Ukraina: krwawy atak na Pryluky, domknięty pakiet sankcji Unii i wzajemne uderzenia na Morzu Czarnym
Najpoważniejszym nowym wydarzeniem dnia jest bilans rosyjskiego ataku z nocy z 6 na 7 października, który okazał się znacznie cięższy, niż wynikało to z pierwszych doniesień opisanych rano. Jak podały Reuters i ukraińska agencja Ukrinform, prezydent Wołodymyr Zełenski mówił o jednym z najbardziej „podłych" uderzeń w tej wojnie i o łącznie siedemdziesięciu pociskach, w większości balistycznych, wystrzelonych w ciągu jednej nocy. Najtragiczniejszy bilans dotyczy miasta Pryluky w obwodzie czernihowskim, gdzie rosyjski pocisk zniszczył pięciokondygnacyjny budynek mieszkalny. Gubernator obwodu poinformował w telewizji, że zginęło tam czternaście osób, w tym czworo dzieci, a około pięćdziesięciu zostało rannych, wśród nich siedmioro dzieci. Według agencji RTE łączna liczba ofiar śmiertelnych w całym kraju przekroczyła dwadzieścia; Zełenski wymienił dodatkowo sześć osób zabitych w Kijowie, Oleksandrii i Krzemieńczuku. Rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że przeprowadzono „zmasowany atak" na obiekty przemysłu zbrojeniowego, wymieniając między innymi zakłady produkujące pociski manewrujące Flamingo i drony średniego oraz dalekiego zasięgu należące do firmy Fire Point. Zełenski podkreślił, że celem była ukraińska infrastruktura energetyczna, i w związku z tym operator sieci zarządził ograniczenia w dostawach prądu w pięciu obwodach. Warto odnotować dwie rzeczy ostrożnie. Po pierwsze, liczba ofiar w Prylukach rosła w ciągu dnia z trzech do czternastu w miarę wydobywania ciał z gruzów, co pokazuje, że wczesne doniesienia w takich sytuacjach należy traktować jako wstępne. Po drugie, Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że zestrzeliły nieco ponad osiemdziesiąt procent czterdziestu sześciu odrzutowych dronów, co jest wyraźnym wzrostem wobec pięćdziesięciu–sześćdziesięciu procent notowanych w ostatnich tygodniach; samo dowództwo nie wyjaśniło tego skoku i nie odpowiedziało na pytania o jego przyczyny, więc liczbę należy przyjmować z zastrzeżeniem, bo w tego rodzaju komunikatach strony walczące miewają powody, by eksponować sukcesy obrony.
Źródło: reuters, ukrinform
Drugim nowym faktem jest domknięcie unijnego pakietu sankcji, o którym rano pisałem jako o sprawie spodziewanej. Ambasadorowie państw członkowskich w Brukseli zatwierdzili w środę największe rozszerzenie listy sankcyjnej wobec Rosji od 2022 roku. Jak podały Euronews i Kyiv Independent, chodzi o tysiąc sześćset czterdzieści sześć podmiotów i osób w jednym pakiecie: siedemset czterdzieści trzy osoby fizyczne oraz osiemset dwadzieścia sześć firm i organizacji, a osobno siedemdziesięciu siedmiu deputowanych, którzy startowali w wyborach do Dumy Państwowej na okupowanych terytoriach Ukrainy. Formalnie pakiet ma zostać przyjęty w poniedziałek, gdy zbiorą się ministrowie spraw zagranicznych, i wtedy lista zostanie upubliczniona. Sankcje oznaczają zakaz podróży, zamrożenie aktywów i zakaz finansowania. Warto zauważyć kontekst, który pokazuje, że unijna jedność nie jest bezwarunkowa: przy okazji przedłużenia listy o rekordowe trzy lata zdejmowano z niej dwóch wysokich rangą oligarchów, Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana, a Usmanow zniknął z listy wskutek uwolnienia przetrzymywanej osoby w ramach porozumienia z Azerbejdżanem; wysokiej przedstawiciel Kai Kallas przyznała, że powrót tych nazwisk na listę jest mało prawdopodobny. To pokazuje, że polityka sankcyjna jest wypadkową nie tylko oceny zagrożenia, ale też interesów państw członkowskich.
