Ormuz, Iran i Jemen: impas utrzymany, a walki przesuwają się na kolejne fronty
W obszarze cieśniny Ormuz nie doszło do przełomu, a jedyną nowością jest potwierdzenie, że kanał dyplomatyczny nadal nie dostarczył formalnego dokumentu. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi powiedział w niedzielę, że Teheran widział wprawdzie pierwszą publiczną reakcję prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale nic nie zostało mu dotąd przekazane przez mediatorów i że decyzję podejmie po otrzymaniu ostatecznego stanowiska amerykańskiego. Warunki irańskie pozostają bez zmian i obejmują zniesienie blokady morskiej irańskich portów, zwolnienie zamrożonych aktywów, uchylenie sankcji na sprzedaż ropy oraz zawieszenie broni obejmujące Jemen i Liban. Wszystko to było już szczegółowo opisane w analizie z 27 września, godzina 07:01, wraz z publicznym odrzuceniem irańskiego planu siedmiodniowego przez Trumpa oraz jego twierdzeniem o dwudziestu dziewięciu statkach wyprowadzonych z cieśniny, więc nie ma potrzeby tego powtarzać. Istotna jest natomiast sama natura tego impasu: obie strony utrzymują kanał przy jednoczesnym publicznym podnoszeniu stawek, a mediatorami pozostają państwa regionu, co przesuwa ewentualny przełom w czasie. Przy okazji warto odnotować dane rynkowe, ale z wyraźnym zastrzeżeniem. Według notowań serwisu Oilprice.com Brent wynosił w niedzielę sto cztery dolary i trzydzieści dwa centy za baryłkę, a WTI dziewięćdziesiąt dwa dolary i czterdzieści jeden centów. Są to jednak dane publikowane z jednodniowym opóźnieniem, a dodatkowo w niedzielę kontrakt Brent rolował na grudzień, dlatego w innych serwisach pojawiały się wartości istotnie różne. Żadnej pojedynczej liczby nie należy więc traktować jako ceny dnia, a sensowna jest wyłącznie obserwacja, że ropa utrzymuje się w przedziale znacznie powyżej poziomów sprzed wybuchu konfliktu.
W Jemenie walki przenoszą się na nowe fronty i przynoszą ofiary pośród ludności cywilnej. W niedzielę doszło do ataku na targ w dystrykcie Mawija w prowincji Taiz, gdzie według resortu zdrowia kierowanego przez Huti zginęło siedem osób, a czterdzieści zostało rannych, w tym dzieci, o czym informuje Reuters. To komunikat jednej strony konfliktu, a sama agencja nie przypisuje wprost sprawstwa, dlatego liczbę ofiar należy traktować jako ustalenie strony Huti, a nie jako niezależnie potwierdzony fakt. Równolegle siły rządowe Jemenu rozszerzają własne operacje i ich centrum prasowe twierdzi, że w ciągu doby przeprowadzono naloty na pięć lokalizacji w prowincji Taiz oraz odparto próby infiltracji na dwóch odcinkach frontu. Al Jazeera wprost zaznacza, że nie mogła zweryfikować twierdzeń o przebiegu walk. Tłem pozostaje sytuacja strategiczna opisana wcześniej: Huti utrzymują zdobyte wcześniej miasto Mocha i kontrolują cieśninę Bab al-Mandab, a walki wypędziły z domów już ponad stu czterdziestu sześciu tysięcy ludzi, głównie w samej prowincji Taiz. Z danych Biura Narodów Zjednoczonych do spraw Koordynacji Pomocy Humanitarnej wynika przy tym, że pomocy humanitarnej potrzebuje dwadzieścia dwa miliony osób, osiemnaście i trzy dziesiąte miliona cierpi ostre niedobory żywności, a dwa i dwie dziesiąte miliona dzieci poniżej piątego roku życia jest dotkliwie niedożywionych. Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci potwierdził dodatkowo, że od początku września zginęło w tym konflikcie co najmniej piętnaścioro dzieci, czternaścioro zostało rannych, a troje uznaje się za zaginione.
Źródło: reuters, al-jazeera
Najświeższym samodzielnym faktem w tym obszarze jest jednak decyzja saudyjska dotycząca życia codziennego. Jak podaje agencja AFP, rodzice w Rijadzie otrzymali informację, że szkoły mają pozostać zamknięte przez cały tydzień, a nauka odbywać się zdalnie. Agencja nie podała oficjalnego powodu, a władze saudyjskie nie wydały komunikatu, więc przyczynę można wyłącznie interpretować w kontekście niemal codziennych ataków Huti na terytorium Arabii Saudyjskiej. Jeśli ta interpretacja jest trafna, oznacza ona, że Rijad zaczął traktować zagrożenie jako bezpośrednie wobec centrum kraju, a nie tylko wobec obiektów naftowych na wybrzeżu. Warto też przypomnieć, że Francja potwierdziła w piątek wysłanie wojsk do ochrony terminalu naftowego w Janbu nad Morzem Czerwonym, nie przyłączając się do konfliktu. Terminal ten obsługuje rurociąg Wschód-Zachód o zdolności przesyłowej do siedmiu milionów baryłek ropy dziennie, który został uszkodzony wcześniej w ataku dronów przeprowadzonym przez grupę bazującą w Iraku.
Źródło: afp