inputbrief.com

Ormuz, Iran i Jemen: fala potępień, irańskie groźby i kongres energetyczny w Rijadzie mimo ataku

11 października 2026, 15:52 · Geopolityka — briefing światowy (wydanie popołudniowe, 11 października 2026)

Sobotni atak na międzynarodowe lotnisko króla Chalida w Rijadzie, w którym według saudyjskiego urzędu lotnictwa cywilnego zginęło dwanaście osób, a trzysta dziewięć zostało rannych, wywołał falę międzynarodowych reakcji, jakiej ten konflikt dotąd nie widział. Jak podał portal Iran International, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała, że te ataki irańskich pełnomocników wpychają region w spiralę przemocy, i nazwała uderzenie niebezpieczną eskalacją, a szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas określiła je jako wstrząsający akt terroru, wobec którego nie ma usprawiedliwienia dla bezróżnicowych ataków na ludność cywilną. Sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych António Guterres zaapelował o natychmiastowe wstrzymanie ataków na cywilów i infrastrukturę cywilną, przypominając, że stanowią one naruszenie prawa międzynarodowego. Minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul nazwał uderzenie aktem terrorystycznym przeciwko Arabii Saudyjskiej i lotnictwu cywilnemu, brytyjski minister spraw zagranicznych Ed Miliband wezwał obywateli brytyjskich do omijania lotniska w Rijadzie, a premier Włoch Giorgia Meloni wyraziła solidarność z Arabią Saudyjską i rodzinami ofiar, dodając, że Włochy będą nadal pracować z partnerami regionu na rzecz stabilności i wolności żeglugi. Francja nazwała atak nikczemnym i zadeklarowała pełną solidarność z Arabią Saudyjską oraz gotowość dalszego wsparcia wojskowego, Rosja potępiła uderzenie w komunikacie agencji Interfax, a premier Kanady Mark Carney złożył kondolencje. Dołączyły Liga Państw Arabskich i Syria, której ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało o śmierci obywatela Syrii, a Pakistan, powołując się na umowę o wspólnej obronie, zadeklarował niewzruszoną solidarność z Arabią Saudyjską. Huti odpowiedzieli na te potępienia odnowieniem ostrzeżenia dla linii lotniczych, pracowników lotnisk i podróżnych, grożąc użyciem kolejnych saudyjskich lotnisk i twierdząc, że odpowiedzialność za nieudane przechwycenia ponosi Arabia Saudyjska, o czym poinformowała agencja Reuters. Wobec tych komunikatów trzeba zachować ostrożność, bo część danych o liczbie ofiar pochodzi od stron konfliktu, a niezależna weryfikacja w warunkach trwającej wymiany ognia jest bardzo trudna.

Źródło: iran-international, reuters

Równolegle irańscy urzędnicy wojskowi i polityczni wystosowali serię gróźb, które mają wyraźnie podnieść stawkę. Doradca dowódcy Gwardii Rewolucyjnej Mohammad Reza Naghdi powiedział w niedzielę, że każda prowokacja lub atak z użyciem pocisków albo samolotów spotka się z cięższą i miażdżącą odpowiedzią. Zastępca koordynatora armii Habibollah Sajjari stwierdził, że siły zbrojne już wcześniej uderzały w statki i są gotowe zrobić to ponownie, a wiceminister spraw zagranicznych Kazem Garibabadi dodał, że odpowiedź Iranu na kolejne działania wojskowe będzie inna niż dotychczasowe, przywołując różnicę między tak zwaną wojną czterdziestodniową a wojną dwunastodniową, i nazwał cieśninę Ormuz irańskim szlakiem wodnym, którym Teheran posłuży się jako narzędziem przeciwko przeciwnikom. Deputowany Hassan Gaszgawi mówił o rosnącym poparciu dla rewizji doktryny nuklearnej wśród urzędników, ekspertów i opinii publicznej, a gazeta Chorasān, bliska przewodniczącemu parlamentu Mohammadowi Bagherowi Ghalibafowi, napisała, że Waszyngton i Izrael już zdecydowały o kolejnej wojnie i że trwająca wymiana dyplomatyczna tego nie zmieni. Krytyczna ocena tych wypowiedzi jest konieczna: część z nich to komunikaty medialne kierowane do odbiorcy wewnętrznego, mające budować twarde oblicze wobec własnego społeczeństwa i wobec sojuszników, a nie zapowiedzi konkretnych działań. Groźba rewizji doktryny nuklearnej jest szczególnie drażliwa, bo pada z ust deputowanego, a nie decydenta, więc należy ją traktować jako sygnał nastrojów w elicie, nie jako decyzję państwa.

