Geopolityka — briefing światowy (wydanie poranne, 14 października 2026)
Punktem odniesienia jest analiza z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego. Noc przyniosła trzy przesunięcia, które zmieniają obraz bardziej niż sama liczba zdarzeń. Po pierwsze, ogłoszony przez Donalda Trumpa rozejm energetyczny przestał być wczoraj tematem dyplomatycznym, a stał się tematem wojskowym: rosyjski pocisk balistyczny trafił w kijowską elektrociepłownię numer cztery, a Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina po raz kolejny nie otrzymała od partnerów ostrzeżenia przed atakiem, co wprost stawia pytanie o zakres współpracy wywiadowczej. Po drugie, Bliski Wschód wszedł w fazę, w której obie strony otwarcie wpisują kalendarz amerykańskich wyborów w swoją kalkulację: Teheran zmienia taktykę ataków na żeglugę, by utrzymać wysokie ceny ropy przed głosowaniem, a Waszyngton odpowiada groźbą, która ma zostać zrealizowana dopiero po wyborach. Po trzecie, w świecie sztucznej inteligencji nastąpiło wydarzenie podwójne: Google udostępnił swój najsilniejszy jak dotąd model Gemini 4 Argon, a w tym samym niemal czasie Federalne Biuro Śledcze zatrzymało inżyniera OpenAI pod zarzutem ukrycia urządzenia nagrywającego w sali konferencyjnej zarządu spółki, co prokuratura federalna traktuje jako sprawę bezpieczeństwa narodowego. Tam, gdzie od poprzedniej analizy nic istotnego się nie zmieniło, zaznaczam to wprost.
Ukraina: pocisk balistyczny w elektrociepłowni w Kijowie bez ostrzeżenia i amerykańska groźba odcięcia wywiadu
Nowy i najpoważniejszy fakt tej doby jest zarazem faktem prostym do opisania i trudnym do zakwestionowania. Jak podała agencja France-Presse oraz serwis Kyiv Post, w późny wtorek rosyjski pocisk balistyczny trafił w elektrociepłownię numer cztery w Kijowie oraz w budynek mieszkalny w dzielnicy Desnianskiej, zabijając co najmniej dwie osoby i raniąc około dwudziestu. Prezydent Wołodymyr Zełenski napisał w mediach społecznościowych, że celem była infrastruktura energetyczna, konkretnie ta właśnie elektrociepłownia, i że niestety została trafiona. Kluczowe z punktu widzenia oceny całego rozejmu jest jednak nie to, co uderzyło, ale to, czego zabrakło: prezydent Ukrainy podkreślił, że Kijów po raz kolejny nie dostał od partnerów wczesnego ostrzeżenia o starcie pocisków balistycznych, a ukraińskie systemy wykryły je dopiero wtedy, gdy zbliżały się już do miasta. To zdanie ma znaczenie podwójne, bo dotyczy nie tylko skuteczności obrony, ale i zaufania do sojuszników. Dla porządku warto dodać, że jeszcze dzień wcześniej, w poniedziałek wieczorem, rosyjski dron trafił w dwudziestopięciopiętrowy budynek mieszkalny w dzielnicy Darnyckiej, gdzie zginęła jedna osoba, a jedenaście zostało rannych, o czym informował mer Kijowa Witalij Kliczko.
Źródło: afp, kyiv-post
Deklaracja o rozejmie energetycznym, złożona w niedzielę przez Donalda Trumpa, jest więc dziś w trudniejszym punkcie niż wczoraj. Wydanie poranne z 13 października odnotowywało, że pierwszej nocy po ogłoszeniu Rosja nie uderzyła w żadne obiekty energetyczne, co było jedynym mierzalnym dowodem, że deklaracja coś znaczy. Ta doba ten dowód unieważniła: uderzenie w elektrociepłownię numer cztery nastąpiło już po ogłoszeniu, a wraz z nim wrócił pytanie, czy rozejm istnieje w jakiejkolwiek innej formie niż prezydencki komunikat. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow konsekwentnie odmawia potwierdzenia jakiegokolwiek dokumentu i mówi wyłącznie, że kontakty trwają, a sam Trump, pytany o rosyjskie ataki, odpowiada, że musiałby się temu przyjrzeć, bo naruszenia zdarzają się po obu stronach.
Do tego obrazu doszedł wczoraj wątek, który wcześniej funkcjonował jako spekulacja, a teraz ma nazwane źródło. Jak podał amerykański nadawca publiczny NPR w rozmowie z Wołodymyrem Zełenskim przeprowadzonej w Kijowie we wtorek, administracja amerykańska ostrzegła Ukrainę, że może odciąć wymianę informacji wywiadowczych, jeśli ukraińskie siły nie zaprzestaną dalekosiężnych uderzeń dronami na rafinerie w Rosji. Prezydent Ukrainy powiedział wprost, że jego kraj nie zaprzestanie tych ataków, dopóki Rosja nie przestanie uderzać w ukraińską energetykę. Biały Dom nie chciał potwierdzić, czy groźba padła po raz kolejny, odsyłając do słów Trumpa, który zapewnił tego samego dnia, że Stany Zjednoczone pomagają Ukrainie i nadal dzielą się informacjami wywiadowczymi. Uczciwa ocena jest więc taka, że mamy ostrzeżenie opisane przez samego prezydenta Ukrainy i brak zaprzeczenia ze strony Waszyngtonu, ale nie mamy potwierdzonego faktu odcięcia wywiadu.
