Ormuz, Iran i Jemen: Teheran zmienia taktykę, Rijad dostaje cios w Dhahran, a ropa rośnie
Najważniejsza nowa informacja z tego obszaru pochodzi z agencji Reuters i została szeroko omówiona przez serwis Iran International. Dwóch wysokich rangą irańskich urzędników powiedziało tej agencji, że Teheran zmienił rodzaj i tempo ataków na statki handlowe w cieśninie Ormuz, a jednym z celów tej zmiany jest wpłynięcie na amerykańskie wybory w listopadzie i udaremnienie wysiłków na rzecz obniżenia światowych cen ropy. Według danych brytyjskiej agencji morskiej UKMTO, przytaczanych przez Iran International, między piątym a jedenastym października zaatakowano dwanaście statków, w tym sześć tylko w niedzielę, a we wtorek nieznane pociski trafiły w tankowiec oraz w statek kontenerowy. To jeden z najintensywniejszych okresów ataków od początku wojny. Warto zachować ostrożność przy interpretacji motywów: przypisywanie Teheranowi tak wyrachowanego kalendarza opiera się na wypowiedziach anonimowych urzędników, które mogą być elementem gry negocjacyjnej, ale skala i rozmieszczenie ataków w czasie są faktem niezależnie mierzalnym.
Źródło: reuters, iran-international, ukmto
Retoryka wojskowa po stronie irańskiej podniosła się przy tym na bardzo wysoki poziom. Kontradmirał Ali Azmaei z marynarki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł we wtorek, że irańskie siły zatopią amerykańskie okręty wojenne zbliżające się do cieśniny Ormuz, dodając, że Teheran odlicza czas do możliwej konfrontacji. Rzecznik amerykańskiego dowództwa centralnego odrzucił z kolei irańskie twierdzenia o kontroli nad cieśniną, co odnotowała stacja Al Dżazira. Jest to o tyle istotne, że obie strony mówią publicznie o tym samym akwenie w kategoriach, które do tej pory rezerwowano dla sytuacji przedwojennych. Do tego dochodzi wypowiedź Donalda Trumpa, który powiedział, że Waszyngton podejmie decyzję w sprawie Iranu bardzo szybko, nazywając to państwo krajem upadłym, bez gospodarki, z trzystuprocentową inflacją i rządem, który nie płaci swoim żołnierzom. Waszyngton utrzymuje przy tym blokadę morską i zapowiada, że nie wznowi uderzeń na Iran przed wyborami trzeciego listopada.
Źródło: al-jazeera
Skutki gospodarcze są dziś wreszcie czytelne w liczbach. Jak podał serwis Iran International, powołując się na firmę analityczną Kpler, jedenastego października przez cieśninę przepłynęło zaledwie dwa miliony dziewięćset tysięcy baryłek, co jest najniższym dziennym wolumenem w tym miesiącu, podczas gdy jeszcze we wrześniu średnia wynosiła około piętnastu i pół miliona baryłek dziennie, czyli najwięcej od początku wojny. Wspólne Centrum Informacji Morskiej podało, że w niedawnym siedemdziesięciodwugodzinnym okresie ruch statków przepuszczanych przy wsparciu amerykańskim wynosił około dwudziestu dziewięciu dziennie, wobec historycznej średniej około stu trzydziestu ośmiu przepraw. Cena ropy odpowiedziała na to wzrostem: jak wynika z danych portalu Trading Economics, w środę rano Brent notowany był w okolicach stu siedmiu dolarów za baryłkę, czyli o około siedemdziesiąt trzy procent wyżej niż rok temu. Analityk do spraw bezpieczeństwa morskiego Charlie Brown z organizacji United Against Nuclear Iran powiedział wprost, że Iran nie musi zatrzymywać każdego statku, aby podważyć zaufanie do bezpieczeństwa tego szlaku, i że właśnie dlatego ataki będą trwały.
Źródło: iran-international (via kpler), trading-economics
Druga gałąź tego samego konfliktu, czyli wojna saudyjsko-hutińska, przeszła dziś w fazę wymiany uderzeń na infrastrukturę energetyczną. Jak podała stacja Al Dżazira w relacji z 14 października, w budynku należącym do koncernu Aramco w Dhahran wybuchł pożar po ataku pocisku, a ministerstwo energii Arabii Saudyjskiej poinformowało, że ogień objął budynek administracyjny i nie spowodował ofiar. Stało się to wkrótce po tym, jak Huti publicznie wezwali cywilów do opuszczenia saudyjskich obiektów naftowych, które nazwali godnym celem. Odpowiedź koalicji pod wodzą Rijadu była natychmiastowa: jak podała stacja Al Dżazira oraz serwis Iran International, saudyjskie lotnictwo uderzyło w jemeńskie terminale energetyczne i zapasy paliw, w tym w stację Al-Sabaha jemeńskiej spółki naftowej na obrzeżach Sany, po wcześniejszym nakazaniu cywilom ewakuacji tego obiektu. Rzecznik koalicji Turki al-Maliki zapewnił, że siły podjęły środki ostrożności, by uniknąć ofiar wśród cywilów, na co warto spojrzeć krytycznie, bo każda strona konfliktu podaje własne oceny precyzji i skuteczności.
Źródło: al-jazeera, iran-international
Niebagatelny jest też wymiar narracyjny tej wymiany. Donald Trump napisał w serwisie Truth Social, że Huti, jego zdaniem prawdopodobnie na polecenie Iranu, celowo próbują podnieść ceny ropy przed wyborami w Stanach Zjednoczonych, dodając, że pojawi się w tym rejonie po wyborach i nigdy tego nie zapomni. Zasugerował również, że mógłby poprosić prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana o pomoc Arabii Saudyjskiej w sprawie Huti, twierdząc, że turecki przywódca zrobiłby to, o co by go poproszono. Ta wypowiedź łączy dwie rzeczy, które wcześniej rzadko występowały razem: deklarację, że decyzje wojskowe zapadają po wyborach, oraz próbę zrzucenia odpowiedzialności za ceny paliw na zewnętrznego aktora. Zestawienie jej z wcześniejszą informacją, że Waszyngton nie wznowi uderzeń na Iran przed głosowaniem, tworzy spójny obraz: administracja amerykańska odsuwa eskalację poza horyzont wyborczy, a Iran i Huti tę powściągliwość testują.
Warto na koniec odnotować, co pozostaje bez zmian wobec wczorajszego wydania. Dyplomacja nie jest zerwana, ale stoi na jednym twardym warunku: Teheran nadal domaga się uwolnienia zamrożonych aktywów, zniesienia sankcji naftowych i zakończenia blokady morskiej, o czym pisałem w analizie z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego. Zmieniła się natomiast metoda: zamiast czekać na odpowiedź, Teheran zwiększył presję na wodzie, a Rijad przeniósł odpowiedź na infrastrukturę Huti. Dla gospodarki europejskiej oznacza to, że wysokie koszty frachtu i ubezpieczenia pozostaną w systemie na dłużej, a wraz z nimi presja na ceny towarów, także w Polsce.