Ormuz, Iran i Jemen: krwawy atak na lotnisko w Rijadzie i amerykański dylemat
Najpoważniejszym wydarzeniem tej doby na Bliskim Wschodzie jest atak na międzynarodowe lotnisko króla Chalida pod Rijadem, do którego doszło w sobotę 10 października. Saudyjski urząd lotnictwa cywilnego podał, że zginęło dwanaście osób, a trzysta dziewięć zostało rannych, przy czym niektórzy z poszkodowanych są w stanie krytycznym. Jak poinformowała stacja Al Dżazira, wśród ofiar jest czterech obywateli Arabii Saudyjskiej, dwóch obywateli Bangladeszu oraz po jednej osobie ze Stanów Zjednoczonych, Jordanii, Palestyny, Syrii, Sudanu i Egiptu. Operacje na lotnisku tymczasowo wstrzymano, a urząd lotnictwa poinformował, że trwa ocena zniszczeń. To trzeci atak Huti na to lotnisko w tym tygodniu, bo już w czwartek w jego wyniku zginęło trzech Saudyjczyków, w tym pilot. Szef biura medialnego Huti oświadczył po sobotnim ataku w serwisie X, że grupa zamknęła lotnisko w Rijadzie, a sama organizacja ogłosiła saudyjską przestrzeń powietrzną strefą działań wojennych, z wyjątkiem okolic Mekki i Medyny.
Źródło: al-jazeera
Reakcja koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej była stanowcza. Jak podała Al Dżazira, rzecznik koalicji, generał brygady Turki al-Malki, nazwał atak pełnowymiarową zbrodnią wojenną i zapowiedział zdecydowaną odpowiedź zgodną z międzynarodowym prawem humanitarnym. Ten sam rzecznik potwierdził osobny incydent, informując w serwisie X, że pocisk spadł w pobliżu międzynarodowego lotniska króla Fahda w Dammamie. Atak potępiły między innymi Katar, Egipt, Jordania i Oman, a ambasady w Rijadzie, w tym amerykańska, brytyjska, irlandzka i kanadyjska, wydały ostrzeżenia dla swoich obywateli, zalecając unikanie lotniska. Warto zachować wobec tych komunikatów właściwy dystans: część danych pochodzi od stron konfliktu, a niezależne potwierdzenie liczby ofiar w warunkach trwającej wymiany ognia pozostaje trudne.
Źródło: al-jazeera
Największa niewiadoma dotyczy jednak tego, czy w wojnę po stronie Arabii Saudyjskiej włączą się bezpośrednio Stany Zjednoczone. Donald Trump nazwał atak okropnym i powiedział, że rozważy przyłączenie się do saudyjskich uderzeń na Huti, dodając, że planuje rozmowę z następcą tronu Muhammadem bin Salmanem. Jak odnotowało czasopismo Time oraz stacja CBS News, prezydent stwierdził, że Stany Zjednoczone mogą dołączyć do saudyjskich operacji przeciwko Huti. Instytut Studiów nad Wojną zwraca uwagę, że taka decyzja oznaczałaby pierwszą bezpośrednią akcję militarną Stanów Zjednoczonych przeciwko tej grupie od zakończenia operacji Rough Rider w maju 2025 roku. Instytut przypomina też, że Waszyngton i inni partnerzy rozszerzyli w ostatnich tygodniach pomoc wojskową dla Arabii Saudyjskiej, w tym wsparcie wywiadowcze, w zakresie wskazywania celów i obrony przeciwlotniczej. To zestawienie pokazuje, że Stany Zjednoczone są już zaangażowane w konflikt pośrednio i że formalne przystąpienie do niego byłoby tylko kolejnym krokiem.
Źródło: cbs-news
Na lądzie walki koncentrują się wokół miasta Taiz. Jak analizuje Instytut Studiów nad Wojną, Huti atakują pozycje sił lojalnych wobec uznawanego międzynarodowo rządu Jemenu na południe i na zachód od miasta, dążąc do pełnego okrążenia i zdobycia trzeciego największego miasta kraju. Siły rządowe odparły próbę natarcia w rejonie doliny Wadi al-Dhabab oraz toczyły ciężkie walki w pobliżu gór Dżabal Sabr i Najd Kasim, położonych mniej niż dziesięć kilometrów na południe od Taiz, a także w rejonie al-Szakab. Huti twierdzą, że przejmują kontrolę nad dystryktami Mawasit, Sama i al-Salu, ale Instytut nie znalazł na to niezależnego potwierdzenia. Oznacza to, że mimo intensywnych ataków na saudyjskie lotniska grupa nie uzyskała rozstrzygnięcia na głównym froncie lądowym.
W samej cieśninie Ormuz obraz pozostaje taki, jak opisałem w analizie z dnia 10 października, godzina 15:53 czasu polskiego, i nie odnotowuję tu istotnej zmiany. Przypomnę jedynie, że w tygodniu kończącym się 4 października doszło do jedenastu ataków na tankowce, największej liczby od początku wojny, a irańska Gwardia Rewolucyjna zapowiedziała ściganie statków w całym regionie. Jeśli chodzi o cenę ropy, pozostaje ona wysoka i nerwowa, ale bez wyraźnego nowego impulsu. Jak wynika z notowań śledzonych przez portal Yahoo Finance, w piątek 10 października baryłka Brent kosztowała około stu czterech i siedemdziesięciu dwóch setnych dolara, a w skali tygodnia wzrosła o około jeden i pół procenta. Amerykańska agencja informacji o energii prognozuje w krótkoterminowej prognozie, że średnia cena Brent w czwartym kwartale tego roku wyniesie około stu pięciu dolarów. To liczby, które wprost przekładają się na politykę wewnętrzną Stanów Zjednoczonych i na presję, jakiej poddawana jest Ukraina.
Źródło: yahoo-finance
Nowym i bardzo istotnym wątkiem jest natomiast załamanie się irańskiego eksportu ropy, które ma wymiar historyczny. Jak podał portal Iran International, powołując się na dane firmy Kpler i na analityka Homayouna Falakshahiego, Iran nie załadował w całym wrześniu ani ropy, ani kondensatu, co jest pierwszym pełnym miesiącem bez załadunków od rewolucji islamskiej w 1979 roku. Ostatni odnotowany załadunek miał miejsce około 26 lub 27 sierpnia. Na wodzie, poza strefą blokady, pozostało jedynie około ośmiu milionów baryłek irańskiej ropy, wobec blisko dziewięćdziesięciu milionów w połowie lipca, a te resztkowe dostawy mają zostać wyładowane około 18 października. Ponieważ chińscy rafinerzy potrzebują jeszcze miesiąca lub dwóch na rozliczenie płatności, ostatnie wpływy Teheran może otrzymać do połowy grudnia. Analityk ostrzega, że dochody z ropy i kondensatu spadną do zera po raz pierwszy w historii, a Iran może tracić od trzech do sześciu miliardów dolarów miesięcznie. Blokada ogranicza także import, w tym kukurydzy i pszenicy. To pokazuje, że presja gospodarcza na Teheran jest obecnie silniejsza niż kiedykolwiek, choć analityk wątpi, by przywództwo było gotowe na poważne ustępstwa w sprawie programu nuklearnego.
Źródło: iran-international (via kpler)