Geopolityka — briefing światowy (wydanie poranne, 18 października 2026)
Punktem odniesienia jest wydanie popołudniowe z 17 października, dostarczone o godzinie 14:49 czasu polskiego. Od tamtej chwili obraz świata przesunął się w czterech miejscach i trzy z tych przesunięć mają dokument albo oficjalny komunikat, a nie tylko anonimowy przeciek. Pierwsze dotyczy cieśniny Ormuz, gdzie Teheran po raz pierwszy podał publicznie konkretny harmonogram jej ponownego otwarcia, a jednocześnie tej samej nocy na minach zapaliły się kolejne tankowce. Drugie dotyczy Rosji, której Stany Zjednoczone oferują nie tylko ulgę sankcyjną, ale też powrót do sprzedaży gazu Europie, co byłoby odwróceniem pięciu lat polityki energetycznej Zachodu. Trzecie dotyczy Chin, które po raz pierwszy zaproponowały kontrolę eksportu samych wag modeli sztucznej inteligencji, a nie tylko chipów. Czwarte jest militarne i rozgrywa się tej nocy nad Bałtykiem oraz w głębi Rosji.
Ukraina i Europa: Amerykanie proponują Europie rosyjski gaz, a Ukraina uderza w Petersburg
Najważniejszą nową informacją polityczną jest to, co ujawnił dziennik The New York Times w materiale opublikowanym 17 października. Jak podała ta gazeta, powołując się na osoby znające przebieg rozmów, wysłannicy pokojowi Donalda Trumpa, Jared Kushner i Steve Witkoff, przedstawiają stronom ukraińskiej i europejskim propozycję, która odwraca dotychczasową politykę energetyczną USA wobec Moskwy: Europa miałaby wznowić zakupy większych ilości rosyjskiego gazu, a Ukraina rozważyć ponowne uruchomienie rurociągów, którymi surowiec płynął do Europy przed wojną. Pomysł został przedstawiony między innymi prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu podczas wizyty amerykańskich wysłanników w Kijowie we wrześniu. Amerykanie argumentują, że chodzi o zachętę dla Władimira Putina do zakończenia wojny, a część przychodów miałaby zasilać Ukrainę. Europejscy urzędnicy obecni w tych rozmowach mieli zareagować oporem, bo propozycja cofa wysiłek Unii, wspierany zresztą przez Waszyngton, na rzecz uniezależnienia się od rosyjskiego gazu.
Źródło: nyt
Ta informacja nie jest wyizolowanym przeciekiem i właśnie dlatego trzeba ją traktować poważnie. Tydzień wcześniej agencja Reuters podała, że Stany Zjednoczone i Rosja badają możliwość sprzedaży rosyjskiego gazu do Europy, a Kushner w Kijowie mówił o tak zwanych umowach na rzecz dobrobytu, które mają przekonać Moskwę do pokoju. Dwa niezależne źródła, jedna agencja i jeden dziennik, opisują więc ten sam kierunek polityki. Trzeba jednak powiedzieć jasno, czego nie wiemy: nie ma oficjalnego dokumentu, nie ma potwierdzenia Białego Domu, a cała relacja opiera się na anonimowych rozmówcach. To jest fakt medialny wysokiej rangi, ale nie jest to decyzja.
Źródło: reuters
Tłem tego ruchu jest to, co opisałem szczegółowo w wydaniu popołudniowym z 17 października: zawieszenie przez Trumpa sankcji i ceł zapisanych w ustawie imienia Lindseya Grahama oraz umowa na dostawy rosyjskiego diesla. Nowe jest teraz to, że kolejnym elementem układanki ma być gaz, czyli towar o znacznie większym ciężarze politycznym niż diesel. Dla Kijowa oznacza to sprzeczny sygnał: jednego dnia Waszyngton blokuje sankcje, drugiego proponuje, by Europa wpuściła rosyjskie cząsteczki z powrotem do swoich rur, a wszystko to pod hasłem przyspieszenia pokoju.
