Ukraina: rozejm energetyczny upadł, Zełenski mówi o zdradzie, a Moskwa wysyła ponad osiemset dronów
Spór o to, czy jakikolwiek rozejm energetyczny istnieje, zakończył się w czwartek nad ranem. Jak podał dziennik The Guardian, rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że ukraińskie drony uderzyły w rafinerię w obwodzie riazańskim, czyli po raz pierwszy od chwili, gdy Donald Trump ogłosił tak zwany rozejm energetyczny, którego ani Rosja, ani Ukraina nigdy nie potwierdziły. Rafineria leży około trzystu kilometrów na południowy wschód od Moskwy, a gubernator obwodu Paweł Malkow potwierdził pożar. Rosyjskie ministerstwo utrzymuje, że w kierunku zakładu leciało sześćdziesiąt dziewięć dronów i cztery pociski manewrujące Flamingo, a ogień miał zaprószyć szczątek drona zestrzelonego przez obronę przeciwlotniczą. Agencja Associated Press, powołując się na wysokiego rangą ukraińskiego urzędnika, potwierdziła, że to Ukraina trafiła w ten zakład. Rosyjski wicepremier Aleksandr Nowak mówił w środę o uderzeniach na dwie rafinerie, w obwodach saratowskim i riazańskim, co oznacza, że Kijów wrócił do dwóch celów jednocześnie, a nie do jednego epizodu.
Źródło: the-guardian, associated-press
Sekwencja zdarzeń jest tu istotniejsza niż sam pożar. Trump ogłosił rozejm energetyczny w niedzielę, na swoim portalu społecznościowym, zdaniem „obowiązujący natychmiast” i „uzgodniony przez obie strony”, i zażądał od Kijowa zaprzestania ataków na rosyjskie rafinerie, twierdząc, że to one odpowiadają za światowy wzrost cen oleju napędowego. Ukraina rzeczywiście wstrzymała uderzenia na trzy dni, żeby pokazać gotowość do rozmów, ale Moskwa w tym samym czasie kontynuowała ataki na ukraińską energetykę, między innymi pociskami hipersonicznymi i balistycznymi, pozostawiając Kijów i inne miasta bez prądu i wody na wiele godzin. W środę prezydent Zełenski powiedział w wywiadzie dla dziennika Financial Times, że czas wstrzymania się skończył. „Blokada zdjęta. Kończymy z tym”, miał powiedzieć prezydent Ukrainy. Tłumaczenie tego zdania jest proste: Kijów uznał, że jednostronne ustępstwo nie kupiło ani pokoju, ani presji na Moskwę, a jedynie osłabiło własną pozycję.
Źródło: financial-times
Skala rosyjskich ataków w tej samej nocy jest największa w tej fazie wojny. Jak podał prezydent Zełenski, między północą a czwartkowym rankiem Rosja wysłała na Ukrainę ponad osiemset pięćdziesiąt dronów, a uderzenia objęły piętnaście obwodów. Ukraińskie siły powietrzne poinformowały, że zestrzeliły pięćset trzydzieści sześć dronów, ale odnotowały trafienia w trzydzieści jeden miejsc. W obwodzie kirowohradzkim, w środkowej części kraju, w ataku ponad trzystu sześćdziesięciu dronów zginęły trzy osoby, a sześć zostało rannych, jak podał gubernator obwodu Andrij Rajkowycz, który mówił wprost o celowym uderzeniu w infrastrukturę krytyczną, przedsiębiorstwa transportowe, obiekty logistyczne i domy mieszkalne. Warto dodać do tego liczbę z całego tygodnia: jak podała stacja Al Dżazira, w nocnych atakach tego tygodnia zginęło co najmniej piętnaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.
Źródło: al-jazeera
Do tego samego obrazu należy uderzenie po stronie ukraińskiej, o którym doba poprzednia nie wiedziała. Jak podał dziennik The Moscow Times, ukraińska marynarka wojenna poinformowała w czwartek, że w nocnym ataku rakietowym zniszczyła sześć rosyjskich bombowców Su-34M na lotnisku wojskowym Borisoglebsk w obwodzie woroneskim, używając przybrzeżnego systemu rakietowego Neptun. Prezydent Zełenski potwierdził atak, dodając, że rakiety dalekiego zasięgu sięgnęły także składu dronów w obwodzie orłowskim i celu na Morzu Czarnym, i nazwał te uderzenia „uzasadnioną odpowiedzią na rosyjski terror”. Trzeba tu jednak zachować ostrożność, której wymaga każda relacja wojenna: rosyjskie władze nie potwierdziły ataku na lotnisko, gubernator obwodu mówił jedynie o trzydziestu trzech zestrzelonych dronach i „kilku odrzutowych celach powietrznych”, a zniszczenie sześciu samolotów nie zostało zweryfikowane niezależnie. Zdjęcia satelitarne publikowane przez ukraińskie kanały monitorujące pokazują uszkodzenia płaszczyzny postoju samolotów, ale nie pozwalają policzyć wraków. Uczciwy wniosek brzmi więc: atak na lotnisko jest potwierdzony przez stronę ukraińską i przez lokalne rosyjskie relacje o pożarze, natomiast liczba zniszczonych maszyn pozostaje twierdzeniem jednej strony.
