na niezależnym ustaleniu.