Ukraina: Trump ogłasza rozejm energetyczny, Kijów i Moskwa milczą, senatorowie protestują przeciw umowie o dieslu
Najistotniejszą nowością tej doby jest jednostronne ogłoszenie Donalda Trumpa o tak zwanym rozejmie energetycznym. Prezydent Stanów Zjednoczonych napisał w niedzielę w mediach społecznościowych, że od zaraz obowiązuje rozejm energetyczny w wojnie między Rosją i Ukrainą, że obie strony na niego się zgodziły i że nie wolno go łamać. Jak podała agencja Reuters oraz brytyjski nadawca BBC, Trump nie podał przy tym żadnych szczegółów, a Biały Dom nie uzupełnił komunikatu, kiedy został o to zapytany. Kluczowy dla oceny tego zdarzenia jest fakt, że ani Kreml, ani strona ukraińska nie potwierdziły porozumienia w momencie ogłoszenia. Rzecznik Kremla nie skomentował twierdzenia prezydenta Stanów Zjednoczonych, a Wołodymyr Zełenski najpierw oświadczył, że informacja o rozejmie jest dla niego nowiną, po czym dopiero dodał, że Kijów poparłby taki układ, gdyby Moskwa zachowała się tak samo, i że jego urzędnicy czekają na jasne szczegóły amerykańskiego dialogu z Rosją. Ten porządek wypowiedzi ma znaczenie, bo pokazuje, że w chwili ogłoszenia nie istniał uzgodniony, dwustronny dokument, a jedynie komunikat jednej strony konfliktu, do którego druga strona musiała się dopiero ustosunkować.
Źródło: reuters, bbc
Co więcej, sam Zełenski zakwestionował treść ogłoszenia w kilka godzin po jego publikacji. Napisał, że ukraińskie niebo przez cały dzień było wypełnione rosyjskimi dronami kamikadze, że doszło do uderzeń bombami szybującymi i do ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną, i że wieczorem zaatakowano elektrownię w Charkowie oraz obiekty energetyczne w obwodzie charkowskim, co spowodowało przerwy w dostawach prądu. Jak podał brytyjski nadawca BBC, prezydent Ukrainy podkreślił, że wszystko to wydarzyło się już po tym, jak prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił rozejm energetyczny. Uczciwa konkluzja jest więc taka, że mamy do czynienia z ogłoszeniem, a nie z potwierdzonym porozumieniem, i że pierwsze godziny po jego publikacji przyniosły raczej zaprzeczenie niż realizację. Warto przy tym pamiętać, że wcześniejsze komunikaty Donalda Trumpa w tej sprawie również były jednostronne i nie zawsze pokrywały się z ustaleniami stron, dlatego do samej deklaracji należy podchodzić z dystansem, dopóki nie zostanie potwierdzona przez Moskwę i Kijów.
Źródło: bbc
Motywacja amerykańskiego prezydenta jest czytelna i wprost wiąże się z cenami paliw przed wyborami do Kongresu. Jak podała BBC, Trump od tygodni naciska na Ukrainę, by przestała uderzać w rosyjski sektor paliwowy, argumentując, że Kijów blokuje realizację świeżo zawartej umowy, w której Rosja zobowiązała się dostarczać diesel na rynek amerykański i światowy. Ta umowa, czasowo znosząca sankcje na rosyjskie paliwo, budzi rosnącą krytykę. Zełenski nazwał ją prezentem dla Władimira Putina, a europejscy urzędnicy oraz część polityków amerykańskich, także z partii republikańskiej, wyrazili wobec niej sprzeciw. Warto też przypomnieć, że w sobotę Trump powiedział o prezydencie Ukrainy, że ten lepiej niech zaprzestanie ataków, i dodał, że nadszedł czas, by Ukraina miała nowego prezydenta. Zełenski odpowiedział, że o tym, kto rządzi Ukrainą, decydują Ukraińcy, i jednocześnie zadeklarował, że gotów jest zorganizować wybory, jeśli Władimir Putin zgodzi się na sześćdziesięciodniowe, pełne zawieszenie broni.
