Ormuz, Iran i Jemen: trzecia grupa lotniskowca płynie do regionu, a Teheran oferuje inspektorów za sankcje
W obszarze irańskim doszły dwa twarde fakty wojskowe. Po pierwsze, Stany Zjednoczone wysyłają do Bliskiego Wschodu trzecią grupę uderzeniową lotniskowca, a wraz z nią siły desantowe z dwoma tysiącami marines. Jak podało CNBC za amerykańskim urzędnikiem oraz za „Wall Street Journal", grupa USS Theodore Roosevelt i zespół okrętowy USS Makin Island wyszły już z San Diego, a pełne zgrupowanie ma być gotowe do listopada. Według dziennika Trump miał powiedzieć doradcom, że właśnie w listopadzie spodziewa się wznowienia bombardowań Iranu. To rozwinięcie wątku z wydania z 2 października, godzina 15:58, w którym opisywałem płynące okręty; nowością jest potwierdzenie trzeciej grupy lotniskowca i publiczne powiązanie terminu z kalendarzem po wyborach. Po drugie, w czwartek tankowiec został trafiony nierozpoznanym pociskiem w samej cieśninie Ormuz, co wywołało pożar, choć załoga miała wyjść z tego bez szwanku, o czym poinformowała brytyjska agencja monitorująca żeglugę UKMTO. Tło gospodarcze pozostaje napięte: sekretarz skarbu Scott Bessent stwierdził, że Iran załadował we wrześniu „zero ropy" na tankowce, a jego resort rozszerzył sankcje na irański sektor kolejowy i motoryzacyjny oraz na powiązaną z Rosją sieć finansową A7, uznaną za znaczącą ponadnarodową organizację przestępczą. Podsumowując ten wątek, Waszyngton gra jednocześnie kalendarzem wojskowym i ściskaniem finansowym.
Źródło: cnbc, wsj, ukmto
Drugi front irański, jemeński, ponownie dał o sobie znać poza głównym teatrem walk. Koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej oskarżyła wspieranych przez Iran Huti o atak dronem na stację dystrybucyjną Taibah w Medynie, która zasila Meczet Proroka, twierdząc, że jeden transformator został wyłączony z eksploatacji, a sieć jako całość przetrwała. Rzecznik koalicji Turki al-Maliki przekazał te informacje, natomiast jemeński sztab Huti nazwał oskarżenie kłamstwem i próbą odwrócenia uwagi od wcześniejszych saudyjskich zarzutów. To doniesienie pochodzi od strony konfliktu i nie zostało niezależnie potwierdzone, ale samo wciągnięcie świętego miasta islamu w narrację wojny pokazuje, jak wysoko podnosi się stawka.
Najciekawszy sygnał polityczny przyszedł jednak z Teheranu. Jak ustalił Bloomberg, irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi miał podczas rozmów prywatnych zasugerować, że jego kraj byłby gotów przywrócić inspektorom ONZ dostęp do zbombardowanych obiektów jądrowych w zamian za złagodzenie sankcji. Ta oferta jest o tyle istotna, że dotąd Teheran odrzucał powrót inspektorów, a jednocześnie stanowi odbicie pogłębiającej się presji gospodarczej. Trzeba jednak pamiętać, że to propozycja złożona w kuluarach i przytoczona przez osoby znające rozmowy, więc dopóki nie zostanie potwierdzona oficjalnie, pozostaje sygnałem, a nie ustaloną zmianą kursu. Zestawienie jej z odrzuceniem przez Waszyngton wcześniejszej irańskiej propozycji otwarcia Ormuzu w zamian za zniesienie blokady, o czym pisałem w poprzednim wydaniu, pokazuje, że kanał dyplomatyczny nie jest zamknięty, ale też żadna ze stron nie chce ustąpić pierwsza.
Źródło: bloomberg