Ormuz, Iran i Jemen: plany użycia matki wszystkich bomb, a ropa znowu omija cieśninę
Najpoważniejszym nowym elementem tej doby jest informacja, która przez pierwsze godziny krążyła jako doniesienie medialne, a szybko została potwierdzona przez kilka redakcji. Jak podała stacja CNN, powołując się na kilku amerykańskich urzędników, wojsko Stanów Zjednoczonych opracowało nowe plany uderzeń na Iran, które obejmują potencjalne użycie tak zwanej matki wszystkich bomb, czyli bomby GBU-43/B o nazwie Massive Ordnance Air Blast, przeciwko irańskiej infrastrukturze energetycznej oraz obiektom nuklearnym. Ten sam materiał stacji CNN, powtórzony przez telewizję CBS, agencję Reuters i dziennik Bloomberg, mówi wprost, że użycie tej bomby byłoby wyraźną eskalacją, choć nie brakuje wątpliwości, czy pozwoliłoby osiągnąć którykolwiek z zakładanych celów. Sama bomba waży ponad dziewięć ton, a jej siła rażenia obejmuje obszar odpowiadający kilku kwartałom miasta. Kluczowe zastrzeżenie, które podają wojskowi cytowani przez CNN, jest jednak takie, że ta broń nie służy do przebijania się przez warstwy skały, więc wobec podziemnych obiektów nuklearnych, takich jak kompleks Pickaxe Mountain, jej skuteczność jest wątpliwa, a jej rzeczywistą rolą byłby efekt psychologiczny.
Źródło: cnn, cbs-news, reuters, bloomberg
Kontekst polityczny tych planów wyjaśnia, dlaczego pojawiły się właśnie teraz. Jak podała telewizja CBS, Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone nie zaatakują Iranu przed wyborami do Kongresu zaplanowanymi na trzecie listopada, ale jednocześnie odmówił wykluczenia użycia tej bomby po wyborach, a w raporcie CNN pojawia się sformułowanie, że uderzenie miałoby nastąpić przed wycofaniem wojsk amerykańskich z regionu. Innymi słowy, administracja szuka rozwiązania, które pozwoliłoby jej ogłosić symboliczne zwycięstwo i ograniczyć zaangażowanie, choć nie przyniosłoby rozstrzygnięcia militarnego. Ta logika jest spójna z obrazem, który nakreśliła stacja Al Dżazira w analizie opublikowanej w czwartek: wojna jest zawieszona w martwym punkcie, Iran zmienił taktykę i przestał działać według zasady proporcjonalności, a Stany Zjednoczone utrzymują w Zatoce co najmniej trzy grupy uderzeniowe lotniskowców, w tym płynący do regionu zespół okrętu Theodore Roosevelt, oraz około pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy w bazach w różnych państwach.
Źródło: cbs-news, cnn, al-jazeera
Drugim twardym elementem jest zmiana w liczbach dotyczących ropy, i jest to zmiana w stosunku do obrazu z poprzedniego wydania. Jak wynika z danych firmy analitycznej Kpler, cytowanych przez stację Al Dżazira, jedenastego października przez cieśninę Ormuz przepłynęło jedynie dwa i dziewięć dziesiątych miliona baryłek ropy, czyli najmniej w tym miesiącu, a stacja CNN podała, powołując się na te same dane, że w poniedziałek było to cztery i jedna dziesiąta miliona baryłek, czyli mniej niż jedna czwarta poziomu przedwojennego. To odwraca obraz z września, kiedy dzięki eskortom amerykańskiej marynarki przepływy przez cieśninę odbudowały się do ponad osiemdziesięciu jeden procent poziomu sprzed wojny. Wniosek jest więc inny niż jeszcze dobę wcześniej: irańska kampania zaczyna jednak dławić tranzyt, i to nie poprzez pojedyncze zatopienia statków, lecz przez skumulowany wzrost ryzyka, który zniechęca armatorów. Przy tym trzeba uczciwie zaznaczyć, że wcześniej opisywane liczby dwunastu milionów baryłek na dobę pochodziły z pomiaru inną metodą, obejmującego cały eksport regionalny, a nie wyłącznie tranzyt przez cieśninę, więc rozbieżność między źródłami wynika częściowo z tego, co dokładnie jest liczone. Dla gospodarki znaczenie ma jednak kierunek, a ten jest jednoznaczny: mniej ropy płynie przez Ormuz niż w najlepszym okresie września.
Źródło: kpler, al-jazeera, cnn
Skala ataków pozostaje przy tym rekordowa i nie budzi wątpliwości. Jak podało brytyjskie centrum monitoringu żeglugi UKMTO, między szóstym a czternastym października odnotowano piętnaście ataków na statki, a od poniedziałku dziewięć incydentów w cieśninie lub w jej pobliżu. Warto przypomnieć, że dwa statki towarowe, singapurski kontenerowiec GFS Pride i pływający pod banderą Antigui i Barbudy Cape Dao, zatonęły w ciągu ostatniej doby, co szczegółowo opisano w analizie z 15 października, godzina 06:40, więc nie powtarzam tu szczegółów. Nowym elementem jest natomiast irańska zmiana taktyki, o której mówią analitycy cytowani przez Al Dżazirę: Teheran używa różnych metod, aby utrudnić przejście statkom, które uznaje za łamiące jego ograniczenia, a wybiera cele po to, by maksymalizować niepewność, a nie liczbę zatopień. W tle tej samej doby pojawiła się także informacja, że Arabia Saudyjska i jemeńscy Huti wymieniły kolejne ciosy na infrastrukturę energetyczną, a Stany Zjednoczone ostrzegły o możliwych atakach na saudyjskie lotniska, o czym pisały już poprzednie wydania, więc traktuję ten wątek jako kontynuację.
Źródło: ukmto
Ocena wiarygodności tego bloku jest tu szczególnie ważna, bo dotyczy planów wojskowych, o których rządy zwykle nie mówią otwarcie. Informacja o planach użycia matki wszystkich bomb opiera się na pięciu anonimowych urzędnikach, których cytuje CNN, a potwierdzenie ze strony Białego Domu i Pentagonu ma formułę ogólną i nie mówi niczego o konkretnym planie. To oznacza, że mamy do czynienia z przeciekiem, a nie z decyzją. Dane o przepływach ropy pochodzą od firm analitycznych, które mierzą to samo zjawisko różnymi metodami i różnie je datują, więc rozbieżność między liczbami jest informacją o jakości pomiaru, nie o sprzeczności faktów. Najbezpieczniejszy wniosek brzmi więc: kierunek eskalacji jest potwierdzony przez wiele źródeł, ale skala i zakres konkretnych planów pozostają w sferze doniesień. Konsekwencja gospodarcza pozostaje ta sama i jest podwójna: dopóki tranzyt przez Ormuz jest nieregularny, ceny paliw w Europie i w Ameryce pozostaną uzależnione od kalendarza politycznego Waszyngtonu, a nie od decyzji producentów ropy.
Źródło: cnn