Stany Zjednoczone: Senat kończy rok wyborczy, a prezydent przyznaje, że nie umie tłumaczyć gospodarki
Na waszyngtońskiej scenie politycznej wydarzeniem o największym ciężarze systemowym jest odroczenie Senatu do czasu po wyborach. Senat zakończył obrady w środę i wróci do pracy dopiero w poniedziałek dziewiątego listopada, co oznacza, że do rozstrzygnięcia wyborczego z trzeciego listopada nie będzie już prac legislacyjnych, o czym informuje USA Today. Ostatni dzień obrad wypełniły głosowania o charakterze kampanijnym, między innymi nad ochroną konsumentów przed kosztami energii zużywanej przez centra danych, nad obowiązkiem okazywania dokumentu tożsamości przy głosowaniu i nad zakazem handlu akcjami przez prawodawców, a demokraci zablokowali je, nazywając je pozornymi. Lider mniejszości Chuck Schumer mówił o zaciętym wyścigu i o tym, że jego partia zbliżyła się do progu zwycięstwa, a lider większości John Thune przekonywał, że republikanom udało się wykorzystać ostatnie godziny do zbudowania kontrastu przed wyborcami. Warto zauważyć, że kilku senatorów partii rządzącej publicznie przyznawało, że brakuje im osiągnięć w sprawie kosztów życia, a to jest temat, który najmocniej ciąży nad kampanią.
Ocena ta znajduje oparcie w słowach samego prezydenta. Donald Trump powiedział na spotkaniu w Białym Domu, że wykonał bardzo złą robotę, tłumacząc Amerykanom, jak dobrze radzi sobie kraj, i upierał się, że gospodarka ma się lepiej niż kiedykolwiek, o czym donoszą Straits Times i Japan Today. Kontekst liczbowy jest wymowny: sondaż Reuters i Ipsos z dwudziestego pierwszego września wskazywał na poparcie na poziomie trzydziestu dwóch procent, czyli najniższym w jego karierze, a głównym powodem są wysokie koszty utrzymania i ceny paliw. Zestawienie przyznania się do słabości komunikacyjnej z tym wynikiem pokazuje, że administracja zdaje sobie sprawę, iż wojna z Iranem i droga ropa przekładają się bezpośrednio na politykę wewnętrzną na trzy tygodnie przed głosowaniem. Nowe elementy dotyczą też samego kształtu sił zbrojnych. Zapowiedź redukcji stanowisk generalskich, którą sekretarz obrony Pete Hegseth miał wówczas dopiero ogłosić, odnotowałem w wydaniu popołudniowym, a dziś mamy potwierdzenie samego wystąpienia i nowe decyzje podjęte przy tej okazji. Hegseth powiedział w Quantico, że do pierwszego stycznia 2027 roku zredukuje o dwadzieścia procent stanowiska generałów i admirałów, a jednocześnie ogłosił kilka nowych inicjatyw, które budżet Pentagonu zwiększą, w tym dowództwo bojowe do spraw dronów, komisję pod przewodnictwem Elona Muska i byłego spikera Izby Reprezentantów Newta Gingricha oraz nową bazę wojskową, o którą mają konkurować gubernatorzy stanów. Politycznie jest to ruch dwuznaczny: redukcja ma dowodzić dyscypliny, ale nowe struktury pokazują, że w środku dwóch wojen administracja rozbudowuje dowodzenie, a nie tylko je odchudza.
Źródło: reuters