Obraz morski dopełniają dwa fakty z niedzieli. Brytyjska agencja United Kingdom Maritime Trade Operations poinformowała o spotkaniu tankowca z siłami wojskowymi w Zatoce Omańskiej i zaleciła statkom zachowanie czujności, kilka godzin po tym, jak wojsko amerykańskie ogłosiło, że uderzyło w jednostkę próbującą przerwać morską blokadę Iranu. To pokazuje, że blokada nie jest już tylko deklaracją, lecz codzienną praktyką operacyjną, która niemal każdego dnia generuje incydenty na wodzie.

Presja gospodarcza na Teheran pogłębia się i właśnie ona, a nie dyplomacja, wyznacza dziś rytm wydarzeń. Jak wynika z panelu zorganizowanego przez Iran International w Waszyngtonie, analityk Homajun Falakszahi oszacował, że do Iranu nie wróciło już od dwudziestu jeden do dwudziestu trzech miliardów dolarów wpływów z eksportu, a blokada może kosztować kraj kolejne trzydzieści pięć miliardów dolarów. Jego zdaniem grudzień może być pierwszym miesiącem w nowoczesnej historii Iranu, w którym wpływy z ropy i kondensatu spadną do zera. Patrick Clawson z Waszyngtońskiego Instytutu zwracał uwagę, że Iran zaspokaja około sześćdziesięciu dziewięciu procent zapotrzebowania na energię z gazu ziemnego, którego infrastruktura także ucierpiała, co może wymusić większe zużycie mazutu, paliwa wyjątkowo zanieczyszczającego. Była urzędniczka amerykańskiego Departamentu Skarbu Kerri Bitsoff podkreślała, że obecna kampania różni się od poprzednich tym, że Waszyngton skupia się na egzekwowaniu sankcji i na pośrednikach, oraz wskazywała na restrykcje nałożone przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, działania wobec irańskich linii lotniczych i kroki Turcji wobec banków powiązanych z irańskimi transakcjami. Utrata Dubaju jako głównego pośrednika handlowego i finansowego zmusiła irańskie firmy do szukania dróg przez Turcję, Pakistan i Afganistan, które mają jednak ograniczoną przepustowość. Falakszahi dodał, że próby przerzutu ropy przez terytorium Iraku są w praktyce niewykonalne, bo przetransportowanie pięćdziesięciu do siedemdziesięciu tysięcy baryłek dziennie wymagałoby tysięcy przejazdów ciężarówek, a napełnienie jednego dużego tankowca zajęłoby około dwudziestu dni, podczas gdy wcześniej Iran ładował taki tankowiec mniej więcej raz na dobę. Analityk zwątpił zarazem, by przywództwo było gotowe na poważne ustępstwa w sprawie programu nuklearnego, co jest uczciwym zastrzeżeniem wobec tezy, że presja gospodarcza sama wymusi zmianę polityczną. Trzeba odnotować, że te szacunki pochodzą od analityków związanych z portalem, który prowadzi wyraźnie krytyczną linię wobec Teheranu, więc nie należy ich traktować jako danych niezależnych, choć ich rząd wielkości zgadza się z wcześniejszymi ustaleniami firmy Kpler, o których pisałem w porannym wydaniu.