Źródło: bbc
Nowym i twardym punktem sporu jest sprzeciw części amerykańskiego Senatu wobec umowy o dieslu. Jak podała BBC, siedmioro senatorów, w tym troje demokratów i czworo republikanów, opublikowało wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili, że umowa Trumpa stoi wprost w sprzeczności z ustawą wyraźnie zakazującą importu rosyjskiej energii. Jak ujęli to sami sygnatariusze, Kongres był jednoznaczny: Stany Zjednoczone nie powinny importować ropy z Rosji, dopóki ta nie zakończy agresji przeciwko Ukrainie i nie zaprzestanie gróźb wobec sojuszników z NATO, i wezwali administrację do zmiany kursu. Republikański senator Thom Tillis, jeden z sygnatariuszy, powiedział w rozmowie ze stacją NBC News, że umowa ta absolutnie narazi życie Amerykanów. To jest o tyle istotne, że sprzeciw nie jest tu wyłącznie partyjny, lecz obejmuje także obóz prezydenta, co pokazuje, jak głęboki jest podział w Waszyngtonie w sprawie Ukrainy i jak trudno będzie utrzymać tę umowę w mocy wyłącznie siłą autorytetu prezydenta.
Źródło: bbc, nbc-news
Reakcja sojuszników jest przy tym niejednoznaczna i zasługuje na uważne opisanie. Brytyjski premier Andy Burnham powiedział, że Wielka Brytania zdecydowanie popiera dzisiejsze wezwanie prezydenta Trumpa do trwałego rozejmu energetycznego, który ma zacząć obowiązywać od zaraz, a podobne poparcie wyrazili Francja, Kanada oraz Unia Europejska. Jednocześnie jednak brytyjski minister obrony Wes Streeting powiedział BBC, że Wielka Brytania nie popiera samej umowy o dieslu, a wcześniej w niedzielę podkreślał, że bez wątpienia agresorem jest Putin. Ten rozdźwięk warto nazwać wprost: Londyn popiera apel o rozejm energetyczny jako gest deeskalacji, ale nie akceptuje handlowej strony tego rozwiązania, która jego zdaniem wzmacnia rosyjską maszynę wojenną. W praktyce mamy więc do czynienia z sytuacją, w której Zachód zgadza się co do celu, czyli wygaszenia walk, ale nie co do metod, a to znaczy, że jedność atlantycka jest tu raczej deklaracją niż wspólnym planem.
Źródło: bbc
Na froncie i w głębi obu krajów walki nie ustały ani na chwilę. Jak podała BBC, w niedzielę zginęło sześć osób w atakach na dwa ukraińskie miasta, jedna osoba zginęła w rosyjskim obwodzie biełgorodzkim przy granicy z Ukrainą, a jedna w ataku dronów na okupowaną przez Rosję część obwodu donieckiego. Jak podał amerykański Instytut Studiów nad Wojną w ocenie z 11 października, cytowany przez Critical Threats, Rosja wystrzeliła w nocy przeciwko Ukrainie sto szesnaście dronów, a siły ukraińskie w ostatnim czasie posunęły się naprzód w północnej części obwodu sumskiego, w rejonie Wielkiego Burluku. Ukraińska agencja Ukrinform poinformowała z kolei, że w ciągu minionej doby doszło do dwustu dwudziestu jeden starć na linii frontu, a najcięższe walki toczyły się w rejonie Pokrowska i Hulajpola. Warto tu zachować krytyczny dystans: oceny Instytutu Studiów nad Wojną są rzetelne warsztatowo i oparte na danych, ale instytut jest amerykańskim ośrodkiem o wyraźnym stanowisku wobec Kremla, więc jego wnioski trzeba czytać jako analizę, a nie jako fakt bezsporny. Zestawienie tego wszystkiego prowadzi do wniosku, że ogłoszony rozejm energetyczny nie zatrzymał ani jednego drona, a jego realną wartość zweryfikują dopiero najbliższe doby.
Źródło: bbc, ukrinform