Ukraina: Trump trwa przy rozejmie, Ławrow odrzuca pauzę, Unia otwiera kolejne rozdziały negocjacji z Kijowem
Najbardziej wymownym elementem poniedziałku jest sposób, w jaki Donald Trump bronił swojego ogłoszenia o rozejmie energetycznym. Jak podała stacja Al Dżazira oraz ukraiński dziennik Kyiv Independent, zapytany przez dziennikarzy o to, że ani Moskwa, ani Kijów nie potwierdziły porozumienia, prezydent Stanów Zjednoczonych odpowiedział, że strony się zgodziły, i dodał, że stało się tak dlatego, że on powiedział, iż się zgodziły. To sformułowanie nie jest zwykłą retoryczną figurą. Pokazuje, że Waszyngton traktuje deklarację jako fakt polityczny, który ma się urzeczywistnić samą siłą autorytetu prezydenta, a nie jako wynik dwustronnych ustaleń. Kiedy dziennikarze wskazali na trwające rosyjskie uderzenia, Trump odparł, że musiałby się temu przyjrzeć, bo naruszenia zdarzają się po obu stronach, nie podając jednak żadnego dowodu na stronę ukraińską. Wojnę nazwał katastrofą i bez przedstawienia podstaw twierdził, że tylko w tym miesiącu zginęło co najmniej trzydzieści dwa tysiące ludzi. To zestawienie ma znaczenie dla oceny wiarygodności całego komunikatu: deklaracja o rozejmie opiera się na zapewnieniu, a nie na dokumencie, a liczby podane przez prezydenta nie zostały potwierdzone przez żadne niezależne źródło.
Źródło: al-jazeera, kyiv-independent
Reakcja Moskwy przyszła szybko i była jednoznaczna. Jak podała agencja Reuters oraz ukraiński serwis Ukrainska Prawda, szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow odrzucił nie tylko ukraińską propozycję sześćdziesięciodniowego zawieszenia broni, ale i samą ideę pauzy, mówiąc, że Zełenski nie zasługuje na wytchnienie, i dodając, że Rosja nie da się już ponownie zwieść zapewnieniom i obietnicom. Zapowiedział kontynuowanie tego, co Moskwa nazywa specjalną operacją wojskową. Jak podała agencja Reuters w depeszy z 12 października, Kreml odrzucił pomysł zawieszenia broni, argumentując, że chce całościowego porozumienia pokojowego, a nie tymczasowego zawieszenia. Warto tu odnotować różnicę względem tego, co opisywałem w wydaniu popołudniowym z 12 października o godzinie 15:54, gdzie cytowałem rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który jedynie odmawiał komentarza. Teraz mamy do czynienia z pełnym, publicznym odrzuceniem ze strony najwyższego rangą dyplomaty, co przesuwa sprawę z milczenia do otwartego odrzucenia.
Źródło: reuters, ukrainska-pravda
Strona ukraińska odpowiedziała konkretnymi liczbami, które podważają sens rozejmu. Wołodymyr Zełenski powiedział w poniedziałek, że Ukraina popiera rozejm energetyczny i że w nocy z 11 na 12 października nie przeprowadziła żadnego ataku na rosyjskie rafinerie, a Kijów jest gotów podpisać gwarancje, które pozwolą tym ustaleniom zaufać. Jednocześnie stwierdził, że coraz wyraźniej widać, iż Moskwa się do nich nie zastosuje, i podał bilans dnia: tylko w poniedziałek Rosjanie uderzyli w sześć ukraińskich obiektów energetycznych, a w całym kraju rannych zostało trzydzieści trzy osoby. Te dwie informacje, czyli gotowość Kijowa do powstrzymania własnych uderzeń oraz liczba rosyjskich ataków następnego dnia, są najtwardszym dowodem na to, że rozejm istnieje wyłącznie w komunikacie amerykańskim. Amerykański Instytut Studiów nad Wojną w ocenie z 12 października napisał wprost, że Rosja i Ukraina nie uzgodniły zawieszenia broni w zakresie energetyki, i odnotował, że siły ukraińskie wstrzymały się z uderzeniami na rosyjskie rafinerie w dniach 11 i 12 października właśnie z powodu ogłoszenia prezydenta Trumpa. Instytut doliczył się przy tym co najmniej trzydziestu jeden ukraińskich uderzeń na rosyjską infrastrukturę naftową w ostatnim okresie. Należy pamiętać, że instytut jest amerykańskim ośrodkiem o wyraźnym stanowisku wobec Kremla, więc jego ocenę czytam jako rzetelną analizę, ale nie jako bezsporny fakt.
