Stany Zjednoczone: Trump na Alasce, obietnica „dywidendy", i republikanie, którzy zaczynają się od niego odsuwać
Trzy tygodnie przed głosowaniem kampania amerykańska weszła w fazę, w której prezydent jest jednocześnie głównym tematem i głównym problemem własnej partii. Jak podała agencja Reuters w depeszy z 14 października, Donald Trump kampanię we wtorek prowadził na Alasce, w stanie tradycyjnie republikańskim, w którym jednak wysokie ceny energii są odczuwalne szczególnie mocno. Sam wybór tego miejsca jest wymowny: zamiast pokazywać siłę w okręgach spornych, prezydent jedzie do bazy własnego elektoratu, żeby gasić pożar cen paliw. W tym samym tekście Reuters przypomina, że do głosowania zostało trzy tygodnie, a kampania republikańska walczy o utrzymanie wąskich większości w obu izbach Kongresu.
Źródło: reuters
Ton narracji prezydenta najlepiej oddaje cytat, który przytacza dziennik The National. Trump mówił na wiecu, że prosi wyborców, by udawali, że to on jest na karcie do głosowania, i dodawał, że jeśli jego partia przegra, Amerykanie stracą granicę, obniżki podatków, bezpieczeństwo i majątek. Złożył też obietnicę wypłaty pięciu tysięcy dolarów każdemu dorosłemu Amerykaninowi, jeśli republikanie utrzymają kontrolę nad Kongresem, nazywając to dywidendą Trumpa. Warto przy tym zaznaczyć dwie rzeczy: podobne zapowiedzi dotyczące taryf i cięć wydatków rządowych wcześniej nie zostały zrealizowane, a prezydent nie ma uprawnień, by samodzielnie autoryzować takie wypłaty. To istotne dla oceny wiarygodności, bo kampania opiera się dziś nie tylko na faktach, ale i na obietnicach bez podstawy prawnej.
Źródło: the-national
Równolegle pojawiają się wyraźne sygnały dystansowania się części republikanów od prezydenta. Jak odnotował dziennik The National, Mike Rogers, kandydat do Senatu popierany przez Trumpa w Michigan, emituje reklamę, w której mówi, że wojna z Iranem musi się zakończyć i to szybko. Republikańska kongresmenka z Iowa Ashley Hinson, startująca do Senatu, skupiła się na skutkach gospodarczych wojny i stwierdziła, że mieszkańcy Iowa nie powinni płacić przy dystrybutorze ani przy kasie za wojnę z Iranem. Trzykrotna kongresmenka z Florydy Maria Elvira Salazar poszła dalej i w spocie wyborczym oceniła, że polityka imigracyjna administracji posunęła się za daleko, dodając, że ci sami Latynosi, którzy pomogli prezydentowi wygrać w 2024 roku, czują się dziś zdradzeni. Były gubernator New Jersey Chris Christie napisał z kolei w serwisie X, że przy obecnym poparciu republikanie będą traktować Trumpa jak chorego na malarię, gdy dotrą do października. To nie są pojedyncze głosy, ale wzorzec: partia, która jeszcze rok temu budowała kampanię wokół prezydenta, dziś w części okręgów buduje ją przeciw niemu.
Źródło: the-national
Dane sondażowe opisują ten sam problem z konsekwencją, choć z zastrzeżeniami metodologicznymi. Jak podał dziennik The National, najnowsze badania plasują poparcie dla prezydenta w niskich trzydziestu procentach, co jest poziomem historycznie niskim, a dezaprobata przekracza sześćdziesiąt procent. Analityk Partii Republikańskiej John Feehery powiedział dziennikowi, że wojna z Iranem jest szczególnym wyzwaniem, bo stoi w sprzeczności z centralnym przesłaniem prezydenta o nieinterwencji, i że dla ludzi, którzy głosowali na Trumpa, by skończyć z niekończącymi się wojnami, jest to rodzaj zdrady. Trzeba przy tym pamiętać, że pojedyncze sondaże różnią się sposobem ważenia próby i nie należy wyciągać z nich zbyt mocnych wniosków, ale kierunek jest spójny i potwierdza go twardsza od sondaży geografia wydatków kampanijnych, o której pisałem wczoraj: komitety przenoszą pieniądze do stanów, które jeszcze niedawno były bezpieczne.
Źródło: the-national
Rachuba wyborcza jest przy tym bardzo konkretna. W Senacie republikanie mają większość pięćdziesięciu trzech do czterdziestu siedmiu miejsc, więc demokraci potrzebują zysku netto czterech mandatów, by przejąć kontrolę, a w Izbie wszystkie czterysta trzydzieści pięć miejsc jest do obsadzenia. O wyniku zdecyduje kilkanaście okręgów w Michigan, Maine, Karolinie Północnej, Ohio, Iowa, Alasce i Teksasie, a w Georgii trwa już wczesne głosowanie. Warto to zapamiętać, bo od tego, która partia przejmie Kongres, zależeć będzie nie tylko polityka wewnętrzna, ale i tempo prac nad sankcjami wobec Rosji, pomocą dla Ukrainy i kursem wobec Chin, czyli dokładnie te obszary, które opisuję w pozostałych częściach tego wydania.