W tej samej dobie Ukraina pokazała, że jej zdolność uderzania w rosyjską energetykę nie zniknęła, i to jest drugi nowy fakt. Jak podał portal The Kyiv Independent w relacji z 18 października, ukraińskie drony zaatakowały Petersburg, a wśród trafionych obiektów znalazł się terminal naftowy w porcie, centrum danych koncernu VKontakte oraz ośmiopasmowy most. Według ukraińskich kanałów monitorujących atak rozpoczął się o godzinie 2:50 czasu miejscowego. Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko poinformował, że nad regionem zestrzelono 127 dronów, a odłamki uszkodziły między innymi cztery samochody na parkingu. Rosyjski niezależny portal Astra podał, że trafiona została również stacja transformatorowa, w regionie wystąpiły przerwy w dostawie prądu i spadek ciśnienia wody, a uszkodzony został budynek mieszkalny. Terminal w Petersburgu jest jednym z największych rosyjskich obiektów przeładunku i eksportu paliw, z przepustowością szacowaną na 12,5 miliona ton rocznie, a ukraiński producent dronów Fire Point twierdził, że w ataku użyto maszyny typu FP-1. Ten sam terminal był już trafiony 4 lipca.
Źródło: kyiv-independent
Znaczenie tego uderzenia wykracza poza straty materialne. Petersburg leży 856 kilometrów od granicy z Ukrainą, a atak objął jednocześnie infrastrukturę paliwową, telekomunikacyjną i transportową, co pokazuje, że ukraiński plan uderzeń w głąb Rosji nie został wstrzymany mimo nacisków amerykańskich. Co więcej, portal The Kyiv Independent opisał ten atak wprost jako następstwo załamania jednostronnie ogłoszonego przez Trumpa rozejmu energetycznego. To sformułowanie redakcji, nie moje, ale oddaje istotę problemu: porozumienie o nieatakowaniu energetyki, ogłoszone bez podpisów i bez mechanizmu weryfikacji, nie przetrwało nawet dwóch tygodni.
Źródło: kyiv-independent
Trzecim nowym elementem jest skala rosyjskiego uderzenia w ukraińską energetykę, które miało miejsce w nocy z piątku na sobotę i które prezydent Zełenski nazwał jednym z największych w tej wojnie. Jak podał w sobotę dziennik Times of India, powołując się na wpis Zełenskiego w serwisie X, Rosja zaatakowała ponad 15 kluczowych obiektów wytwarzania i przesyłu energii w różnych regionach, a ataki trwały od godziny 19:00 w piątek do 7:00 w sobotę. Najtrudniejsza sytuacja panowała w Łucku, Równem, Żytomierzu, Winnicy, Szepetówce, Sławatyczach i Netiszynie, a obiekty energetyczne ucierpiały także w obwodach charkowskim, kijowskim i dniepropietrowskim. Operator sieci przesyłowej Ukrenergo ogłosił awaryjne wyłączenia prądu w kilku regionach. Według Sił Powietrznych Ukrainy Rosja użyła czterech pocisków manewrujących Kalibr oraz 332 dronów, w tym 31 odrzutowych, a obrona przeciwlotnicza zestrzeliła lub stłumiła 293 cele. W tym miejscu pojawia się rozbieżność, którą warto odnotować: The Kyiv Independent podał, że zestrzelono 289 z 332 dronów, a agencja SANA, powołując się na ukraińskie Siły Powietrzne, mówi o 293 celach. Różnica czterech maszyn wynika najprawdopodobniej z innego sposobu liczenia dronów odrzutowych i stłumionych, ale pokazuje, jak niepewne są nawet oficjalne statystyki w trakcie trwającej operacji.
