Ukraina: Trump znosi sankcje na rosyjski diesel, Putin odsuwa rozmowy, a Ukraina uderza w Yandex i rafinerie
Najistotniejszą nowością dnia jest decyzja Donalda Trumpa, która odwraca dotychczasowy kierunek amerykańskiej polityki wobec Moskwy. Prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił w piątek po południu, po rozmowie telefonicznej z Władimirem Putinem, że Rosja natychmiast dostarczy do Stanów Zjednoczonych i na rynki światowe ponad trzysta tysięcy ton diesla, a następnie kolejne pięćset tysięcy ton w listopadzie oraz milion ton natychmiast potem, z możliwością dostarczenia jeszcze trzech milionów ton w zależności od stanu rosyjskich rafinerii. Jak podały agencja Reuters, stacja CNBC i rozgłośnia RFE/RL, Departament Skarbu wydał na polecenie prezydenta tak zwaną tymczasową licencję generalną, która pozwala na dostawy rosyjskiego diesla na rynek światowy przez około sześć miesięcy, do 7 kwietnia przyszłego roku. Trump uzasadniał decyzję chęcią szybkiego obniżenia rekordowo wysokich cen paliwa, co ma znaczenie na mniej niż miesiąc przed wyborami, w których koszty życia są głównym tematem kampanii.
Źródło: reuters, cnbc
Skala tego ruchu jest większa, niż sugerują liczby, i to z kilku powodów. Po pierwsze, ledwie trzy tygodnie temu Trump podpisał ustawę nazwaną od nazwiska senatora Lindsey'a Grahama ustawą o sankcjach na Rosję i Iran z 2026 roku, która daje mu prawo nakładania ceł sięgających stu procent na największych nabywców rosyjskiej ropy i gazu. Krytycy natychmiast wskazali na sprzeczność między tamtym aktem a piątkową decyzją. Scott Lincicome z libertariańskiego Instytutu Cato zapytał ironicznie, czy Ameryka może teraz nakładać cła sama na siebie. Senator Richard Blumenthal, członek senackiego zespołu do spraw Ukrainy, ocenił, że posunięcie jest wprost sprzeczne z intencją Kongresu. Peter Harrell z Uniwersytetu Georgetown stwierdził, że złagodzenie ograniczeń na rosyjski diesel dowodzi, iż ustawa Grahama i tak nie zmusiłaby administracji do zwiększenia presji na Moskwę. Krytyka przeszła przy tym przez linie partyjne, bo republikański kongresmen Michael McFaul napisał, że rozumie chęć obniżenia cen paliwa, ale obawia się, że zniesienie sankcji będzie finansować rosyjską machinę wojenną. Jeremy Siegel z Wharton School nazwał porozumienie układem z diabłem i doraźnym plastrem, a nie trwałym rozwiązaniem.
Interpretacja wojskowa jest równie jednoznaczna. Instytut Studiów nad Wojną, think tank monitorujący front na podstawie danych otwartych, ocenił, że decyzja o zniesieniu sankcji na rosyjski diesel będzie finansować rosyjski wysiłek wojenny i przedłuży wojnę, a jednocześnie jest jednostronnym ustępstwem Stanów Zjednoczonych w negocjacjach, ponieważ Rosja nie zaproponowała w zamian żadnych własnych ustępstw. Warto przypomnieć, że rosyjski eksport odpowiadał w 2025 roku jedynie za dziewięć i pół procenta światowych dostaw diesla, a sama Rosja w lipcu tego roku czasowo zakazała jego eksportu, gdy Ukraina nasiliła kampanię uderzeń na rosyjskie rafinerie. Ustępstwo Ameryki uderza więc w instrument, który Rosja sama wcześniej ograniczała. Należy przy tym wyraźnie rozdzielić fakty od ocen: faktem są liczby i istnienie licencji potwierdzone przez Departament Skarbu; oceną, choć zbieżną w wielu niezależnych ośrodkach, pozostaje twierdzenie, że porozumienie wydłuży wojnę.
Drugim elementem dnia jest to, co Putin powiedział Trumpowi w tej samej rozmowie. Jak relacjonuje Al Dżazira, powołując się na doradcę Kremla do spraw polityki zagranicznej Jurija Uszakowa, Putin oświadczył, że natychmiastowe wznowienie rozmów pokojowych z Ukrainą jest mało prawdopodobne, a jako przyczynę wskazał ukraińskie ataki dronów na Moskwę i inne miasta oraz na lokale wyborcze w dniu wyborów parlamentarnych we wrześniu. Według Uszakowa Kijów tymi atakami przerwał możliwość szybkiego wznowienia procesu negocjacyjnego, a Moskwa dopiero oceni, kiedy rozmowy w formacie trójstronnym Rosja, Ukraina i Stany Zjednoczone będą mogły zostać wznowione. To argument zaskakujący, jeśli zestawić go z faktem, że ataki na Moskwę były odpowiedzią na rosyjskie uderzenia w ukraińską infrastrukturę, a sam Putin przedstawia je jako przeszkodę, a nie skutek własnych działań. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski mówił wcześniej w tym tygodniu, że jego kraj jest gotowy do trójstronnych rozmów jeszcze w tym miesiącu. Zestawienie tych dwóch komunikatów pokazuje, że strona rosyjska używa kalendarza wyborczego i ataków jako pretekstu do zwłoki, podczas gdy delegacje negocjacyjne w Miami prowadzą rozmowy opisane szczegółowo w poprzedniej analizie z dnia 9 października, godzina 15:53 czasu polskiego. Tamte ustalenia się nie zmieniły, dlatego ich nie powtarzam.