Na froncie lądowym utrzymuje się ta sama intensywność, którą opisywało wydanie poranne, i to jest ta część obrazu, w której nic istotnego się nie zmieniło. Jak podał Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, w ciągu minionej doby odnotowano dwieście sześćdziesiąt starć na całej linii frontu, z czego trzydzieści pięć na kierunku pokrowskim, gdzie Rosjanie próbowali przesuwać się w rejonie Biłyćke i Nowego Donbasu. Ukraińska agencja Ukrinform podała identyczną liczbę starć, wskazując sektor pokrowski jako najgorętszy. To liczby typowe dla ostatnich tygodni, nie sygnał przełamania.
Źródło: ukrinform
Politycznie najważniejsze w tej dobie są jednak nie liczby, lecz zdania wypowiedziane po dwóch stronach oceanu. W wywiadzie u brytyjskiego dziennikarza Piersa Morgana, opisanym między innymi przez agencję Associated Press i stację Euronews, prezydent Zełenski odpowiedział twierdząco na pytanie, czy czuje się zdradzony przez Trumpa. „Naprawdę tak, między nami. Nasz kraj musi przetrwać i liczymy na prawdziwych partnerów, partnerów strategicznych, Stany Zjednoczone i prezydenta Trumpa”, powiedział w tej rozmowie. Dodał, że boli go sytuacja, w której prezydent Trump wybiera jedną stronę, a nie stronę Ukrainy, i że tracimy silnego partnera. Zestawienie tego z faktem, że Waszyngton przez kilka dni nie przekazywał Kijowowi ostrzeżeń o startach rosyjskich pocisków balistycznych, a dostęp do terminali systemu Starshield kontrolowanego przez amerykańskie wojsko został ograniczony, pokazuje, że mamy do czynienia z realnym, a nie tylko retorycznym pogorszeniem relacji. Warto przy tym pamiętać, że Trump zaprzeczał, jakoby Waszyngton wstrzymał wymianę informacji wywiadowczych, więc w tej sprawie mamy ostrzeżenie strony ukraińskiej i zaprzeczenie amerykańskie, a nie potwierdzony fakt.
Źródło: associated-press, euronews
Reakcja drugiej strony jest jeszcze ostrzejsza w tonie. Elon Musk, właściciel firmy SpaceX produkującej terminale Starlink, napisał w serwisie X, komentując słowa Zełenskiego o walce do rosyjskiej kapitulacji, że „rzeź trwa dalej” i że „czas, żeby Zełenski odszedł”. Wcześniej Musk zaprzeczył, jakoby jego firma dławiła systemy Starlink, i stwierdził, że systemy wojskowe Starshield są własnością rządu amerykańskiego i to rząd decyduje o limitach prędkości. Ukraiński pełnomocnik do spraw dronów Serhij Beskrestnow powiedział, że SpaceX bez ostrzeżenia ograniczył usługi dla terminali umieszczonych na dronach lecących szybciej niż sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, co uderzyło w drony przechwytujące, a doradca prezydenta Serhij Sternenko dodał, że stało się to po prośbie Trumpa. Każda z tych wypowiedzi ma inny ciężar dowodowy: fakt ograniczenia jest potwierdzony przez ukraińskich wojskowych i odnotowany przez zachodnie redakcje, natomiast związek przyczynowy z wolą prezydenta Stanów Zjednoczonych opiera się na wypowiedzi doradcy, nie na dokumencie.
Warto też odnotować, że po raz pierwszy w tej wojnie pojawiła się otwarta presja na zmianę władzy w Kijowie, sformułowana nie przez rosyjską propagandę, lecz przez amerykańskiego prezydenta i jego najbliższe otoczenie. Trump powiedział wcześniej, że Ukraina powinna „mieć nowego prezydenta”, a w środę Zełenski otrzymał w Londynie demonstracyjne poparcie ze strony brytyjskiego premiera Andy'ego Burnhama, o czym pisała agencja Reuters. Ten element jest istotny dla Europy, bo oznacza, że spór o Starlink i o wywiad przestał być technicznym problemem Kijowa, a stał się próbą sił o to, kto będzie rozmawiał z Moskwą o zakończeniu wojny.
Źródło: reuters
Oceniając wiarygodność całego bloku, trzeba rozdzielić trzy warstwy. Pierwsza to fakty potwierdzone przez kilka niezależnych redakcji: upadek rozejmu energetycznego, wznowienie ukraińskich ataków na rafinerie, skala rosyjskiej fali dronów i ograniczenia w działaniu Starshielda. Druga to twierdzenia jednej strony, których nikt nie zweryfikował: liczba zniszczonych samolotów w obwodzie woroneskim oraz rosyjska wersja o dronie zestrzelonym nad riazańską rafinerią. Trzecia to interpretacje, w których warto odróżnić analizę od emocji. Nikołaj Mitrochin z Uniwersytetu w Bremie powiedział stacji Al Dżazira, że ukraińskie uderzenia w rafinerie są strategicznie nieskuteczne, bo Rosja przeniosła transport paliw na Syberię i eksport przez Białoruś i Kazachstan, a skuteczniejsze okazały się ataki na centra danych, mosty i fabryki montujące drony. Generał Ihor Romanenko, były zastępca szefa sztabu generalnego, mówi z kolei, że brak danych satelitarnych z wywiadu „znacząco wpływa na skuteczność obrony powietrznej”, bo Ukraina nie ma czasu na reakcję. Obie oceny są spójne i razem tworzą wniosek, który jest nieprzyjemny dla obu stolic: ograniczenie wsparcia wywiadowczego zmniejsza ochronę ukraińskich miast, a jednocześnie nie daje Waszyngtonowi nic w zamian, bo Moskwa nie zgodziła się na żaden rozejm, którego warunki byłyby do sprawdzenia.
Źródło: al-jazeera