Źródło: npr
Drugi element tej samej układanki dotyczy paliw i pokazuje, jak bardzo polityka wobec Ukrainy splotła się z amerykańską kampanią wyborczą. Zełenski powiedział NPR, że decyzja o czasowym zniesieniu sankcji na rosyjski diesel nie obniży cen paliw w Stanach Zjednoczonych, bo wolumen jest zbyt mały, a jedynym realnym skutkiem będzie więcej pieniędzy dla Kremla na prowadzenie wojny. Dodał przy tym zdanie, które wprost przecina narrację Białego Domu: ceny paliw rosną nie przez ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, lecz przez zablokowanie cieśniny Ormuz. Liczby wspierają jego argument. Jak podało NPR, powołując się na dane amerykańskiego związku kierowców AAA, litr diesla kosztuje dziś w Stanach Zjednoczonych średnio sześć dolarów i dwadzieścia siedem centów za galon, czyli o ponad siedemdziesiąt procent więcej niż rok temu, gdy było to nieco ponad trzy dolary i sześćdziesiąt pięć centów. Dla zestawienia warto przypomnieć liczbę, którą podał portal Asia Times w analizie z 13 października: całe porozumienie z Rosją dotyczy nieco poniżej sześciu milionów baryłek, co według danych amerykańskiej agencji informacji o energii odpowiada mniej więcej półtora dnia zapotrzebowania Stanów Zjednoczonych na ten surowiec. To pokazuje, że chodzi o gest polityczny przed wyborami, a nie o realne narzędzie obniżki cen.
Źródło: npr, asia-times
Ta sama analiza Asia Times, autorstwa profesora Stefana Wolffa z Uniwersytetu Birmingham, zawiera jeszcze jedną liczbę, która w Polsce przebiła się słabo, a ma znaczenie strategiczne. Według szacunków przytaczanych przez autora ukraińska kampania dalekiego zasięgu doprowadziła do spadku rosyjskich zdolności rafineryjnych o nawet sześćdziesiąt procent w ostatnich miesiącach. To wyjaśnia, dlaczego Waszyngton tak mocno naciska na Kijów w tej właśnie sprawie: nie dlatego, że te ataki podnoszą ceny w Ameryce, ale dlatego, że odbierają Rosji jedno z najważniejszych źródeł finansowania wojny i że stały się kartą przetargową w rozmowach o rozejmie. Autor przypomina też o ukraińskiej kontrofensywie o kryptonimie Vivaldi, która zatrzymała rosyjskie próby zajęcia strategicznego obwodu donieckiego, co czyni front gospodarczy tym ważniejszym.
Źródło: asia-times
Nowym elementem jest również rosyjska propozycja, która wczoraj pojawiła się w tle. Jak podała agencja Associated Press, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że w razie przeprowadzenia wyborów na Ukrainie Władimir Putin byłby gotowy wstrzymać uderzenia na Ukrainę, ale wyłącznie w dniu samego głosowania. Tę samą wypowiedź uzupełnił oceną, że Kijów domaga się sześćdziesięciodniowego zawieszenia broni wyłącznie po to, by zebrać siły, zaleczyć rany i kontynuować wojnę. Zestawienie tego z tym, co mówił Zełenski, który deklarował gotowość do wyborów tylko w warunkach pełnego zawieszenia broni trwającego co najmniej sześćdziesiąt dni, pokazuje, że obie strony mówią o tych samych wyborach, ale o dwóch różnych światach: jedna o pauzie jako etapie do pokoju, druga o jednodniowej przerwie w celu uniknięcia wrażenia, że wybory odbywały się pod ostrzałem.
Źródło: associated-press
Warto na koniec odnotować, co się nie zmieniło, i to bez zmian pozostaje najważniejsze. Unia Europejska utrzymuje kurs z poniedziałku: największy w historii pakiet sankcji, obejmujący tysiąc pięćset sześćdziesiąt dziewięć podmiotów i osób, oraz otwarte negocjacje akcesyjne z Ukrainą i Mołdawią, o których szczegółowo pisałem w analizie z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego. Tłem pozostaje szczyt przywódców Unii zaplanowany na 15 i 16 października, na którym pierwszym punktem obrad ma być polityka wobec Chin, o czym piszę w dalszej części. Wniosek dla gospodarki europejskiej jest ten sam co wczoraj i nie warto go upiększać: dopóki każda noc może przynieść trafienie w elektrociepłownię albo w rafinerię, ceny paliw w Europie będą zależeć mniej od deklaracji polityków, a bardziej od tego, czy danej nocy akurat obowiązywał rozejm, którego nikt nie podpisał.
Ormuz, Iran i Jemen: Teheran zmienia taktykę, Rijad dostaje cios w Dhahran, a ropa rośnie
Najważniejsza nowa informacja z tego obszaru pochodzi z agencji Reuters i została szeroko omówiona przez serwis Iran International. Dwóch wysokich rangą irańskich urzędników powiedziało tej agencji, że Teheran zmienił rodzaj i tempo ataków na statki handlowe w cieśninie Ormuz, a jednym z celów tej zmiany jest wpłynięcie na amerykańskie wybory w listopadzie i udaremnienie wysiłków na rzecz obniżenia światowych cen ropy. Według danych brytyjskiej agencji morskiej UKMTO, przytaczanych przez Iran International, między piątym a jedenastym października zaatakowano dwanaście statków, w tym sześć tylko w niedzielę, a we wtorek nieznane pociski trafiły w tankowiec oraz w statek kontenerowy. To jeden z najintensywniejszych okresów ataków od początku wojny. Warto zachować ostrożność przy interpretacji motywów: przypisywanie Teheranowi tak wyrachowanego kalendarza opiera się na wypowiedziach anonimowych urzędników, które mogą być elementem gry negocjacyjnej, ale skala i rozmieszczenie ataków w czasie są faktem niezależnie mierzalnym.