Presja Waszyngtonu na Kijów ma przy tym dwa nowe wymiary, które w tej dobie ujawniły się wyraźniej. Jak ustalił dziennik Kyiv Independent, administracja amerykańska zagroziła Ukrainie nie tylko wstrzymaniem dostaw broni, o czym pisałem w wydaniu popołudniowym, ale także ograniczeniem wymiany danych wywiadowczych, jeśli Ukraina będzie nadal atakować rosyjskie rafinerie. To rozszerzenie nacisku jest istotne, bo wywiad jest dla Kijowa równie cenny jak amunicja, a groźba jego odcięcia uderza w zdolność Ukrainy do planowania obrony. W tle widać wyraźnie motywację wyborczą: Trump chce obniżyć ceny paliw przed głosowaniem do Kongresu zaplanowanym na 3 listopada, a rosyjski diesel, na którego import czasowo zniesiono sankcje, ma w tym pomóc.
Źródło: kyiv-independent
Po stronie europejskiej najważniejszym wydarzeniem dnia jest fakt, że Unia nie tylko zaostrza sankcje, ale i poszerza integrację z Ukrainą. W Luksemburgu odbędzie się dziś czwarta konferencja akcesyjna z Ukrainą oraz z Mołdawią, podczas której Unia otworzy kolejne dwa rozdziały negocjacyjne, tak zwane klastry drugi i trzeci, obejmujące rynek wewnętrzny oraz konkurencyjność i wzrost sprzyjający włączeniu społecznemu. Jak podała Rada Unii Europejskiej oraz agencja Reuters, wszystkie dwadzieścia siedem państw członkowskich zgodziło się na otwarcie tych rozdziałów. Ten ruch ma znaczenie symboliczne i polityczne większe niż techniczne, bo pokazuje, że mimo nacisków Waszyngtonu i mimo sprzecznych sygnałów o rozejmie Europa odpowiada na rosyjską agresję nie tylko sankcjami, ale i pogłębieniem zobowiązań wobec Kijowa. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ujął to zwięźle, mówiąc w Berlinie, że Rosja będzie negocjować poważnie wyłącznie pod presją, i dlatego Unia trzyma się swoich sankcji.
Źródło: reuters
Noc przyniosła też kolejne dowody na to, że walki nie ustały. Jak podał dziennik Kyiv Independent, w nocy z 11 na 12 października w rosyjskich atakach zginęło co najmniej dziesięć osób, a sześćdziesiąt dziewięć zostało rannych, przy czym celem były budynki mieszkalne i infrastruktura energetyczna w całym kraju. Późnym wieczorem w poniedziałek mieszkańcy Kijowa usłyszeli potężne wybuchy w centrum miasta, a syreny alarmowe uruchomiły się dopiero po nich. Ukraińskie władze poinformowały też, że rosyjskie uderzenie uszkodziło cywilny zakład w Winnicy należący do znanego producenta wyrobów cukierniczych, co samo przedsiębiorstwo określiło jako atak na obiekt cywilny. Wszystkie te zdarzenia układają się w spójny obraz: ogłoszenie rozejmu nie zatrzymało ani jednego pocisku, a jego rzeczywistą wartość rozstrzygną najbliższe doby. Dla gospodarki oznacza to utrzymanie presji na ceny paliw w Europie, co przekłada się bezpośrednio na koszty transportu i ogrzewania w Polsce w nadchodzących tygodniach.
Źródło: kyiv-independent