Ormuz, Iran i Jemen: ataki na dwa tankowce, amerykańskie uderzenie w statek łamiący blokadę i irańska propozycja mediacji
Bliski Wschód wszedł w poniedziałek w fazę, w której dyplomacja i przemoc idą równolegle, ale żadna z nich nie przynosi rozstrzygnięcia. Jak podała agencja Reuters, Teheran poinformował, że wciąż rozpatruje amerykańską odpowiedź na swoją propozycję dotyczącą ponownego otwarcia cieśniny Ormuz, i zapowiada własną odpowiedź dopiero po zakończeniu przeglądu. Rzecznik irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych Esmaeil Baghaei powiedział, że komunikaty między oboma krajami nadal krążą przez mediatorów, ale nie dał żadnego sygnału przełomu i podkreślił, że stanowisko Iranu w sprawie cieśniny pozostaje nierozerwalnie związane z amerykańską blokadą morską. To jest o tyle istotne, że jeszcze dzień wcześniej sekretarz irańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohsen Rezaei ocenił amerykańską odpowiedź jako niewystarczającą i stwierdził, że irańska dyplomacja się zmieniła i nie będzie powrotu do stanu sprzed wojny, co opisałem już w wydaniu porannym.
Źródło: reuters
Nowym elementem wypowiedzi Baghaei jest ton wobec Jemenu. Rzecznik powiedział, że Teheran jest głęboko zaniepokojony rozwojem sytuacji na Półwyspie Arabskim, i dodał, że eskalacja przyniesie korzyść wyłącznie reżimowi izraelskiemu. To sformułowanie jest znaczące, bo po raz kolejny pokazuje, że Iran stara się odsunąć od siebie odpowiedzialność za ataki jemeńskich Huti, przypisując korzyść z eskalacji stronie izraelskiej, a nie własnemu obozowi. Informację podała stacja Al Dżazira w relacji na żywo, a jej treść warto traktować jako oficjalne stanowisko Teheranu, nie zaś jako opis faktycznego wpływu Iranu na decyzje Huti.
Źródło: al-jazeera
Bezpieczeństwo żeglugi w regionie pogorszyło się w sposób wymierny. Jak podał serwis Iran International, powołując się na hinduskie ministerstwo spraw zagranicznych oraz agencję Reuters, w niedzielę u wybrzeży Omanu dron uderzył w tankowiec Petro Dolphin pływający pod banderą Nikaragui; z jedenastu hinduskich marynarzy dziewięciu udało się uratować, a dwóch uznano za zaginionych. Drugi statek, pływająca pod banderą Wysp Marshalla jednostka Valthera, został trafiony niezidentyfikowanym pociskiem w cieśninie Ormuz i stanął w ogniu, ale cała jedenastoosobowa hinduska załoga wyszła z tego bez szwanku. Indie potępiły oba ataki, ostrzegając, że podsycają one niestabilność w i tak zapalnym regionie, i poinformowały, że na razie nie wskazują sprawcy. Trzeba tu zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, Iran International jest serwisem opozycyjnym wobec władz w Teheranie i relacjonuje region z określonej perspektywy, ale w tym przypadku powtarza komunikaty hinduskiego ministerstwa oraz agencji Reuters, więc sam fakt ataku na oba statki należy uznać za potwierdzony. Po drugie, ataki na jednostki handlowe u wybrzeży Omanu pokazują, że zagrożenie wykroczyło poza samą cieśninę i obejmuje już kotwicowiska w Zatoce Omańskiej, co jest jakościowo nowym zjawiskiem.