Źródło: reuters, iran-international, ukmto
Retoryka wojskowa po stronie irańskiej podniosła się przy tym na bardzo wysoki poziom. Kontradmirał Ali Azmaei z marynarki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł we wtorek, że irańskie siły zatopią amerykańskie okręty wojenne zbliżające się do cieśniny Ormuz, dodając, że Teheran odlicza czas do możliwej konfrontacji. Rzecznik amerykańskiego dowództwa centralnego odrzucił z kolei irańskie twierdzenia o kontroli nad cieśniną, co odnotowała stacja Al Dżazira. Jest to o tyle istotne, że obie strony mówią publicznie o tym samym akwenie w kategoriach, które do tej pory rezerwowano dla sytuacji przedwojennych. Do tego dochodzi wypowiedź Donalda Trumpa, który powiedział, że Waszyngton podejmie decyzję w sprawie Iranu bardzo szybko, nazywając to państwo krajem upadłym, bez gospodarki, z trzystuprocentową inflacją i rządem, który nie płaci swoim żołnierzom. Waszyngton utrzymuje przy tym blokadę morską i zapowiada, że nie wznowi uderzeń na Iran przed wyborami trzeciego listopada.
Źródło: al-jazeera
Skutki gospodarcze są dziś wreszcie czytelne w liczbach. Jak podał serwis Iran International, powołując się na firmę analityczną Kpler, jedenastego października przez cieśninę przepłynęło zaledwie dwa miliony dziewięćset tysięcy baryłek, co jest najniższym dziennym wolumenem w tym miesiącu, podczas gdy jeszcze we wrześniu średnia wynosiła około piętnastu i pół miliona baryłek dziennie, czyli najwięcej od początku wojny. Wspólne Centrum Informacji Morskiej podało, że w niedawnym siedemdziesięciodwugodzinnym okresie ruch statków przepuszczanych przy wsparciu amerykańskim wynosił około dwudziestu dziewięciu dziennie, wobec historycznej średniej około stu trzydziestu ośmiu przepraw. Cena ropy odpowiedziała na to wzrostem: jak wynika z danych portalu Trading Economics, w środę rano Brent notowany był w okolicach stu siedmiu dolarów za baryłkę, czyli o około siedemdziesiąt trzy procent wyżej niż rok temu. Analityk do spraw bezpieczeństwa morskiego Charlie Brown z organizacji United Against Nuclear Iran powiedział wprost, że Iran nie musi zatrzymywać każdego statku, aby podważyć zaufanie do bezpieczeństwa tego szlaku, i że właśnie dlatego ataki będą trwały.
Źródło: iran-international (via kpler), trading-economics
Druga gałąź tego samego konfliktu, czyli wojna saudyjsko-hutińska, przeszła dziś w fazę wymiany uderzeń na infrastrukturę energetyczną. Jak podała stacja Al Dżazira w relacji z 14 października, w budynku należącym do koncernu Aramco w Dhahran wybuchł pożar po ataku pocisku, a ministerstwo energii Arabii Saudyjskiej poinformowało, że ogień objął budynek administracyjny i nie spowodował ofiar. Stało się to wkrótce po tym, jak Huti publicznie wezwali cywilów do opuszczenia saudyjskich obiektów naftowych, które nazwali godnym celem. Odpowiedź koalicji pod wodzą Rijadu była natychmiastowa: jak podała stacja Al Dżazira oraz serwis Iran International, saudyjskie lotnictwo uderzyło w jemeńskie terminale energetyczne i zapasy paliw, w tym w stację Al-Sabaha jemeńskiej spółki naftowej na obrzeżach Sany, po wcześniejszym nakazaniu cywilom ewakuacji tego obiektu. Rzecznik koalicji Turki al-Maliki zapewnił, że siły podjęły środki ostrożności, by uniknąć ofiar wśród cywilów, na co warto spojrzeć krytycznie, bo każda strona konfliktu podaje własne oceny precyzji i skuteczności.
Źródło: al-jazeera, iran-international
Niebagatelny jest też wymiar narracyjny tej wymiany. Donald Trump napisał w serwisie Truth Social, że Huti, jego zdaniem prawdopodobnie na polecenie Iranu, celowo próbują podnieść ceny ropy przed wyborami w Stanach Zjednoczonych, dodając, że pojawi się w tym rejonie po wyborach i nigdy tego nie zapomni. Zasugerował również, że mógłby poprosić prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana o pomoc Arabii Saudyjskiej w sprawie Huti, twierdząc, że turecki przywódca zrobiłby to, o co by go poproszono. Ta wypowiedź łączy dwie rzeczy, które wcześniej rzadko występowały razem: deklarację, że decyzje wojskowe zapadają po wyborach, oraz próbę zrzucenia odpowiedzialności za ceny paliw na zewnętrznego aktora. Zestawienie jej z wcześniejszą informacją, że Waszyngton nie wznowi uderzeń na Iran przed głosowaniem, tworzy spójny obraz: administracja amerykańska odsuwa eskalację poza horyzont wyborczy, a Iran i Huti tę powściągliwość testują.