Źródło: kyiv-independent
Front w tym czasie nie zwolnił, a dostępne raporty pozwalają pokazać dwie doby i różnicę tempa. Jak podał Ukrinform, powołując się na raport Sztabu Generalnego z godziny ósmej w piątek, 15 października odnotowano 304 starcia bojowe, 83 naloty, zrzut 271 bomb kierowanych, użycie 7 059 dronów kamikadze i 2 551 ostrzałów artyleryjskich, a w sektorze pokrowskim Rosjanie atakowali 60 razy. W raporcie z godziny ósmej w sobotę, obejmującym 16 października, liczba starć spadła do 238, nalotów było 71, bomb kierowanych 261, dronów kamikadze 7 433, a ostrzałów 2 699; pod Pokrowskiem odparto 30 ataków. To wahanie między dobami jest typowe dla tej wojny i nie pozwala mówić o przełomie w żadną stronę. Straty rosyjskie od początku inwazji Sztab szacuje na około 1 562 970 żołnierzy, ale te dane są stroną konfliktu, a nie niezależnym pomiarem, i tak trzeba je czytać.
Źródło: ukrinform
Do tego dochodzą dwa fakty na skrzydle natowskim, które w poprzednich wydaniach nie były opisane. Jak podało w nocy z soboty na niedzielę biuro prasowe The Kyiv Independent, rumuńskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w przestrzeń powietrzną kraju wleciały dwa drony odrzutowe z rodziny Geran, czyli maszyny, których Rosja używa do ataków na Ukrainę; resort nie wskazał, do kogo należały. Osobno rzecznik ukraińskiej Straży Granicznej Andrij Demczenko powiedział, że na Białorusi działa sprzęt, który przekazuje lub wzmacnia sygnały dla rosyjskich dronów Shahed i Geran lecących w kierunku zachodniej Ukrainy i granicy z Polską. To dwa elementy jednego zjawiska: wojna powietrzna przestała mieścić się w granicach Ukrainy, a Mińsk odgrywa w niej rolę operacyjną, nie tylko polityczną.
Źródło: kyiv-independent
Politycznie Zełenski domykał w sobotę trzy sprawy, które warto zapisać, bo pokazują, na czym stoi ukraińska pozycja przetargowa. Po pierwsze, powiedział, że rosyjskie aktywa zamrożone w Europie są obecnie w pełni pod kontrolą europejską i na razie bezpieczne. Po drugie, poinformował, że Kijów zabezpieczył kontrakty i zapewnienia partnerów w sprawie dodatkowych dostaw amunicji do F-16, a obecny poziom dostaw określił jako zadowalający. Po trzecie, w piątek poprosił unijnych przywódców o dodatkowe 70 miliardów euro na obronę i odporność w 2027 roku, bo budżet Ukrainy nie domyka się w obliczu rosnących ataków. To nie są wielkie przełomy, ale tworzą tło dla pytania, które wróci w najbliższych tygodniach: czy Europa zapłaci za wojnę, której Ameryka chce coraz taniej.
Wiara w ten blok wymaga trzech rozróżnień. Relacja o propozycji gazowej jest solidna o tyle, że potwierdza ją zbieżność dwóch niezależnych redakcji, ale opiera się na anonimach i nie ma potwierdzenia rządu USA, więc opisuję ją jako kierunek polityki, a nie decyzję. Dane o rosyjskim ataku na energetykę pochodzą od prezydenta Ukrainy i ukraińskich sił powietrznych, czyli od strony zaatakowanej, i nie zostały niezależnie zweryfikowane na miejscu. Dane o stratach rosyjskich i o liczbie starć są wyłącznie ukraińskie. Natomiast fakt uderzenia na Petersburg potwierdzają zarówno rosyjskie media państwowe, jak i gubernator obwodu, a więc źródła, które nie mają interesu w wyolbrzymianiu skuteczności ukraińskich dronów. To rzadki przypadek, w którym strona rosyjska mimowolnie potwierdza relację strony ukraińskiej.
