Ormuz, Iran i Jemen: Teheran daje siedem dni, a tankowce palą się na minach
Najważniejsza nowa informacja w tym obszarze ma charakter dyplomatyczny i jest najbardziej konkretną publiczną ofertą ze strony irańskiej od czasu porozumienia w Islamabadzie z 17 czerwca. Jak podała agencja Associated Press w materiale opublikowanym w sobotę, minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi przedstawił dziennikarzom przed siedzibą Rady Bezpieczeństwa ONZ plan, w którym Teheran zobowiązuje się otworzyć cieśninę Ormuz w ciągu siedmiu dni od momentu, w którym Stany Zjednoczone spełnią trzy warunki: zniosą blokadę morską irańskich portów, uchylą sankcje na sprzedaż irańskiej ropy oraz doprowadzą do zawieszenia broni, które obejmie także Liban. Araghchi powiedział, że pierwsze kroki zajmą od czterech do pięciu dni, cieśnina zostanie otwarta szóstego dnia, a siódmego dnia rozpoczną się rozmowy o ostatecznym porozumieniu, w tym o programie nuklearnym. Zaznaczył przy tym, że zegar zacznie tykać dopiero w chwili amerykańskiej akceptacji planu.
Źródło: associated-press
Ten sam plan Araghchi opisał w sobotę w Bagdadzie na posiedzeniu Rady Ministrów Spraw Zagranicznych Organizacji Współpracy Islamskiej, i tam pojawiły się szczegóły, których nie ma w depeszy agencyjnej. Jak wynika z opublikowanego tekstu wystąpienia, cytowanego przez irański portal Tabnak, plan został przekazany Stanom Zjednoczonym przez Katar. Iran powołał się też na porozumienie podpisane w Islamabadzie 17 czerwca, w którym zobowiązał się ułatwić bezpieczne przemieszczanie się statków, i przekonywał, że w ciągu dwóch tygodni ruch morski odzyskał około 60 procent poziomu przedwojennego, zanim jednostronne amerykańskie działania militarne zablokowały realizację uzgodnień. To narracja strony irańskiej, ale zawiera weryfikowalny element: porozumienie z Islamabadu i rolę Pakistanu oraz Kataru jako mediatorów potwierdzają także źródła zachodnie.
Drugim nowym elementem jest to, że w Teheranie ten plan nie jest przyjmowany jednomyślnie, i to jest informacja o tyle cenna, że pokazuje realną geometrię władzy. Jak podała agencja Associated Press, powołując się na wypowiedzi i komunikaty, radykalny deputowany Ebrahim Rezaji napisał w serwisie X, że samo spotkanie z wrogim agresorem jest oznaką słabości, a Zgromadzenie Ekspertów, ciało duchownych szyickich, które wyznacza najwyższego przywódcę, oświadczyło, że nie ma innej drogi niż opór. Przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf, który wcześniej był głównym negocjatorem w rozmowach z Waszyngtonem, przyznał publicznie, że w elicie istnieje podział: jeden nurt mówi o wojnie, ale nie oferuje mechanizmu jej zakończenia, a drugi nie docenia narodowych możliwości. Jego zdaniem pierwszy błąd trzyma kraj w permanentnym kryzysie, a drugi oddaje zasoby i godność w ręce wroga. To rzadko tak szczera wypowiedź w irańskim systemie i warto ją cytować, bo pokazuje, że oferta z siedmioma dniami jest narzędziem w wewnętrznej grze, nie wyłącznie gestem wobec Waszyngtonu.
Źródło: associated-press
Trzeci element jest regionalny i tłumaczy, dlaczego porozumienie w sprawie cieśniny jest tak kruche. Jak podała agencja Associated Press, powołując się na osobę zaznajomioną z rozmowami, w tym miesiącu przywódcy państw Zatoki planowali spotkanie w Omanie poświęcone powstającemu porozumieniu między Omanem i Iranem w sprawie Ormuz, ale spotkanie odwołano, gdy Arabia Saudyjska zażądała poprawek, z których tylko część została zaakceptowana. Saudyjska kalkulacja zmieniła się wcześniej, gdy Huti przejęli jemeńskie wybrzeże Morza Czerwonego i gdy pod ostrzał trafił ważny saudyjski rurociąg. To wyjaśnia, dlaczego Rijad nie chce porozumienia, które wzmocniłoby Iran bez ograniczenia jemeńskiego frontu.
Źródło: associated-press
Czwarty element jest militarny i rozgrywał się równolegle do dyplomacji, co jest w tej wojnie regułą, nie wyjątkiem. Jak podała w niedzielę telewizja Al Dżazira, w cieśninie Ormuz i na Morzu Omańskim paliły się trzy tankowce, a irańska marynarka poinformowała, że jeden z nich zapalił się na Morzu Omańskim po tym, jak Gwardia Rewolucyjna zgłosiła, że drugi supertankowiec wszedł na minę morską i stanął w ogniu. Agencja Anadolu podała wcześniej, że irańska marynarka mówiła o supertankowcu, który wszedł na minę, co wywołało potężną eksplozję, a agencja Reutera i Radio Wolna Europa opisywały jednostkę przewożącą ponad dwa miliony baryłek ropy. Ta sekwencja komunikatów jest ważna, bo pokazuje, że miny, a nie rakiety, stały się głównym narzędziem tej fazy wojny: są tanie, trudne do wykrycia i nie wymagają obecności okrętu, a jednocześnie uderzają w całą żeglugę, nie w konkretny cel wojskowy.
Źródło: al-jazeera
Piątym elementem jest cena, i to ona przenosi wojnę do kieszeni konsumentów na całym świecie. Jak podała agencja Reuters 16 października, ropa Brent po raz pierwszy od maja dotknęła poziomu 110 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI zamknęła się dzień wcześniej na 97,97 dolara po wzroście o 3,03 procent. W niedzielę rano notowania Brent oscylowały wokół 109,86 dolara, według danych serwisu Convex. To poziom, który w Stanach Zjednoczonych przekłada się bezpośrednio na cenę benzyny, a więc na wynik wyborów z 3 listopada, i właśnie dlatego Biały Dom godzi się na ustępstwa wobec Moskwy w sprawie diesla i gazu, o czym szerzej w części amerykańskiej. Dla Azji oznacza to droższy import, presję na waluty i inflację w krajach, które importują większość ropy, a dla Europy kolejny argument w sporze o to, czy wracać do rosyjskiego surowca.
Źródło: reuters
Wiara w ten blok wymaga rozdzielenia trzech warstw. Plan siedmiodniowy jest faktem jako oferta: potwierdzają go agencja Associated Press, wystąpienie ministra i irańskie media państwowe, ale nie ma potwierdzenia, że Waszyngton go otrzymał w tej formie i rozważa. Warunki, które podał Araghchi, są jego słowami, nie tekstem porozumienia. Liczby o ruchu morskim, w tym 60 procent przedwojennego poziomu, pochodzą od strony irańskiej i nie są niezależnie weryfikowane. Statystyki ataków na statki są z natury niepełne, bo armatorzy zgłaszają tylko część incydentów, a część dzieje się poza systemem monitoringu. I wreszcie trzeba powiedzieć wprost: oferta Teheranu jest skierowana do wyborcy amerykańskiego tyle samo, co do Waszyngtonu, bo jeśli Biały Dom ją odrzuci, ciężar winy za drożejącą ropę przejdzie na administrację.
Źródło: associated-press