Warto na koniec odnotować, co pozostaje bez zmian wobec wczorajszego wydania. Dyplomacja nie jest zerwana, ale stoi na jednym twardym warunku: Teheran nadal domaga się uwolnienia zamrożonych aktywów, zniesienia sankcji naftowych i zakończenia blokady morskiej, o czym pisałem w analizie z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego. Zmieniła się natomiast metoda: zamiast czekać na odpowiedź, Teheran zwiększył presję na wodzie, a Rijad przeniósł odpowiedź na infrastrukturę Huti. Dla gospodarki europejskiej oznacza to, że wysokie koszty frachtu i ubezpieczenia pozostaną w systemie na dłużej, a wraz z nimi presja na ceny towarów, także w Polsce.
Stany Zjednoczone: Trump na Alasce, obietnica „dywidendy", i republikanie, którzy zaczynają się od niego odsuwać
Trzy tygodnie przed głosowaniem kampania amerykańska weszła w fazę, w której prezydent jest jednocześnie głównym tematem i głównym problemem własnej partii. Jak podała agencja Reuters w depeszy z 14 października, Donald Trump kampanię we wtorek prowadził na Alasce, w stanie tradycyjnie republikańskim, w którym jednak wysokie ceny energii są odczuwalne szczególnie mocno. Sam wybór tego miejsca jest wymowny: zamiast pokazywać siłę w okręgach spornych, prezydent jedzie do bazy własnego elektoratu, żeby gasić pożar cen paliw. W tym samym tekście Reuters przypomina, że do głosowania zostało trzy tygodnie, a kampania republikańska walczy o utrzymanie wąskich większości w obu izbach Kongresu.
Źródło: reuters
Ton narracji prezydenta najlepiej oddaje cytat, który przytacza dziennik The National. Trump mówił na wiecu, że prosi wyborców, by udawali, że to on jest na karcie do głosowania, i dodawał, że jeśli jego partia przegra, Amerykanie stracą granicę, obniżki podatków, bezpieczeństwo i majątek. Złożył też obietnicę wypłaty pięciu tysięcy dolarów każdemu dorosłemu Amerykaninowi, jeśli republikanie utrzymają kontrolę nad Kongresem, nazywając to dywidendą Trumpa. Warto przy tym zaznaczyć dwie rzeczy: podobne zapowiedzi dotyczące taryf i cięć wydatków rządowych wcześniej nie zostały zrealizowane, a prezydent nie ma uprawnień, by samodzielnie autoryzować takie wypłaty. To istotne dla oceny wiarygodności, bo kampania opiera się dziś nie tylko na faktach, ale i na obietnicach bez podstawy prawnej.
Źródło: the-national
Równolegle pojawiają się wyraźne sygnały dystansowania się części republikanów od prezydenta. Jak odnotował dziennik The National, Mike Rogers, kandydat do Senatu popierany przez Trumpa w Michigan, emituje reklamę, w której mówi, że wojna z Iranem musi się zakończyć i to szybko. Republikańska kongresmenka z Iowa Ashley Hinson, startująca do Senatu, skupiła się na skutkach gospodarczych wojny i stwierdziła, że mieszkańcy Iowa nie powinni płacić przy dystrybutorze ani przy kasie za wojnę z Iranem. Trzykrotna kongresmenka z Florydy Maria Elvira Salazar poszła dalej i w spocie wyborczym oceniła, że polityka imigracyjna administracji posunęła się za daleko, dodając, że ci sami Latynosi, którzy pomogli prezydentowi wygrać w 2024 roku, czują się dziś zdradzeni. Były gubernator New Jersey Chris Christie napisał z kolei w serwisie X, że przy obecnym poparciu republikanie będą traktować Trumpa jak chorego na malarię, gdy dotrą do października. To nie są pojedyncze głosy, ale wzorzec: partia, która jeszcze rok temu budowała kampanię wokół prezydenta, dziś w części okręgów buduje ją przeciw niemu.
Źródło: the-national
Dane sondażowe opisują ten sam problem z konsekwencją, choć z zastrzeżeniami metodologicznymi. Jak podał dziennik The National, najnowsze badania plasują poparcie dla prezydenta w niskich trzydziestu procentach, co jest poziomem historycznie niskim, a dezaprobata przekracza sześćdziesiąt procent. Analityk Partii Republikańskiej John Feehery powiedział dziennikowi, że wojna z Iranem jest szczególnym wyzwaniem, bo stoi w sprzeczności z centralnym przesłaniem prezydenta o nieinterwencji, i że dla ludzi, którzy głosowali na Trumpa, by skończyć z niekończącymi się wojnami, jest to rodzaj zdrady. Trzeba przy tym pamiętać, że pojedyncze sondaże różnią się sposobem ważenia próby i nie należy wyciągać z nich zbyt mocnych wniosków, ale kierunek jest spójny i potwierdza go twardsza od sondaży geografia wydatków kampanijnych, o której pisałem wczoraj: komitety przenoszą pieniądze do stanów, które jeszcze niedawno były bezpieczne.
