Ormuz, Iran i Jemen: Teheran stawia warunek wyjścia Amerykanów, a Huti uderzają w pałac w Adenie
Najważniejszą nową deklaracją tej doby w tym obszarze jest publiczne sformułowanie przez Teheran warunku, na jakim Iran gotów jest ponownie otworzyć cieśninę Ormuz. Jak podała telewizja CBS, powołując się na agencję AFP, rzecznik irańskiej armii Mohammad Akraminia napisał w piątek w serwisie X, że jeśli Stany Zjednoczone opuszczą region, cieśnina zostanie otwarta i zostanie ustanowione bezpieczeństwo zbiorowe z udziałem państw regionalnych, a gospodarka światowa na tym skorzysta, natomiast jeśli Amerykanie nie odejdą, Iran ich usunie. Rzecznik nie sprecyzował, czy chodzi mu o wycofanie sił wysłanych w trakcie obecnej wojny, o wszystkie siły amerykańskie w regionie, czy także o personel cywilny administracji. Ta wypowiedź jest istotna z dwóch powodów. Po pierwsze, po raz pierwszy żądanie ma formę pozytywnego warunku, a nie samego zaprzeczenia, więc otwiera pole do negocjacji, choć ceną jest warunek, którego Waszyngton nie może spełnić przed własnymi wyborami. Po drugie, wpisuje się w serię komunikatów wojskowych, które układają się w spójną kampanię nacisku, a nie w ciąg przypadkowych oświadczeń.
Źródło: cbs-news (via afp)
Twardym elementem w tej samej dobie jest kolejny incydent na wodzie, tym razem opisany przez samą irańską marynarkę. Jak podała telewizja CBS, irańska marynarka poinformowała w piątek, że zidentyfikowała płonący tankowiec w tak zwanym obszarze zabronionym w Zatoce Omańskiej, na wschód od cieśniny Ormuz, dodając, że statek wyłączył systemy śledzenia i próbował przejść przez ten obszar. Marynarka nie wyjaśniła, w jaki sposób doszło do pożaru, i ograniczyła się do ostrzeżenia, że nieuzgodnione ruchy na szlakach oraz w obszarach zabronionych tworzą zagrożenie dla innych jednostek. Niezależnie od tego komunikatu grecka firma analizująca ryzyko morskie Marisks ostrzegła w czwartek, że statki nadal są narażone na bezładne ataki, nawet jeśli wyłączą systemy śledzenia, co potwierdza doniesienia o co najmniej trzech trafionych jednostkach handlowych w tym tygodniu. Liczby opisujące skalę kampanii pochodzą z waszyngtońskiego think tanku Instytut Studiów nad Wojną, który podał w czwartek, że Iran zaatakował co najmniej dwadzieścia cztery statki handlowe w rejonie cieśniny w ciągu dwóch tygodni, powołując się przy tym na amerykańskiego oficera wojskowego, według którego irańskie siły morskie dostosowały taktykę i po poważnym uszkodzeniu systemów radarowych namierzają jednostki za pomocą małych łodzi i obserwatorów. Brytyjskie centrum monitoringu żeglugi UKMTO odnotowało odrębnie co najmniej siedem dalszych incydentów między poniedziałkiem i środą, co daje obraz stałej, a nie punktowej presji.
