Inne duże sprawy: Izrael grozi inwazją Libanu, cień zamachu na samolot i rekord Korei Południowej
Na granicy izraelsko-libańskiej napięcie rośnie w tempie, które każe mówić o przygotowaniach do nowej fazy wojny. Wojsko izraelskie ostrzegło w czwartek społeczności północnego Izraela, że w najbliższych godzinach będzie uderzać w Liban, a wcześniej kontynuowało naloty na wioski na południu kraju. Równocześnie libański dziennik „al-Modon" podał, że ambasador Stanów Zjednoczonych Michel Issa ostrzegł zastępcę szefa Wyższej Rady Islamskiej Szyitów, iż Izrael przeprowadzi pełnoskalową inwazję sięgającą aż do Bejrutu, jeśli Hezbollah nie złoży broni; Tel Awiw miał domagać się od armii libańskiej rozmieszczenia w rejonach Dżabal al-Rihan i Iklim al-Tuffah oraz przekazania listy nazwisk oficerów przewidzianych do służby w strefach próbnych, a także bezpośredniej koordynacji wojskowej, przy zastrzeżeniu, że nikt z tych osób nie może być związany z Hezbollahem ani należeć do społeczności szyickiej. Jak podał libański dziennik, cytowany przez Naharnet, armia libańska te warunki stanowczo odrzuciła, co pokazuje, że propozycja była skrojona tak, by nie mogła zostać przyjęta. Rozmowy izraelsko-libańskie mają się przenieść do Waszyngtonu w tym tygodniu, a runda rzymska została przełożona na później, co opisano w analizie z dnia 1.10, godzina 06:45, więc nowością jest tu przede wszystkim skala żądań i ostrzeżenie o inwazji, a nie sam fakt negocjacji.
Sprawa usiłowania zamachu na samolot linii FlyDubai, o której szczegółowo pisałem w analizie z dnia 1.10, godzina 06:45, nabrała dziś nowego wymiaru politycznego. Arabia Saudyjska odmówiła Izraelowi zgody na wysłanie izraelskich samolotów po pasażerów maszyny, która awaryjnie wylądowała w Tabuk, o czym poinformowały dwa źródła bezpieczeństwa, cytowane przez Reutersa; premier Benjamin Netanjahu zapowiedział, że Izrael wejdzie do śledztwa i dotrze do źródła sprawy, a biuro premiera ogłosiło zaostrzenie kontroli pilotów wlatujących do kraju. Donald Trump, pytany o zdarzenie, powiedział, że drugi pilot był „być może terrorystą", zastrzegając przy tym, że powtarza to, co usłyszał, i nie wie, czy to prawda. Warto zachować ostrożność co do motywu, bo śledztwo trwa, ale politycznie ciężkie są dwa fakty: maszyna lecąca do Izraela wylądowała bezpiecznie w Arabii Saudyjskiej, a odmowa zgody na przylot izraelskich samolotów pokazuje, jak daleko od normalizacji pozostają relacje, mimo porozumień abrahamowych. Osobno poza głównymi frontami uwagę zwraca eskalacja między Pakistanem a Afganistanem: naloty pakistańskie zabiły w czwartek dziesięć osób, w większości dzieci, jak podają władze afgańskie i misja ONZ, podczas gdy Islamabad utrzymuje, że zginęło dwudziestu dwóch „terrorystów", a napięcie na granicy narasta po trzech miesiącach względnego spokoju. W Etiopii dwie eksplozje wstrząsnęły Addis Abebą, a rząd wstrzymał wydawanie pozwoleń na loty dronów nad stolicą, szykując się jednocześnie do wycofania tysięcy żołnierzy z Somalii, by skierować siły przeciw rebeliantom w kraju. W Sudanie doradca władz wojskowych ostrzegł, że amerykańska propozycja zawieszenia broni może popchnąć kraj do podziału w stylu libijskim, a Syria dowiedziała się, że administracja Trumpa usuwa ją z listy państw pozbawionych prawa zakupu amerykańskiej broni.
Źródło: reuters
Gospodarczym kontrapunktem dla wojennych nagłówków jest rekord Korei Południowej. Eksport tego kraju wzrósł we wrześniu o osiemdziesiąt trzy i pięć dziesiątych procent w porównaniu z rokiem poprzednim, do stu dwudziestu miliardów dziewięciuset milionów dolarów, co jest najwyższym wynikiem miesięcznym w historii i stawia kraj na drodze do przekroczenia biliona dolarów eksportu w całym roku. Motor jest jednoznaczny: eksport półprzewodników wzrósł o dwieście sześćdziesiąt dwa i osiem dziesiątych procent, do sześćdziesięciu miliardów trzystu milionów dolarów, przekraczając tę granicę po raz pierwszy, dzięki globalnym wydatkom na infrastrukturę sztucznej inteligencji. Informacja podana za Reuters, „Wall Street Journal" i Al Jazeerą; zestawienie tego z amerykańskim sondażem gospodarczym pokazuje, jak różne są twarze tego samego boomu, bo azjatyccy producenci komponentów notują rekordy, a amerykański wyborca odczuwa przede wszystkim ceny paliw.
Źródło: reuters, wsj