Źródło: the-national
Rachuba wyborcza jest przy tym bardzo konkretna. W Senacie republikanie mają większość pięćdziesięciu trzech do czterdziestu siedmiu miejsc, więc demokraci potrzebują zysku netto czterech mandatów, by przejąć kontrolę, a w Izbie wszystkie czterysta trzydzieści pięć miejsc jest do obsadzenia. O wyniku zdecyduje kilkanaście okręgów w Michigan, Maine, Karolinie Północnej, Ohio, Iowa, Alasce i Teksasie, a w Georgii trwa już wczesne głosowanie. Warto to zapamiętać, bo od tego, która partia przejmie Kongres, zależeć będzie nie tylko polityka wewnętrzna, ale i tempo prac nad sankcjami wobec Rosji, pomocą dla Ukrainy i kursem wobec Chin, czyli dokładnie te obszary, które opisuję w pozostałych częściach tego wydania.
Chiny i wojna ekonomiczna: szczyt Unii w cieniu deficytu, Tajwan ostrzega Europę, a Pekin grozi Tajpej
Największym zaplanowanym wydarzeniem najbliższych dni jest szczyt przywódców Unii Europejskiej w Brukseli, zaplanowany na 15 i 16 października. Jak podał portal EUobserver, stosunki handlowe z Chinami mają być pierwszym punktem obrad, co samo w sobie jest sygnałem, jak bardzo sprawa chińska awansowała w europejskiej agendzie. Tło tej rozmowy jest bezlitosne: jak przypomina EUobserver, nadwyżka handlowa Chin wobec Unii osiągnęła w 2025 roku rekordowe trzysta sześćdziesiąt miliardów sześćset milionów euro, rosnąc o piętnaście procent wobec roku poprzedniego, a w pierwszych czterech miesiącach tego roku powiększyła się o kolejne dziesięć procent. Komisarz do spraw handlu Maroš Šefčovič spotkał się w tej sprawie z chińskim ministrem handlu Wang Wentao w Pekinie ósmego października, a jak donosi dziennik Le Monde, strony osiągnęły wówczas porozumienie w dwóch sprawach: hybrydowych samochodów oraz dostępu do ziem rzadkich. Kluczowe jest jednak to, co wisi nad tą rozmową: jednoroczny moratorium na dodatkowe chińskie ograniczenia eksportu ziem rzadkich, obejmujące również Stany Zjednoczone, wygasa w najbliższych tygodniach, o czym pisałem w analizie z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego.
Źródło: euobserver, le-monde
Presja w tym obszarze działa w obie strony, i to jest nowa jakość. Jak podaje EUobserver, niemieckie firmy zaczęły gromadzić zapasy ziem rzadkich na wypadek, gdyby rozmowy nie przełamały impasu, a Pekin zagroził, że odpowie stanowczo, jeśli Unia nałoży ograniczenia na chińskie przedsiębiorstwa lub towary. Jeśli dialog nie przyniesie efektu, Niemcy i Francja mogą na szczycie w tym tygodniu forsować twardsze środki, w tym limit eksportu chińskich samochodów hybrydowych, preferencje dla pojazdów europejskich w zamówieniach publicznych i ostrzejsze ograniczenia przejęć europejskich firm przez kapitał chiński. Trzeba przy tym odnotować uczciwie, że skala chińskiej ekspansji jest duża i rośnie: unijne cła na chińskie samochody elektryczne wprowadzono w 2024 roku, ale nie objęły hybryd, a eksport chińskich hybryd do Unii wzrósł z około trzech tysięcy ośmiuset pojazdów w październiku 2024 roku do około pięćdziesięciu tysięcy w lipcu tego roku.
Źródło: euobserver
Na tym tle doszło wczoraj do ostrego dyplomatycznego sporu między Tajpej i Pekinem, który warto pokazać razem z europejskim wątkiem, bo oba należą do tej samej strategii. Jak podał dziennik Taipei Times w wydaniu z 14 października, tajwański minister spraw zagranicznych Lin Chia-lung ostrzegł w przemówieniu na Forum Bezpieczeństwa w Warszawie, że uzależnienie Europy od chińskich dostawców nie jest wyłącznie ryzykiem gospodarczym, ale zagrożeniem dla samej europejskiej wolności i suwerenności. Dodał, że Europa kontrolowana przez łańcuchy dostaw byłaby Europą, która oddała część swojej wolności, i przekonywał, że handel z Tajwanem przynosi Europie korzyści. To wystąpienie wpisuje się w europejski szczyt w sposób oczywisty: Tajpej chce być obecne w rozmowie o chińskich łańcuchach dostaw, nawet jeśli formalnie nie zasiada przy stole.
Źródło: taipei-times
Odpowiedź Pekinu na inny tajwański incydent była wczoraj bardzo ostra. Jak podała agencja Reuters, chińskie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyło, że Tajwan musi ponieść konsekwencje incydentu z użyciem armatki wodnej, który miał miejsce w pobliżu wyspy Dongsha. Sama sytuacja dotyczyła przepędzenia chińskiej jednostki rybackiej, która wpłynęła w wody, do których wstępu odmawiała się zastosować, ale polityczna wymowa chińskiego komunikatu jest znacząca, bo Pekin po raz kolejny potraktował incydent techniczny jako sprawę o charakterze suwerennościowym. Oceniając to, warto pamiętać, że tego typu incydenty są w tym regionie rzeczą powtarzalną, a ostre komunikaty rzadko prowadzą do natychmiastowej eskalacji, ale ich kumulacja wokół szczytu z udziałem Stanów Zjednoczonych zaplanowanego na grudzień jest sygnałem, że Pekin chce mieć tę kartę w ręku.
