Ormuz, Iran i Jemen: Waszyngton łagodzi ton, Teheran twardnieje, a walki w Jemenie przesuwają się ku cieśninie
W obszarze bliskowschodnim najnowsze są wypowiedzi, które sugerują ostrożne otwarcie w amerykańskiej polityce wobec Iranu. Wiceprezydent J.D. Vance powiedział agencji Reuters, że Teheran musi zrobić coś „znaczącego" w sprawie swojego programu wzbogacania uranu, i zapytał retorycznie, po co Iranowi paliwo wzbogacone do sześćdziesięciu procent, jeśli nie dąży do broni jądrowej. Jak podała Al Dżazira, analitycy odczytują to jako możliwe złagodzenie wcześniejszego żądania całkowitej rezygnacji z wzbogacania. Kontrastuje z tym twardszy ton sekretarza stanu Marco Rubio, który w Atenach mówił, że Iran „całkowicie stracił kontrolę" nad Ormuzem i że jego gospodarka jest w „całkowitym upadku". Tu trzeba zachować dużą ostrożność i wyraźnie rozdzielić ocenę od propagandy. Twierdzenie Rubio, jakoby cieśnina była otwarta i płynęło nią niemal tyle ropy co przed wojną, wspierają częściowo niezależne dane: firma Kpler podała w tym tygodniu, że eksport ropy z regionu w ubiegłym tygodniu przekroczył poziomy przedwojenne, a szef Shella mówił we wtorek o powrocie przepływów do około osiemdziesięciu procent stanu sprzed wojny. To dane komercyjne, a nie rządowe, więc mają większą wartość niż deklaracje polityczne. Ale jednocześnie irański doradca Gwardii Rewolucyjnej, generał Mohammad Reza Naqdi, zapowiedział w środę, że Iran wkrótce zablokuje tak zwane nielegalne trasy przez cieśninę, i podtrzymał stanowisko, że Ormuz jest zamknięty, a irańskie siły mają nad nim pełną kontrolę. Anonimowy wysoki urzędnik irański powiedział z kolei Reutersowi, że amerykańskie żądania są sprzeczne z irańskimi warunkami, i wymienił zniesienie blokady irańskich portów jako warunek wstępny rozmów o kwestii nuklearnej, dodając zarazem, że szczegóły wzbogacania mogą być później dyskutowane. To zdanie, podobnie jak wypowiedź Vance'a, jest sygnałem, że obie strony zostawiają sobie furtkę, choć publicznie tego nie przyznają. Prezydent Masud Pezeszkijan powtórzył przy tym, że negocjacje z Waszyngtonem są bezcelowe, oskarżając Stany Zjednoczone o atakowanie Iranu po każdych rozmowach.
Źródło: reuters, al-jazeera, kpler
W Jemenie obraz się zaostrza. Jak podały Reuters, Associated Press i DW, Huti wystrzelili pociski balistyczne i drony w kierunku lotniska międzynarodowego w Adenie; nie odnotowano ofiar, ale eksplozje było słychać w pobliżu portu. Według DW rebelianci twierdzą też, że zaatakowali lotniska w Rijadzie i Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej, co jest twierdzeniem strony konfliktu i nie zostało niezależnie potwierdzone w szczegółach. Nowym i dobrze udokumentowanym elementem jest natomiast skala kryzysu humanitarnego. Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji, agenda ONZ, poinformowała, że od początku sierpnia ponad sto osiemdziesiąt cztery tysiące osób musiało opuścić domy, a w samym tygodniu do 3 października przesiedlono prawie dwadzieścia dwa tysiące osób, o dwadzieścia sześć procent więcej niż tydzień wcześniej; wcześniej Al Dżazira podawała, że łącznie w wyniku eskalacji od początku września uciekło blisko dwieście tysięcy ludzi, najwięcej w prowincji Taiz. Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała ponad pięć tysięcy ofiar od 6 sierpnia, w tym dziewięćset pięćdziesiąt dziewięć zgonów, a przypadki cholery potroiły się w ciągu trzech tygodni. To dane agend ONZ, a nie strony walczącej, i dlatego należy je traktować jako wiarygodne. Walki o prowincję Taiz są przy tym bezpośrednio związane z cieśniną Bab al-Mandeb, o czym pisałem rano, więc jemeńska eskalacja ma bezpośrednie znaczenie dla światowego handlu i cen ropy. Cena Brent wzrosła 7 października do około stu dwóch dolarów za baryłkę, co według danych Trading Economics oznacza wzrost o około pięćdziesiąt cztery procent w skali roku, a amerykańska agencja EIA podniosła prognozę średniej ceny w tym roku do około dziewięćdziesięciu ośmiu dolarów, a w czwartym kwartale do stu pięciu dolarów za baryłkę.
Źródło: reuters, associated-press, dw, al-jazeera, trading-economics