Źródło: cbs-news, ukmto
Równolegle rośnie liczba środków wojskowych po stronie amerykańskiej, co czyni ten spór coraz bardziej podatnym na wypadek. Jak podał portal Euronews, dwa lotniskowce, George Washington oraz George Bush, operują na Morzu Arabskim, a Instytut Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych potwierdził ich jednoczesną obecność we wtorek, przy czym drugi z nich wrócił do regionu po wizycie w tajlandzkim Phuket, a pierwszy wcześniej zastąpił lotniskowiec Abraham Lincoln. Do regionu płynie jeszcze zespół okrętu Theodore Roosevelt, który według stanu na środę nie dotarł na Morze Arabskie, a centrum dowodzenia siłami amerykańskimi poinformowało, że do piątego października zmieniło trasy stu trzydziestu statków handlowych w ramach blokady irańskich portów. Ta ostatnia liczba pochodzi wyłącznie od amerykańskiego wojska i nie została niezależnie zweryfikowana, podobnie jak szacunki konta śledzącego ruch lotniczy IntelSky, które podało, że w pierwszych dwóch tygodniach października liczba lotów tankowców amerykańskich sił powietrznych nad regionem była o około połowę wyższa niż we wrześniu. Rzeczywistą wagę ma jednak nie liczba przelotów, lecz deklaracja polityczna, którą złożył Donald Trump w materiale stacji CBS: prezydent powiedział, że uderzenia lotnicze po wyborach do Kongresu zaplanowanych na trzecie listopada są możliwe, nie wykluczył użycia największej niejądrowej bomby w amerykańskim arsenale, o której pisałem rano, i dodał, że nie jest to broń jądrowa, lecz po prostu bardzo duża bomba, a także wspomniał o możliwości przyszłych rozmów rozbrojeniowych z Iranem z udziałem Rosji i Chin. To ostatnie zdanie jest nowe i warte zapamiętania, bo wraca w nim logika, którą administracja stosuje także wobec Ukrainy: rozmowy rozbrojeniowe jako narzędzie rozgrywania rywalizacji z Moskwą i Pekinem jednocześnie.
Źródło: euronews, cbs-news
W irańskiej narracji zwracają uwagę dwa elementy, których rano nie było w tej formie. Pierwszym jest język, jakim mówią wojskowi: zastępca dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Mostafa Izadi powiedział w czwartek, że Iran idzie naprzód z siłą i jest gotowy do najpotężniejszych operacji, rzecznik Korpusu Hosejn Mohibi stwierdził w środę, że nowa wojna byłaby dla Stanów Zjednoczonych nieracjonalna, ale możliwość takiego konfliktu absolutnie istnieje, dowódca armii Amir Hatami zapewnił, że siły zbrojne są gotowe na każdą bitwę, i ostrzegł, że atak na irańską infrastrukturę przyniesie proporcjonalne uderzenia w cele izraelskie i sojusznicze, a sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohsen Rezai powiedział telewizji Press TV, że amerykańskie obiekty, między innymi centra danych i infrastruktura sztucznej inteligencji, są w zasięgu, jeśli działania zbrojne zostaną wznowione. To ostatnie zdanie jest nowością jakościową, bo po raz pierwszy irański urzędnik tej rangi wymienia infrastrukturę obliczeniową jako cel wojskowy, a nie tylko bazy i statki. Drugim elementem jest wystąpienie prezydenta Iranu Masuda Peszkesziana na szczycie przyrodniczym w Armenii, gdzie obok sekretarza generalnego Narodów Zjednoczonych António Guterresa nazwał wydarzenia w regionie ekobójstwem, czyli ludobójstwem środowiskowym, które musi zostać potępione, i mówił o atmosferze nieufności wobec Waszyngtonu, ponieważ każdego dnia rosną sankcje, padają groźby i nie ma wypełniania pisemnych zobowiązań. Warto odnotować ten ton, bo pokazuje, że Teheran jednocześnie podnosi stawkę militarną i szuka języka, który pozwoliłby mu przedstawić konflikt jako sprawę moralną wobec państw trzecich.
Gospodarcza warstwa tego bloku pozostaje jednolita i to jest najważniejsze dla odbiorcy europejskiego. Cena ropy Brent wynosiła w piątek rano sto pięć dolarów i czterdzieści osiem centów za baryłkę, co oznacza wzrost o niecały procent w ciągu doby i o blisko połowę wobec poziomu sprzed kryzysu, a według licznika IMF PortWatch jedenastego października przez cieśninę przepłynęły dwa statki handlowe wobec typowych osiemdziesięciu pięciu dziennie, to jest dwa procent normalnego ruchu. Składka ubezpieczeniowa od ryzyka wojennego dla tankowców pozostaje trzydziestokrotnie wyższa niż przed kryzysem, sześć klubów ubezpieczeń armatorskich wycofało ochronę w marcu, a wskaźnik presji kryzysowej prowadzony przez serwis monitorujący cieśninę utrzymuje się na poziomie osiemdziesięciu siedmiu punktów na sto, co jest wartością ekstremalną. Warto uczciwie dodać zastrzeżenie, które podaje sam serwis: PortWatch liczy wyłącznie statki nadające sygnał systemu automatycznej identyfikacji, więc jednostki płynące z wyłączonym transponderem nie wchodzą do statystyki i rzeczywisty przepływ jest wyższy. Kierunek jest jednak nie do podważenia: szlak, który we wrześniu odbudował się do poziomu blisko sprzed wojny, znów jest dławiony i to przez kumulację ryzyka, a nie przez pojedyncze zatopienia.