Źródło: reuters
Bez istotnej zmiany wobec poprzedniej analizy pozostaje wątek odbudowy amerykańskich zdolności w zakresie ziem rzadkich, opisany w raporcie waszyngtońskiego centrum CSIS, oraz odłożony pakiet zbrojeniowy dla Tajwanu o wartości czternastu miliardów dolarów, o czym szczegółowo pisałem w analizie z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego. Wniosek pozostaje ten sam: rywalizacja technologiczna przenosi się z ceł i zakazów na długą grę o zdolność finansowania nauki, przetwórstwa i zapasów strategicznych, a jej efekty będą widoczne nie w kwartałach, lecz w latach.
Sztuczna inteligencja: Google oddaje Gemini 4 Argon, a FBI zatrzymuje inżyniera OpenAI za podsłuch w sali zarządu
Dwie wiadomości z ostatniej doby pokazują jednocześnie, jak szybko rośnie potęga tej technologii i jak poważnie stają się jej problemy bezpieczeństwa. Pierwsza jest dobra z punktu widzenia postępu technicznego. Jak podał oficjalny blog Google z 13 października, koncern udostępnił globalnie swój najnowszy model Gemini 4 Argon, dla deweloperów i przedsiębiorstw przez interfejs programistyczny, a dla użytkowników indywidualnych w aplikacji Gemini i w trybie wyszukiwania. Model ma być dostępny w niższej cenie wprowadzającej dwa dolary za milion tokenów wejściowych i dziesięć dolarów za milion tokenów wyjściowych, przy czym po trzydziestym listopada cena wzrośnie do czterech i dwudziestu dolarów. Google podkreśla, że Argon zajmuje pierwsze miejsce w indeksie Vals, mierzącym wyniki modeli w sektorach gospodarki, takich jak finanse, prawo czy praca kancelaryjna, oraz że dysponuje kontekstem do miliona tokenów. Warto odnotować uczciwie, że to autoprezentacja producenta, a nie niezależny ranking, ale skala zmian technicznych wokół modelu, którą firma ilustruje przykładami z refaktoryzacji sześćdziesięciomilionowej bazy kodu przeglądarki Chrome czy przyspieszenia oprogramowania do chemii kwantowej, wskazuje na realny skok zdolności w zadaniach wieloetapowych. Znaczące jest również to, że Google wprost chwali się odpornością modelu na wstrzykiwanie podpowiedzi przez strony internetowe, którą mierzy się spadkiem skuteczności ataków do siedmiu dziesiątych procenta, oraz redukcją prób omijania poleceń w zadaniach programistycznych do dwóch procent, co pokazuje, że walka o bezpieczeństwo agentów stała się elementem konkurencji między laboratoriami.
Druga wiadomość jest ostrzeżeniem i została potraktowana znacznie poważniej. Jak podał dziennik San Francisco Standard oraz prokuratura federalna, trzydziestopięcioletni inżynier OpenAI Abdulrahman Alfozan, obywatel Arabii Saudyjskiej zatrudniony w firmie od lipca 2025 roku, został zatrzymany pod zarzutem ukrycia urządzenia nagrywającego w sali konferencyjnej używanej przez kadrę zarządzającą w siedzibie spółki w San Francisco. Urządzenie znaleziono trzydziestego września, wpięte do portu USB z tyłu telewizora i ukryte w papierze toaletowym, a spółka ustaliła, że zostało zainstalowane około dwudziestego ósmego września i było zaszyfrowane. Prokuratorzy twierdzą, że w sali odbywały się spotkania o charakterze poufnym, dotyczące badań, planów produktowych i kontaktów z rządem. Co istotne dla oceny charakteru sprawy, prokurator okręgowy Craig Missakian nazwał ją wprost sprawą bezpieczeństwa narodowego, a dyrektor Federalnego Biura Śledczego Kash Patel powiedział, że ochrona amerykańskich innowacji w dziedzinie sztucznej inteligencji należy do najwyższych priorytetów kontrwywiadowczych biura. Grozi za to do pięciu lat więzienia i grzywna do dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów, a przesłuchanie w sprawie tymczasowego aresztu wyznaczono na dziewiętnastego października. Samo OpenAI podkreśliło, że nie ma dowodów, by mężczyzna uzyskał dostęp do wag modeli, kodu źródłowego czy danych klientów, co w uczciwej relacji trzeba powiedzieć, ale trzeba też powiedzieć, że po raz pierwszy tak wyraźnie połączono bezpieczeństwo laboratorium z bezpieczeństwem państwa w sprawie karnej, a nie w raporcie czy wystąpieniu.
Ten sam tydzień przyniósł jeszcze jedną liczbę, która pokazuje, gdzie dziś naprawdę rozstrzyga się wyścig modeli. Jak podała stacja CNN w materiale z 13 października, chińskie inwestycje w centra danych są wprawdzie imponujące w tempie, ale wciąż stanowią mniej niż jedną piątą sumy ośmiuset miliardów dolarów, jakie na infrastrukturę sztucznej inteligencji wydają amerykańskie firmy. Pekin ogłosił w tym roku plan wart pięćset sześćdziesiąt miliardów dolarów na rozbudowę infrastruktury informatycznej w ciągu pięciu lat, a inwestycje chińskich spółek giełdowych mają się w tym roku podwoić do około stu trzydziestu dziewięciu miliardów dolarów, co jest wzrostem znaczącym, ale wciąż dalekim od amerykańskiej skali. Chińska przewaga leży gdzie indziej: w tempie budowy i w dostępie do taniej energii. CNN opisuje miasto Ulanqab w Mongolii Wewnętrznej, gdzie planowanych jest niemal dziewięćdziesiąt centrów danych, a lokalne władze nie napotykają społecznego oporu, który w Stanach Zjednoczonych blokuje dziś inwestycje. To jest dokładnie ta asymetria, która sprawia, że wyścig o sztuczną inteligencję staje się wyścigiem o energię i o pozwolenia na budowę, a nie tylko o modele.
