Ormuz, Iran i Jemen: ataki na tankowce trwają, a Jemen wraca, zdaniem ONZ, do wojny na pełną skalę
W cieśninie Ormuz obraz pozostaje taki, jak opisałem w wydaniu porannym z 10 października, godzina 06:36 czasu polskiego, z jednym istotnym uzupełnieniem, które pojawiło się w piątek wieczorem i w sobotę. Irańska Gwardia Rewolucyjna przyznała się do storpedowania gazowca z gazem płynnym, nazwanego w komunikatach raz NV Sunshine, a raz MV Sun Shine, należącego do firmy NatWit, który miał płynąć tak zwaną nielegalną trasą na południe od cieśniny. Jak podała agencja AFP oraz portal Asharq Al Awsat, irańskie siły uderzyły w maszynownię i układ napędowy jednostki, wywołując pożar na pokładzie. Znaczenie tego komunikatu jest większe niż pojedynczego ataku, bo Gwardia zapowiedziała, że będzie ścigać statki uznane za łamiące jej zasady nie tylko w cieśninie, ale w całym regionie, i że firmy, które jej zdaniem współpracują ze Stanami Zjednoczonymi, zostaną objęte sankcjami, a wszystkie ich statki staną się celem. Przywódca modlitwy piątkowej w Teheranie powiedział z kolei, że cieśnina pozostanie zamknięta, dopóki siedem irańskich warunków nie zostanie spełnionych, i że strategia Iranu przesunęła się z obrony do ofensywy. Warto zachować wobec tych deklaracji dystans: to komunikaty strony irańskiej, które mają wymiar propagandowy i nie podlegają niezależnej weryfikacji.
Źródło: afp
Drugą stronę tego samego sporu pokazuje amerykańskie Dowództwo Centralne, które w piątek poinformowało, że oczyściło główne szlaki żeglugowe w cieśninie, usunęło miny morskie z kluczowych tras i uznało je za otwarte dla wszystkich jednostek, które nie łamią amerykańskich sankcji wobec Iranu. Według tego komunikatu przez cieśninę przepłynęły bezpiecznie tysiące statków handlowych. Brytyjska agencja UKMTO podała natomiast, że w piątek rano gazowiec z gazem płynnym został trafiony nieznanymi pociskami trzynaście mil morskich na zachód od Al Dżazira w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, co wywołało duży pożar, który później opanowano; brytyjska firma ochroniarska Vanguard zidentyfikowała jednostkę jako pływający pod banderą Panamy tankowiec GEM NO2. Dzień wcześniej UKMTO informowała o trafieniu tankowca na północ od wód Kataru, co było pierwszym takim atakiem od sześciu miesięcy, a firma Vanguard raportowała o pożarze tankowca około czterdziestu kilometrów od Fudżajry w Zatoce Omańskiej, prawdopodobnie jednostki Dalkut pod banderą Wysp Marshalla. Zestawienie tych komunikatów pokazuje, że obie strony konfliktu mówią o kontroli nad cieśniną, a jednocześnie statki handlowe są trafiane niemal codziennie, co jest najlepszym dowodem na to, że żadna z tych kontroli nie jest rzeczywista.
Źródło: ukmto, al-jazeera
Skala tego zjawiska, którą opisałem w porannym wydaniu, została w międzyczasie doprecyzowana przez amerykańską stację CNBC, powołującą się na Międzynarodową Organizację Morską. Z danych tych wynika, że w tygodniu kończącym się 4 października w cieśninie zaatakowano jedenaście tankowców, co było największą liczbą ataków na statki handlowe od początku wojny w końcu lutego, a pięć kolejnych tankowców zostało trafionych w tym tygodniu. W poniedziałek dwunastu marynarzy, obywateli Indii, zostało rannych, gdy pocisk trafił w należący do Zjednoczonych Emiratów Arabskich tankowiec On Peace. Od początku wojny w atakach na sto statków handlowych w cieśninie Ormuz, Zatoce Perskiej i Zatoce Omańskiej zginęły co najmniej dwadzieścia cztery osoby, a od lipca co najmniej dziewięć. Eksport ropy przez cieśninę spadł w tygodniu kończącym się w środę do ośmiu i pół miliona baryłek dziennie, czyli około czterdziestu procent poniżej normy sprzed wojny, a cały eksport z Bliskiego Wschodu do piętnastu i trzech dziesiątych miliona baryłek, czyli dziesięć procent poniżej poziomu przedwojennego. Iran nie załadował przy tym ropy na eksport od końca sierpnia z powodu amerykańskiej blokady morskiej. Analityczka Michelle Wiese Bockmann z firmy Windward ujęła to krótko: wolumeny przepływają, ale przepływają w warunkach skrajnie wysokiego ryzyka morskiego, a Richard Meade z Lloyd's List dodał, że nowa normalność nie jest trwała.
Źródło: cnbc, lloyds-list
W tle cena ropy pozostaje wysoka i nerwowa, choć w piątek lekko się cofnęła. Jak podaje Trading Economics, w piątek baryłka Brent wahała się w okolicach stu czterech dolarów po tym, jak Trump ogłosił, że Putin zgodził się wypuścić na rynek zapasy diesla, a w ciągu tygodnia Brent wzrósł o około jeden i pół procenta, pozostając o blisko dwie trzecie drożej niż rok wcześniej. Model tej samej firmy zakłada, że pod koniec kwartału Brent będzie kosztował około stu sześciu i sześćdziesięciu dziesiątych dolara. To liczby, które wprost przekładają się na politykę wewnętrzną Stanów Zjednoczonych, o czym niżej.