Źródło: euronews, kyiv-independent
Trzecim wątkiem jest wyraźne przesunięcie ciężaru walk na Morze Czarne i jego następstwa. Bułgaria zakończyła poszukiwania zaginionych marynarzy po ataku dronów, o którym pisałem rano. Jak podały Al Dżazira i Reuters, szef bułgarskiego centrum koordynacji ratownictwa Rumen Nikołow powiedział, że „nie ma śladu po marynarzach", a akcja została wstrzymana. Z jednostki, która stanęła w ogniu, uratowano osiemnastu tureckich i indyjskich członków załogi, natomiast z drugiego statku, który zatonął, nikt się nie odnalazł; według branżowego serwisu Maritime.bg na pokładzie było dziesięć osób. Oba statki, jak ustalono na podstawie bazy Equasis, były zarządzane przez firmy z Turcji, a uderzenie nastąpiło około sto pięćdziesiąt kilometrów na wschód od bułgarskiego miasta Bjała. To wyjaśnia, dlaczego sprawa szybko stała się kwestią turecką. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan odbył w środę rozmowę telefoniczną z Władimirem Putinem, w której, jak podał turecki urząd komunikacji i agencja Anadolu, podniósł znaczenie bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czarnym i zadeklarował gotowość Turcji do wspierania bezpośrednich kontaktów między Rosją a Ukrainą. Warto przy tym oddzielić fakty od interpretacji: sam atak na statki jest potwierdzony przez władze bułgarskie, natomiast jego sprawca wciąż nie został ustalony — bułgarski minister określił wojnę jako hybrydową i przyznał, że nie wie, czyje drony uderzyły, a Zełenski przypisuje odpowiedzialność Rosji. Trzecia warstwa to skutki gospodarcze: jak przypomniał Reuters, obiekty związane z wojną w wodach rumuńskich, bułgarskich i tureckich podwoiły się w ciągu sześciu miesięcy, co podnosi koszty ubezpieczeń i frachtu.
Źródło: al-jazeera, reuters
Ukraina odpowiedziała własnymi uderzeniami w rosyjską infrastrukturę energetyczną. Sztab Generalny potwierdził, że w atakach z 2 i 4 października uszkodzono stację kontroli rurociągu naftowego Samara w obwodzie samarskim oraz zakład przetwórstwa gazu w Astrachaniu. Jak podała Ukraińska Prawda, w Samarze zniszczono jedenaście zbiorników RVS-20 000 i trzy zbiorniki RVSPK-50 000, a także odcinek rurociągów i stację automatycznego załadunku produktów naftowych; zakład w Astrachaniu to z kolei jeden z największych producentów siarki technicznej na świecie, surowca używanego do produkcji materiałów wybuchowych i prochu. Osobno, jak podał Reuters, wznowiono informacje o zatrzymaniu rafinerii w Wołgogradzie należącej do Łukoilu oraz o rafinerii w Permie, siódmej co do wielkości w Rosji. Liczby te są podawane przez stronę ukraińską i należy je traktować jako twierdzenia jednej strony konfliktu, choć ich wymiar jest istotny, bo uderzają w zdolność Rosji do zaopatrywania armii i do eksportu ropy.
Źródło: ukrainska-pravda, reuters
Nowym i niepokojącym epizodem jest sabotaż na granicy Łotwy. Minister spraw wewnętrznych Jānis Dombrava poinformował na platformie X, że zamaskowani napastnicy weszli z terytorium Białorusi, uszkodzili szafę elektryczną i ukradli kamery nadzoru granicznego, po czym wycofali się, zanim dotarł łotewski patrol. Jak podała Ukraińska Prawda, kilka godzin wcześniej uzbrojeni ludzie po białoruskiej stronie otwarcie grozili żołnierzom łotewskich sił zbrojnych, przepychając w stronę granicy grupę ponad dwudziestu migrantów. To zdarzenie wpisuje się w serię prowokacji opisanych wcześniej, od wykrycia tunelu pod granicą w sierpniu po naruszenie litewskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskiego drona we wrześniu, i pokazuje, że hybrydowa presja na wschodniej flance NATO przybiera coraz bardziej bezpośrednie formy.
Źródło: ukrainska-pravda