Najpoważniejszym nowym wydarzeniem w szerszym regionie jest jednak uderzenie, które wykracza poza spór o cieśninę, bo dotyczy samej władzy w Jemenie. Jak podała agencja Reuters, dziennik Le Monde oraz dziennik The Jerusalem Post, w czwartek jemeńscy Huti wystrzelili pięć rakiet w kompleks pałacu prezydenckiego Al-Maszyk w Adenie, tymczasowej stolicy uznawanej międzynarodowo władzy, zabijając pięć osób i raniąc szesnaście, wśród których znaleźli się strażnicy obiektu oraz pracownicy cywilni. Minister zdrowia Kásim Buhajbah podał te liczby, a minister informacji Muammar Al-Erjani poinformował, że premier i członkowie rządu przebywający w kompleksie nie odnieśli obrażeń. Rzecznik wojskowy Huti Jahja Sare powiedział, że celem było dowództwo operacji wojskowych prowadzonych przez saudyjskich oficerów oraz składy broni, czego agencja Reuters nie była w stanie niezależnie potwierdzić. Saudyjska koalicja odpowiedziała własnym bilansem i są to liczby, które pokazują, jak bardzo ten konflikt się rozkręcił: rzecznik koalicji Turki al-Maliki powiedział na konferencji prasowej, że Huti przeprowadzili w tym miesiącu dwadzieścia ataków na międzynarodowe lotnisko króla Chaleda w Rijadzie, zabijając siedemnaście osób i raniąc trzysta trzydzieści trzy, a ataki na lotnisko Abha na południowym zachodzie kraju zabiły trzy osoby i raniły dwadzieścia osiem. Koalicja poinformowała też, że zniszczyła sto dwadzieścia siedem składów broni i platform startowych na terenach górskich Jemenu, a jej rzecznik stwierdził, że Huti zdobyli zaawansowaną technologię wojskową, między innymi rakiety balistyczne, drony i łodzie wybuchowe, przy pomocy bliżej nieokreślonych podmiotów regionalnych. Bezpośrednio po tym oświadczeniu rzecznik wojskowy Huti powtórzył ostrzeżenie dla linii lotniczych, że saudyjska przestrzeń powietrzna i lotniska pozostają niebezpieczne, wyłączając z tego przestrzeń nad Mekką i Medyną.
Źródło: reuters, le-monde, jerusalem-post
Wiara w te wszystkie komunikaty wymaga ostrożności, bo ten konflikt jest wyjątkowo gęsty od sprzecznych relacji. Liczby o dwudziestu czterech zaatakowanych statkach pochodzą od think tanku powołującego się na jednego amerykańskiego oficera, więc są wiarygodne jako opis tendencji, ale nie jako precyzyjny bilans. Zestawienie ofiar w Adenie podają władze jemeńskie, a opis celu przedstawiają Huti, i choć obie strony zgadzają się co do liczby zabitych, różnią się co do charakteru obiektu, więc rozstrzygnięcie wymagałoby niezależnej weryfikacji, której nie ma. Dane o atakach na saudyjskie lotniska pochodzą od koalicji prowadzącej wojnę, więc mają interes w ich eksponowaniu, podobnie jak Huti mają interes w ich pomniejszaniu. Najbezpieczniejszy wniosek brzmi więc tak: kierunek eskalacji jest potwierdzony przez wiele źródeł i obejmuje już nie tylko cieśninę, lecz także infrastrukturę cywilną Arabii Saudyjskiej oraz siedzibę władz Jemenu, a co za tym idzie, ryzyko dla żeglugi i dla dostaw ropy rośnie nie dlatego, że ktoś formalnie zamyka szlak, lecz dlatego, że rośnie liczba miejsc, w których statek może zostać trafiony.