Źródło: iran-international, reuters
Obie strony zaostrzają przy tym praktyki na wodzie. Jak podało amerykańskie dowództwo centralne CENTCOM, amerykański myśliwiec uderzył w rufę panamskiego statku M/V Ocean Molica, znanego też jako Arika Sun, który wyszedł z irańskiego portu i po serii ostrzeżeń próbował złamać blokadę; jednostka straciła napęd, a załodze nic się nie stało, a dowództwo ostrzegło inne statki handlowe, by stosowały się do poleceń blokadowych. Strona irańska utrzymuje z kolei, że tankowiec z siedmiuset pięćdziesięcioma tysiącami baryłek ropy wpłynął na minę morską i stanął w ogniu, gdy próbował przejść nieautoryzowaną trasą, a powiązana z Gwardią Rewolucyjną agencja Tasnim przekazała, że był to trzeci w ciągu tego dnia tankowiec, który trafił na minę. Brytyjskie biuro morskiej wymiany informacji UKMTO zarejestrowało w tygodniu kończącym się 9 października jedenaście ataków na statki handlowe, w tym dziesięć w cieśninie Ormuz i jeden w Zatoce Perskiej, przy czym siedem z tych jednostek odniosło tylko niewielkie uszkodzenia i kontynuowało rejs. Ruch w cieśninie pozostaje około siedemdziesięciu pięciu procent poniżej poziomu sprzed wojny. Te liczby pochodzą od organizacji monitorujących żeglugę, a nie od stron konfliktu, i właśnie dlatego mają większą wartość dowodową niż komunikaty wojskowe obu walczących stron.
Źródło: tasnim, ukmto
Front saudyjsko-jemeński pozostaje najkrwawszym obszarem tej wojny. Jak podały saudyjskie władze lotnicze, w sobotnim ataku na międzynarodowe lotnisko króla Chalida w Rijadzie zginęło dwanaście osób, a trzysta dziewięć zostało rannych; wśród zabitych był obywatel amerykański, a także obywatele Arabii Saudyjskiej, Bangladeszu, Egiptu, Jordanii, Syrii, Palestyny i Sudanu. Według agencji Associated Press oraz serwisu Iran International był to najkrwawszy atak w Arabii Saudyjskiej od zamachu na meczet w Katif w 2015 roku i najpoważniejszy cios w saudyjską infrastrukturę od ponad dekady. W niedzielę w terminal numer cztery tego samego lotniska uderzył kolejny pocisk; zginął jeden mieszkaniec Arabii Saudyjskiej pochodzenia pakistańskiego, jedenaście osób zostało rannych, a saudyjska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła jeszcze pocisk manewrujący w pobliżu lotniska. Odpowiedzialność za ataki biorą jemeńscy Huti, którzy twierdzą także, że ostrzelali lotnisko króla Fahda w Dammam oraz dwa obiekty koncernu Saudi Aramco, czego strona saudyjska nie potwierdziła. Ta asymetria w potwierdzaniu jest ważna: część komunikatów Huti nie została zweryfikowana przez niezależne źródła i należy je traktować jako twierdzenia strony konfliktu.
Źródło: associated-press, iran-international
Odpowiedź wojskowa jest już zakrojona na szeroką skalę. Koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej poinformowała, że uderzyła w sto trzydzieści sześć celów Huti, w tym w obiekty związane z programem pocisków balistycznych, a siły uznawanego międzynarodowo rządu Jemenu przekazały, że w operacji o nazwie Świt Jemenu przeprowadziły tysiąc siedemset trzydzieści dwa uderzenia i zneutralizowały ponad dziewięciuset bojowników. Prezydent Donald Trump powiedział w sobotę, że rozważa przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do saudyjskich uderzeń, choć Waszyngton na razie udziela jedynie wsparcia wywiadowczego. Amerykański urząd lotnictwa cywilnego ostrzegł w niedzielę linie lotnicze, by zachowały ostrożność przy lotach do Arabii Saudyjskiej i nad nią. W nocy z niedzieli na poniedziałek uderzono też w dwa rejony stolicy Jemenu, Sany, dzielnice Hamdan i Thourah; Huti obwinili o to Arabię Saudyjską, nie podając jednak szczegółów.