Źródło: cnn
Osobno warto przypomnieć wątek, który w tym obszarze pozostaje aktywny i dotyczy regulacji. Jak podało we wrześniu czasopismo branżowe oraz jak odnotował serwis Berkeley News, grupa ponad tysiąca badaczy i pracowników czołowych laboratoriów podpisała w lipcu deklarację o nazwie Pacing the Frontier, w której nie żąda natychmiastowego zatrzymania prac, ale domaga się, by rządy zbudowały zdolność do koordynowanego i weryfikowalnego spowolnienia wyścigu, gdyby zaszła taka potrzeba, a nowy raport uczelni Berkeley z dziewiątego października przekonuje, że globalna pauza w treningu modeli granicznych jest technicznie wykonalna. To ważne, bo pokazuje, że po raz pierwszy w tym wyścigu pojawił się realny nurt wewnątrz samych laboratoriów, który domaga się narzędzi do zatrzymania się, a nie tylko do szybszego biegu. Podsumowując ten obszar: tego samego dnia, w którym Google pokazało najsilniejszy model, a Pekin pokazał, że umie budować infrastrukturę szybciej niż ktokolwiek inny, amerykańska prokuratura pokazała, że laboratoria stały się celami kontrwywiadu. To trzy twarze tej samej epoki.
Inne duże sprawy: rok rozejmu w Gazie, zbliżające się wybory w Izraelu, most na Jalu i spór o Wenezuelę
Rok po zawieszeniu broni w Strefie Gazy obraz tego obszaru nie zmienił się na lepsze, a doszły do niego nowe fakty. Jak podała stacja Al Dżazira w relacji z 14 października, w izraelskim uderzeniu na pojazd w dzielnicy Tuffah w mieście Gaza zginęła jedna osoba, a kilka zostało rannych, a w miejscowości az-Zawajda w środkowej części Strefy zmarł czteroletni chłopiec ranny w ataku trzy tygodnie wcześniej. Liczba ofiar śmiertelnych w Gazie od siódmego października 2023 roku przekroczyła siedemdziesiąt cztery tysiące trzysta osiemdziesiąt dwie osoby, a co najmniej tysiąc czterysta osób zginęło już po wejściu w życie rozejmu. Zastrzeżenie metodologiczne jest tu takie samo jak wcześniej: dane pochodzą od władz kontrolowanych przez Hamas, są kwestionowane przez stronę izraelską i podaję je jako dane jednej ze stron. Niezależnie od tego obrona cywilna Gazy ostrzegła przed powtarzającym się przymusowym wysiedlaniem ludności w pobliżu tak zwanej żółtej linii i poinformowała, że potężne eksplozje oraz ogień prowadzony bez rozróżnienia uszkodziły setki namiotów przesiedleńców. Al Dżazira potwierdza przy tym, że blisko dwie trzecie Strefy znajduje się dziś pod izraelską kontrolą wojskową lub podlega ograniczeniom dostępu, a ponad osiemdziesiąt procent budynków zostało zniszczonych lub uszkodzonych.
Źródło: al-jazeera
Na Zachodnim Brzegu doszło natomiast do zdarzeń, które mają znaczenie polityczne, a nie tylko humanitarne. Według relacji Al Dżaziry izraelskie siły wkroczyły do biur kilku palestyńskich organizacji pozarządowych, zraniły dziennikarza stacji Palestine TV w rękę i korespondenta Sky News Arabia w nogę, a premier Izraela Benjamin Netanjahu w nagraniu wideo oświadczył, że Izrael przygotowuje się na scenariusz, w którym siły Autonomii Palestyńskiej obrócą broń przeciwko Izraelowi, dodając, że na zachód od Jordanu nie będzie żadnej armii arabskiej, będzie tam wyłącznie armia izraelska. Ta deklaracja jest nowa i wykracza poza dotychczasowe sformułowania o bezpieczeństwie, bo mówi o rozciągnięciu izraelskiej kontroli na całe terytorium. Warto ją odnotować z całą powagą, bo jeśli zostanie podtrzymana, zmieni ramy każdej przyszłej rozmowy o państwowości palestyńskiej.
Źródło: al-jazeera
W Izraelu natomiast rośnie napięcie przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na dwudziestego siódmego października. Jak wynika ze zbiorczych zestawień sondażowych publikowanych przez serwisy israel.com oraz thepetek.com, dotychczasowa koalicja Benjamina Netanjahu notuje średnio pięćdziesiąt jeden i cztery dziesiąte mandatu, czyli dziesięć miejsc poniżej progu sześćdziesięciu jeden potrzebnych do większości w stu dwudziestomandatowym Knesecie. Sondaże mają ograniczenia i w wyborach izraelskich decyduje ostatecznie arytmetyka rekomendacji, a nie sam wynik partii, ale kierunek jest wyraźny: żaden z dwóch głównych bloków nie ma dziś bezpiecznej większości, co sprawia, że rola partii arabskich i mniejszych ugrupowań jest większa niż zwykle. O tej możliwości, czyli o gotowości Zjednoczonej Listy do poparcia koalicji przeciwko Netanjahu z zewnątrz rządu, pisałem już w analizie z 13 października, godzina 15:55 czasu polskiego.