Źródło: trading-economics
Najpoważniejszą nowością tej doby jest jednak Jemen, gdzie konflikt wszedł w fazę, którą sami mediatorzy określają jako wojnę na pełną skalę. Specjalny wysłannik Organizacji Narodów Zjednoczonych do Jemenu Hans Grundberg ostrzegł w piątek, że kraj osunął się z powrotem w wojnę na pełną skalę, i wezwał strony do dialogu. W tym samym czasie Huti przeprowadzili kolejne ataki na saudyjskie lotniska. Jak podała agencja Reuters oraz portal Time, w tym tygodniu w uderzeniach na lotnisko króla Chalida w Rijadzie i na lotnisko w Abha zginęły trzy osoby, a trzydzieści sześć zostało rannych; w Rijadzie zginął obywatel Sudanu, a rannych zostało między innymi pięciu obywateli Arabii Saudyjskiej, dwóch Egipcjan i Pakistańczyk. Jak ustalili dziennikarze Reutersa, odłamki po przechwyceniu pocisku lub po trafieniu uszkodziły stojący przy terminalu samolot saudyjskich linii Saudia, który zapalił się na płycie lotniska, i choć nie było na pokładzie pasażerów, nie można było wykluczyć rannych. Prawie połowa odlotów z Rijadu została odwołana do godziny piętnastej czasu uniwersalnego, a linie Lufthansa i Air India zawiesiły loty do Rijadu. Rzecznik Huti Jahja Sari ostrzegł linie lotnicze po raz ostatni, by nie latały w saudyjskiej przestrzeni powietrznej, którą nazwał teatrem działań wojennych. To zestawienie, ataku na lotniska i ostrzeżenia dla przewoźników, pokazuje, że Huti przenieśli wojnę z pól bitewnych w Jemenie na infrastrukturę cywilną i komunikacyjną Arabii Saudyjskiej, licząc na złamanie woli Saudyjczyków.
Źródło: reuters
Odpowiedź koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej była zdecydowana. Jak podały portal The National i agencja Reuters, koalicja poinformowała w sobotę o przeprowadzeniu szeroko zakrojonej operacji w Jemenie i o zniszczeniu osiemdziesięciu dwóch obiektów wojskowych Huti w prowincjach Sada, Al-Hudajda, Al-Dżauf i Marib, a wcześniej o przechwyceniu pocisków balistycznych wystrzelonych w kierunku Rijadu i Chamis Muszajt. Warto przy tym odnotować, że konflikt zaczyna przyciągać kolejnych graczy. Według dwóch urzędników wojskowych, amerykańskiego i syryjskiego, Syria rozważa wysłanie wsparcia wojskowego do Arabii Saudyjskiej, zarówno w formie obronnej, polegającej na ochronie przed atakami, jak i ofensywnej, czyli pomocy w walce z Huti, choć jej ministerstwo spraw zagranicznych podkreśla, że priorytetem pozostaje odbudowa po własnej wojnie domowej. Turcja, członek NATO, zapowiedziała wsparcie głównie obronne i techniczne, w tym sprzęt wojskowy, wymianę informacji wywiadowczych i systemy uzbrojenia. To rozszerzanie się listy uczestników jest istotne, bo oznacza, że wojna w Jemenie przestaje być lokalnym konfliktem, a staje się jednym z frontów szerszego starcia wokół Iranu. Jednocześnie Biuro Narodów Zjednoczonych do spraw Koordynacji Pomocy Humanitarnej poinformowało, że od sierpnia w Jemenie przesiedlono dwieście tysięcy osób, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych Jemenu podało, że ataki Huti na miasto Taiz zabiły sześć osób i raniły osiemnaście.
Źródło: the-national, reuters
Do tego samego frontu należy zaliczyć rzadki izraelski atak w Libanie. Jak podała Al Dżazira i portal Times of Israel, izraelski dron uderzył w piątek w samochód w dystrykcie Hermel w północno-wschodnim Libanie, blisko granicy z Syrią, raniąc sześć osób, w tym pięć osób narodowości syryjskiej, dwie z nich kobiety, oraz jednego Libańczyka. Izraelska armia oświadczyła, że celem był syryjski bojownik działający pod kierunkiem Iranu, który planował ataki na izraelskie siły w południowej Syrii. Libańska agencja narodowa NNA zauważyła, że ten rejon był w dużej mierze wolny od takich ataków od czasu porozumienia o zawieszeniu broni między Izraelem a Hezbollahem, zawartego w czerwcu. Sprawa wpisuje się w szerszy wzorzec: od obalenia Baszara al-Assada w grudniu 2024 roku Izrael przeprowadził setki uderzeń w Syrii i utrzymuje wojska w tak zwanych strefach bezpieczeństwa wzdłuż granic z Syrią i Libanem, co prezydent Syrii Ahmed al-Szara określił na forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych jako pięćset nalotów, ponad tysiąc dwieście wtargnięć i trzysta zatrzymań.
Źródło: al-jazeera, times-of-israel