Ormuz, Iran i Jemen: Teheran daje siedem dni, a tankowce palą się na minach
Najważniejsza nowa informacja w tym obszarze ma charakter dyplomatyczny i jest najbardziej konkretną publiczną ofertą ze strony irańskiej od czasu porozumienia w Islamabadzie z 17 czerwca. Jak podała agencja Associated Press w materiale opublikowanym w sobotę, minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi przedstawił dziennikarzom przed siedzibą Rady Bezpieczeństwa ONZ plan, w którym Teheran zobowiązuje się otworzyć cieśninę Ormuz w ciągu siedmiu dni od momentu, w którym Stany Zjednoczone spełnią trzy warunki: zniosą blokadę morską irańskich portów, uchylą sankcje na sprzedaż irańskiej ropy oraz doprowadzą do zawieszenia broni, które obejmie także Liban. Araghchi powiedział, że pierwsze kroki zajmą od czterech do pięciu dni, cieśnina zostanie otwarta szóstego dnia, a siódmego dnia rozpoczną się rozmowy o ostatecznym porozumieniu, w tym o programie nuklearnym. Zaznaczył przy tym, że zegar zacznie tykać dopiero w chwili amerykańskiej akceptacji planu.
Źródło: associated-press
Ten sam plan Araghchi opisał w sobotę w Bagdadzie na posiedzeniu Rady Ministrów Spraw Zagranicznych Organizacji Współpracy Islamskiej, i tam pojawiły się szczegóły, których nie ma w depeszy agencyjnej. Jak wynika z opublikowanego tekstu wystąpienia, cytowanego przez irański portal Tabnak, plan został przekazany Stanom Zjednoczonym przez Katar. Iran powołał się też na porozumienie podpisane w Islamabadzie 17 czerwca, w którym zobowiązał się ułatwić bezpieczne przemieszczanie się statków, i przekonywał, że w ciągu dwóch tygodni ruch morski odzyskał około 60 procent poziomu przedwojennego, zanim jednostronne amerykańskie działania militarne zablokowały realizację uzgodnień. To narracja strony irańskiej, ale zawiera weryfikowalny element: porozumienie z Islamabadu i rolę Pakistanu oraz Kataru jako mediatorów potwierdzają także źródła zachodnie.
Drugim nowym elementem jest to, że w Teheranie ten plan nie jest przyjmowany jednomyślnie, i to jest informacja o tyle cenna, że pokazuje realną geometrię władzy. Jak podała agencja Associated Press, powołując się na wypowiedzi i komunikaty, radykalny deputowany Ebrahim Rezaji napisał w serwisie X, że samo spotkanie z wrogim agresorem jest oznaką słabości, a Zgromadzenie Ekspertów, ciało duchownych szyickich, które wyznacza najwyższego przywódcę, oświadczyło, że nie ma innej drogi niż opór. Przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf, który wcześniej był głównym negocjatorem w rozmowach z Waszyngtonem, przyznał publicznie, że w elicie istnieje podział: jeden nurt mówi o wojnie, ale nie oferuje mechanizmu jej zakończenia, a drugi nie docenia narodowych możliwości. Jego zdaniem pierwszy błąd trzyma kraj w permanentnym kryzysie, a drugi oddaje zasoby i godność w ręce wroga. To rzadko tak szczera wypowiedź w irańskim systemie i warto ją cytować, bo pokazuje, że oferta z siedmioma dniami jest narzędziem w wewnętrznej grze, nie wyłącznie gestem wobec Waszyngtonu.
Źródło: associated-press
Trzeci element jest regionalny i tłumaczy, dlaczego porozumienie w sprawie cieśniny jest tak kruche. Jak podała agencja Associated Press, powołując się na osobę zaznajomioną z rozmowami, w tym miesiącu przywódcy państw Zatoki planowali spotkanie w Omanie poświęcone powstającemu porozumieniu między Omanem i Iranem w sprawie Ormuz, ale spotkanie odwołano, gdy Arabia Saudyjska zażądała poprawek, z których tylko część została zaakceptowana. Saudyjska kalkulacja zmieniła się wcześniej, gdy Huti przejęli jemeńskie wybrzeże Morza Czerwonego i gdy pod ostrzał trafił ważny saudyjski rurociąg. To wyjaśnia, dlaczego Rijad nie chce porozumienia, które wzmocniłoby Iran bez ograniczenia jemeńskiego frontu.