Osobną kategorię stanowią dwa wydarzenia o wymiarze symbolicznym, ale realnym. Jak podała agencja Reuters, powołując się na chińską agencję Xinhua, długo opóźniany Nowy Most na Rzece Jalu, łączący chińskie miasto Dandong z północnokoreańskim Sinuiju, ma zostać otwarty piętnastego października. Most ten powstaje od lat i jest powszechnie odczytywany jako barometr stanu stosunków między Pekinem i Phenianem, a jego otwarcie w momencie, gdy Phenian w ostatnich tygodniach zwiększył tempo prób pocisków balistycznych, o czym pisałem wczoraj, jest sygnałem, że chińskie zaangażowanie w tym regionie nie maleje. W Wenezueli natomiast utrzymuje się stan napięcia wokół obalonego prezydenta Nicolása Maduro i jego żony Cilii Flores, którym amerykańska prokuratura w Nowym Jorku postawiła ósmego października zarzuty zlecenia tortur wobec obywateli amerykańskich i wenezuelskich, o czym poinformowała agencja Reuters oraz stacja NPR. Niezależnie od tego w Brazylii trwa kampania przed drugą turą wyborów prezydenckich zaplanowaną na dwudziestego piątego października, w której zmierzą się urzędujący prezydent Lula da Silva i Flávio Bolsonaro, a sondaże wskazują na wynik bardzo wyrównany.
Źródło: reuters, npr
NAJWAŻNIEJSZE
Trzy wydarzenia najbardziej zmieniają dziś obraz świata. Po pierwsze, amerykański rozejm energetyczny dla Ukrainy przestał działać nawet w tej wąskiej formie, w jakiej istniał. Rosyjski pocisk balistyczny trafił w elektrociepłownię numer cztery w Kijowie, zabił co najmniej dwie osoby i ranił około dwudziestu, a Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina po raz kolejny nie otrzymała od partnerów ostrzeżenia przed tym atakiem. W tej samej rozmowie z NPR prezydent Ukrainy ujawnił, że administracja amerykańska ostrzegła Kijów, iż może odciąć wymianę informacji wywiadowczych, jeśli ukraińskie uderzenia na rosyjskie rafinerie nie ustaną, i że jedyną prawdziwą przyczyną drogiego diesla jest zablokowana cieśnina Ormuz, a nie ukraińskie ataki. Kreml, zamiast potwierdzić jakiekolwiek porozumienie, zaproponował przerwę w uderzeniach tylko na jeden dzień, w dniu ukraińskich wyborów. To pokazuje różnicę zdań nie tylko między Waszyngtonem i Kijowem, ale i wewnątrz samego Zachodu, który jednocześnie zaostrza sankcje w Brukseli i łagodzi je w Waszyngtonie.
Źródło: npr
Po drugie, Bliski Wschód wszedł w fazę eskalacji podporządkowanej kalendarzowi wyborczemu. Dwóch wysokich rangą irańskich urzędników przyznało agencji Reuters, że Teheran zmienił taktykę ataków na żeglugę, by utrzymać wysokie ceny ropy przed amerykańskim głosowaniem, a w dniach od piątego do jedenastego października zaatakowano dwanaście statków w cieśninie Ormuz i wokół niej. Rijad odpowiedział uderzeniami na jemeńskie terminale paliwowe po tym, jak w budynku Aramco w Dhahran wybuchł pożar, a Donald Trump oświadczył, że Waszyngton podejmie decyzję w sprawie Iranu wkrótce, ale wróci do tego regionu po wyborach. Cena ropy wzrosła do około stu siedmiu dolarów za baryłkę, dzienny przepływ przez cieśninę spadł do niespełna trzech milionów baryłek, a liczba przepraw statków jest dziś kilkakrotnie niższa od historycznej normy. Każdy taki dzień podnosi koszty frachtu i ubezpieczenia, a więc i ceny w Europie.
Źródło: reuters
Po trzecie, wyścig o sztuczną inteligencję pokazał w jednej dobie zarówno swoją potęgę, jak i swoją nową słabość. Google udostępnił globalnie model Gemini 4 Argon, najsilniejszy w swojej historii i pierwszy tak wyraźnie adresowany do cyberobrony i pracy wiedzy, a niemal w tym samym czasie prokuratura federalna w San Francisco postawiła zarzuty inżynierowi OpenAI, który miał ukryć zaszyfrowane urządzenie nagrywające w sali konferencyjnej zarządu spółki; sprawę nazwano wprost kwestią bezpieczeństwa narodowego, a dyrektor Federalnego Biura Śledczego umieścił ochronę amerykańskich innowacji w dziedzinie sztucznej inteligencji wśród najwyższych priorytetów kontrwywiadowczych. W tle Pekin buduje centra danych szybciej niż ktokolwiek inny, choć pod względem nakładów pozostaje poniżej jednej piątej amerykańskich. Wniosek, który z tego płynie, jest jednoznaczny: laboratoria sztucznej inteligencji przestały być firmami technologicznymi, a stały się infrastrukturą krytyczną, której trzeba jednocześnie doglądać i bronić.