Na tym tle dyplomacja nie zatrzymała się ani na chwilę. Jak podał serwis The New Arab oraz agencja Anadolu, minister spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej książę Faisal bin Farhan odbył w niedzielę wieczorem rozmowę telefoniczną z ministrem spraw zagranicznych Iranu Abbasem Araghchim, a Iran zaproponował pośrednictwo w rozmowach między Rijadem a Huti oraz pomoc w wypracowaniu politycznego rozwiązania. Rijad potwierdził samą rozmowę, ale nie podał szczegółów ani nie wskazał, czy doszło do jakichkolwiek ustaleń. Reakcje w Zatoce wskazują jednak na głęboką zmianę nastrojów. Anwar Gargash, doradca dyplomatyczny władz Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wezwał w poniedziałek do wspólnego działania państw Zatoki przeciw atakom ze strony Iranu i jego sojuszników, argumentując, że bezpieczeństwo państw regionu jest niepodzielne. Były premier Kataru Hamad bin Jasim Al Thani napisał w serwisie X, że stało się jasne, iż głównym wrogiem Zatoki jest Iran; to zdanie jest o tyle znamienne, że jeszcze w 2023 roku ten sam polityk opowiadał się za negocjacjami z Teheranem i sprzeciwiał się konfrontacji. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Izraelu Mike Huckabee przekonywał z kolei, że powstrzymanie Iranu jest jedynym sposobem zatrzymania jego pełnomocników, a premier Pakistanu Shehbaz Sharif przypomniał o mechanizmie wspólnej obrony z Arabią Saudyjską wynikającym z porozumienia z Mekki.
W tle narasta groźba powrotu do otwartej wojny. Jak podał serwis Axios, cytowany przez Iran International, Pentagon polecił dowództwu centralnemu dokończyć przygotowania do ewentualnego wznowienia dużej operacji bojowej przeciw Iranowi, ale sam Donald Trump oświadczył następnie, że Stany Zjednoczone nie zaatakują Iranu przed wyborami zaplanowanymi na 3 listopada, i nazwał rozmowy z Teheranem produktywnymi. To zestawienie pokazuje, że amerykański kalendarz wyborczy stał się jednym z czynników stabilizujących sytuację w Zatoce, choć jednocześnie ogranicza pole manewru Waszyngtonu, bo każda eskalacja przed głosowaniem jest dla administracji kosztowna politycznie. Osobno warto odnotować incydent poza głównym teatrem działań: jak podała agencja Reuters, cytowana przez Iran International, dron uderzył w obóz kurdyjskiej opozycji irańskiej w miejscowości Koya na wschód od Irbilu w irackim Kurdystanie; nikt nie przyznał się do ataku, a doniesienia o ewentualnych ofiarach nie zostały potwierdzone.
Źródło: axios, iran-international, reuters
Rynki zareagowały na te wydarzenia wyraźnym wzrostem cen. Jak podał serwis Trading Economics, w poniedziałek notowania ropy Brent wzrosły powyżej stu pięciu i pół dolara za baryłkę, osiągając najwyższy poziom od ponad dwóch tygodni, a w trakcie sesji kontrakt wyceniano na około stu sześciu i siedemdziesięciu setnych dolara, czyli o niespełna dwa procent wyżej niż w poprzedniej sesji. To odwrócenie kierunku wobec porannego odczytu, gdy cena cofała się do około stu trzech dolarów, i dobra ilustracja tego, jak cienka jest poduszka bezpieczeństwa na tym rynku. Dodatkowym czynnikiem jest ropa z Zatoki: z danych przywołanych przez ten sam serwis wynika, że dostawy z regionu odbudowały się do około siedemnastu i pół miliona baryłek dziennie, czyli do niemal dziewięćdziesięciu ośmiu procent poziomu sprzed wojny, a Międzynarodowa Agencja Energetyczna wezwała rządy do przyspieszenia zapowiedzianych uwolnień zapasów diesla przed spotkaniem zaplanowanym na 15 października. Ta ostatnia informacja dotyczy bezpośrednio Europy i Polski, bo przekłada się na koszty transportu i ceny paliw w nadchodzących tygodniach.
Źródło: trading-economics