Źródło: associated-press
Czwarty element jest militarny i rozgrywał się równolegle do dyplomacji, co jest w tej wojnie regułą, nie wyjątkiem. Jak podała w niedzielę telewizja Al Dżazira, w cieśninie Ormuz i na Morzu Omańskim paliły się trzy tankowce, a irańska marynarka poinformowała, że jeden z nich zapalił się na Morzu Omańskim po tym, jak Gwardia Rewolucyjna zgłosiła, że drugi supertankowiec wszedł na minę morską i stanął w ogniu. Agencja Anadolu podała wcześniej, że irańska marynarka mówiła o supertankowcu, który wszedł na minę, co wywołało potężną eksplozję, a agencja Reutera i Radio Wolna Europa opisywały jednostkę przewożącą ponad dwa miliony baryłek ropy. Ta sekwencja komunikatów jest ważna, bo pokazuje, że miny, a nie rakiety, stały się głównym narzędziem tej fazy wojny: są tanie, trudne do wykrycia i nie wymagają obecności okrętu, a jednocześnie uderzają w całą żeglugę, nie w konkretny cel wojskowy.
Źródło: al-jazeera
Piątym elementem jest cena, i to ona przenosi wojnę do kieszeni konsumentów na całym świecie. Jak podała agencja Reuters 16 października, ropa Brent po raz pierwszy od maja dotknęła poziomu 110 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI zamknęła się dzień wcześniej na 97,97 dolara po wzroście o 3,03 procent. W niedzielę rano notowania Brent oscylowały wokół 109,86 dolara, według danych serwisu Convex. To poziom, który w Stanach Zjednoczonych przekłada się bezpośrednio na cenę benzyny, a więc na wynik wyborów z 3 listopada, i właśnie dlatego Biały Dom godzi się na ustępstwa wobec Moskwy w sprawie diesla i gazu, o czym szerzej w części amerykańskiej. Dla Azji oznacza to droższy import, presję na waluty i inflację w krajach, które importują większość ropy, a dla Europy kolejny argument w sporze o to, czy wracać do rosyjskiego surowca.
Źródło: reuters
Wiara w ten blok wymaga rozdzielenia trzech warstw. Plan siedmiodniowy jest faktem jako oferta: potwierdzają go agencja Associated Press, wystąpienie ministra i irańskie media państwowe, ale nie ma potwierdzenia, że Waszyngton go otrzymał w tej formie i rozważa. Warunki, które podał Araghchi, są jego słowami, nie tekstem porozumienia. Liczby o ruchu morskim, w tym 60 procent przedwojennego poziomu, pochodzą od strony irańskiej i nie są niezależnie weryfikowane. Statystyki ataków na statki są z natury niepełne, bo armatorzy zgłaszają tylko część incydentów, a część dzieje się poza systemem monitoringu. I wreszcie trzeba powiedzieć wprost: oferta Teheranu jest skierowana do wyborcy amerykańskiego tyle samo, co do Waszyngtonu, bo jeśli Biały Dom ją odrzuci, ciężar winy za drożejącą ropę przejdzie na administrację.
Źródło: associated-press
Stany Zjednoczone: Kongres oburzony, ale do wyborów nie zrobi nic
W Waszyngtonie nowy jest nie sam akt zawieszenia sankcji, który opisałem w wydaniu popołudniowym z 17 października, lecz skala i charakter reakcji Kongresu oraz to, co z niej wynika proceduralnie. Jak podała agencja Associated Press w materiale opublikowanym w sobotę wieczorem, decyzja prezydenta o uchyleniu sankcji na Rosję na kilka dni przed ich wejściem w życie wywołała oburzenie w obu partiach, które przecież ustawę przyjęły przytłaczającą większością. Senator Rick Scott z Florydy powiedział w rozmowie z agencją, że Rosja jest agresorem i trzeba na nią wywierać presję gospodarczą, więc to nie jest pierwsza rzecz, którą on by zrobił. Senator Thom Tillis z Karoliny Północnej napisał w mediach społecznościowych, że decyzja jest więcej niż nieodpowiedzialna, i zapytał, której części egzekwowania ustawy przyjętej 86 do 11 głosów nie rozumie prezydent wraz z doradcami. Dodał, że oddawanie pola rosyjskiemu dyktatorowi jest nie do przyjęcia. Senator John Cornyn z Teksasu powiedział z kolei, że Lindsey byłby zgorszony.