Źródło: iran-international, kpler

Nowy fakt o dużym znaczeniu politycznym to decyzja o kontynuowaniu wielkiego kongresu energetycznego w Rijadzie mimo ataku. Jak podała stacja Al Dżazira, saudyjskie ministerstwo energii poinformowało, że w niedzielę rozpoczęło się w Rijadzie dwudzieste piąte światowe kongres energetyczny Światowej Rady Naftowej, a na jego marginesie obradować ma ministerialne spotkanie siedemnastego Międzynarodowego Forum Energetycznego, w ramach tak zwanego Tygodnia Energetycznego w Rijadzie, który potrwa do czwartku. Forum skupia sześćdziesiąt osiem państw odpowiadających za ponad dziewięćdziesiąt procent światowej podaży i popytu na ropę oraz gaz, w tym Arabię Saudyjską, Stany Zjednoczone i Rosję. Włochy, współgospodarz forum, wezmą udział w spotkaniu przez łącze wideo, a Nigeria deleguje przedstawiciela. Sam fakt, że kongres się odbywa, jest komunikatem politycznym: Rijad pokazuje, że nie zamierza zmieniać kalendarza ani dawać atakującym satysfakcji, a jednocześnie zbiera w jednym miejscu państwa, które będą musiały porozumieć się w sprawie bezpieczeństwa dostaw.

Źródło: al-jazeera

Stan w samej cieśninie Ormuz pozostaje taki, jak opisałem w analizie z dnia 11 października, godzina 06:38 czasu polskiego, i nie odnotowuję tu istotnej zmiany. Przypomnę, że w tygodniu kończącym się 4 października doszło do jedenastu ataków na tankowce, a irańska Gwardia Rewolucyjna zapowiedziała ściganie statków w całym regionie. Cena ropy pozostaje na wysokim poziomie, ale bez nowego impulsu, a w niedzielę rynki były zamknięte. W piątek notowania Brent zamknęły się w okolicach stu czterech i czterech dziesiątych dolara, według danych portalu Trading Economics, a serwis informacyjny FT podawał wartość stu czterech i pięćdziesięciu czterech setnych dolara, co wobec poziomu około stu czterech i siedemdziesięciu dwóch setnych dolara odnotowanego w porannym wydaniu oznacza lekkie cofnięcie, a nie zmianę kierunku. Do obrazu gospodarczego warto dodać dane, które pokazują, jak cienka jest poduszka bezpieczeństwa światowego rynku. Jak podała Al Dżazira, Międzynarodowa Agencja Energetyczna wypuściła w marcu rekordowe czterysta milionów baryłek, a teraz przygotowuje kolejne sto milionów baryłek ropy i diesla, przy czym część tej puli może pochodzić jeszcze z marcowej dostawy, która nie dotarła na rynek. Amerykańska rezerwa strategiczna znajduje się na najniższym poziomie od 1982 roku, a szef Saudi Aramco Amin Nasser powiedział w Londynie, że szacunki wskazują na mniej niż sześć miliardów baryłek pozostałych zapasów komercyjnych, z których zdecydowana większość nie jest praktycznie dostępna. Przed tegorocznymi uwolnieniami największe rezerwy miały Chiny, szacowane na jeden i cztery dziesiąte miliarda baryłek, czyli więcej niż reszta zestawienia razem, przed Stanami Zjednoczonymi z czterystu trzynastoma milionami i Japonią z dwustu sześćdziesięcioma trzema milionami baryłek. To zestawienie pokazuje, że region Zatoki nie tylko produkuje najwięcej ropy, ale też właśnie dlatego, że przez Ormuz przechodziło przed wojną około dwudziestu siedmiu procent światowego morskiego handlu ropą i blisko dwadzieścia procent handlu skroplonym gazem, każde uderzenie w ten szlak natychmiast podnosi koszty w państwach najsilniej uzależnionych, takich jak Erytrea, Madagaskar, Pakistan, Japonia czy Kenia.

Źródło: trading-economics, al-jazeera