Źródło: al-jazeera
Trzecim faktem dnia jest zatrzymanie w Czarnogórze Michaiła Zwińczuka, założyciela rosyjskiego ultranacjonalistycznego kanału na Telegramie Rybar, o którym pisałem w poprzednim wydaniu jako o źródle przyznającym ukraińskie sukcesy pod Łymanem. Jak podały Instytut Studiów nad Wojną oraz czarnogórski dziennik Vijesti, Zwińczuk, jego żona i trzech współpracowników zostali zatrzymani w Risan nad zatoką Kotorską rankiem 9 października po kilku dniach obserwacji, a następnie zostali deportowani do Rosji tego samego dnia, mimo że Zwińczuk objęty jest brytyjskimi sankcjami i jest poszukiwany przez władze Stanów Zjednoczonych, które w 2024 roku wyznaczyły za niego dziesięciomilionową nagrodę. Czarnogórskie służby tłumaczyły, że chodziło o powstrzymanie działań hybrydowych sieci kanałów powiązanych z kremlowską propagandą. Reakcja Moskwy była natychmiastowa i ostra: wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że Rosja będzie musiała zacząć zatrzymywać obywateli państw europejskich i Stanów Zjednoczonych, aby uzupełnić swój fundusz wymiany więźniów. Sprawa pokazuje, że walka informacyjna i prawna między Rosją a Zachodem wykracza już daleko poza front ukraiński i przenosi się do państw trzecich.
Czwartym wątkiem jest nasilenie ukraińskich uderzeń dalekiego zasięgu, w którym w ciągu minionej doby pojawił się nowy, jakościowo istotny cel. Jak relacjonuje Kyiv Post oraz Instytut Studiów nad Wojną, ukraińskie drony uszkodziły w nocy z 8 na 9 października centrum danych koncernu Yandex w Kałudze, położonej około dwustu dziewięćdziesięciu kilometrów od frontu, co było drugim uderzeniem na infrastrukturę tej firmy w ciągu dwóch dni, po ataku na centrum w Sasowie w obwodzie riazańskim dzień wcześniej. Uszkodzony obiekt w Kałudze to największe z pięciu centrów danych Yandexu, o mocy sześćdziesięciu trzech megawatów i powierzchni ponad stu trzydziestu tysięcy metrów kwadratowych, mieszczące ponad trzy tysiące osiemset szaf serwerowych. Sama firma potwierdziła, że kilka modułów zostało całkowicie wyłączonych. W tym samym czasie drony uderzyły w Redkiński Zakład Doświadczalny w obwodzie twerskim, największe przedsiębiorstwo chemiczne regionu, produkujące między innymi Decylin-M, składnik paliwa rakietowego używanego w pociskach manewrujących Ch-55 i Ch-101, a także wywołały pożar składu paliw w pobliżu Biełgorodu, wykryty przez satelitarny system monitoringu NASA FIRMS. Ministerstwo Obrony Rosji twierdziło, że w nocy zestrzelono pięćset pięć ukraińskich dronów nad dziewiętnastoma regionami, Krymem oraz Morzem Czarnym i Azowskim. Trzeba tu zachować ostrożność co do liczb: dane strony rosyjskiej są komunikatem propagandowym i nie podlegają niezależnej weryfikacji, natomiast potwierdzone przez sam Yandex i lokalnych gubernatorów są fakty uszkodzeń.
Źródło: kyiv-post
Warto dodać, że ta kampania ma wymiar strategiczny wykraczający poza bieżące straty, bo uderza w rosyjską zdolność do odtwarzania technologii. Instytut Studiów nad Wojną zwraca uwagę, że zachodnie kontrole eksportu i sankcje uniemożliwią Yandexowi szybką wymianę uszkodzonych zaawansowanych półprzewodników, a dalsze ataki mogą skłonić Kreml do nacjonalizacji koncernu na podstawie dekretu Putina z 24 sierpnia, który pozwala przejmować krytyczną infrastrukturę niedostatecznie chronioną przez właścicieli. Przejęcie Yandexu dałoby Kremlowi kontrolę nad najpopularniejszą rosyjską wyszukiwarką i dostęp do prywatnych danych z poczty i chmury, co rozszerzyłoby możliwości cenzury. Osobno think tank odnotowuje coś, co wiąże Ukrainę z Chinami: rosyjskie drony typu Geran, które niedawno uderzyły w Kijów, zawierały trzydziestodwuelementowe anteny CRPA, czyli podwajające liczbę systemów walki elektronicznej, które Ukraina musi zakłócać. Niezależna rosyjska publikacja The Insider ustaliła, że anteny noszą oznaczenia wskazujące na produkcję lub montaż w strefie ekonomicznej Alabuga, a ich konstrukcja przypomina rozwiązanie chińskiej firmy Harxon. To konkretny dowód na to, że Rosja nadal pogłębia współpracę technologiczną z Chinami przy produkcji dronów uderzeniowych, mimo formalnych zapewnień Pekinu o neutralności.
Na koniec wątku ukraińskiego warto odnotować mniej widoczny, lecz wymowny fakt gospodarczy. Jak podała agencja Lloyd's List na webinarium w czwartek, ruch w ukraińskich portach Morza Czarnego załamał się: w sierpniu odnotowano tam dwadzieścia jeden wejść statków, czyli około dziewięćdziesięciu procent mniej niż rok wcześniej. Jak ujęła to Bridget Diakun z Lloyd's List Intelligence, sytuacja jest bardzo zła, a rynek żeglugowy, który przez lata był niezwykle odporny, zmienił się dramatycznie w ciągu ostatnich miesięcy. Innymi słowy, gdy oczy świata są zwrócone na Ormuz, to Morze Czarne stało się obecnie bardziej niebezpiecznym akwenem dla marynarzy, co bezpośrednio uderza w ukraiński eksport zboża, jeden z filarów gospodarki tego kraju.
Źródło: lloyds-list