Źródło: associated-press
Te cytaty nie są ozdobą, bo pokazują coś istotnego: sprzeciw wobec polityki rosyjskiej Trumpa nie ogranicza się dziś do Demokratów, a jednocześnie nie ma żadnego mechanizmu, który mógłby ją zatrzymać przed wyborami. Izba Reprezentantów i Senat są na przerwie do dnia wyborów, czyli do 3 listopada, a prezydent zawiesił sankcje bezterminowo, powołując się na interes bezpieczeństwa narodowego. Lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer nazwał decyzję dawaniem rosyjskiej gospodarce oddechu i stwierdził, że układ z diabłem staje się coraz brudniejszy, a senator Elizabeth Warren powiedziała, że Trump okazuje lekceważenie Kongresowi i umożliwia Putinowi kontynuowanie wojny. Wszystko to razem oznacza, że do wyborów nie będzie żadnej kontrakcji ustawowej, a ewentualna próba odwrócenia decyzji po 3 listopada będzie już rozgrywką na nowym układzie sił.
Nowe są też liczby dotyczące umowy na diesla, które wcześniej nie były podane w tak konkretnej formie. Jak podał dziennik The Guardian, Trump zapowiedział, że Rosja natychmiast dostarczy ponad 300 tysięcy ton diesla, następnie dodatkowe 500 tysięcy ton w listopadzie i milion ton wkrótce potem, a w krótkim czasie po tym kolejne trzy miliony ton. Dwunastu senatorów, w tym sześciu Republikanów, podpisało list wzywający prezydenta do wycofania się z umowy i do egzekwowania uprawnień sankcyjnych zawartych w ustawie imienia Grahama. Rosyjski wysłannik prezydencki Kiriłł Dmitrijew napisał w mediach społecznościowych, że zawieszenie ustawy Grahama jest ważnym i prawdziwie historycznym momentem. To zdanie jest najlepszym dowodem na to, jak decyzję odbiera Moskwa, i nie wymaga komentarza.
Źródło: the-guardian
Politycznie cała sprawa wpisuje się w jeden mechanizm, który warto nazwać wprost: administracja próbuje obniżyć cenę paliwa przed wyborami, a narzędziem ma być rosyjski surowiec, bo ataki na rosyjskie rafinerie i wojna w Zatoce podniosły ceny. Jak podała agencja Reuters w sondażu Reuters/Ipsos z 9 października, większość Amerykanów, w tym większość w obu partiach, obwinia politykę Trumpa za rosnące koszty życia, a około jednej czwartej Republikanów nie aprobuje jego postępowania w gospodarce; wśród niezależnych ten odsetek wynosi 63 procent, a wśród Demokratów 92 procent. Sondaż Reuters/Ipsos z początku października dawał prezydentowi 32 procent poparcia, co było najniższym wynikiem w jego karierze. To kontekst, nie nowina dnia, ale bez niego nie da się zrozumieć, dlaczego Biały Dom robi rzeczy, które jego własna partia nazywa nieodpowiedzialnymi.
Źródło: reuters
Nowy jest natomiast akcent wyborczy w Karolinie Południowej, który pokazuje, jak ustawa Grahama stała się zakładem w kampanii. Jak podała agencja Associated Press, Darline Graham, siostra zmarłego senatora, mianowana na jego miejsce przez gubernatora, startuje w wyborach przeciwko demokratce Annie Andrews i w sobotę na wiecu mówiła, że prezydent i ona mają ten sam cel, czyli zakończenie wojny i obniżenie cen paliwa, ale osobiście wybrałaby utrzymanie presji na Rosję, bo nie ufa Putinowi. Trump ma w przyszłym tygodniu wiecować w tym stanie. To pokazuje, że nawet rodzina autora ustawy nie zamierza bronić decyzji o zawieszeniu, a jednocześnie nie chce wejść w otwarty konflikt z prezydentem, którego poparcie jest jej potrzebne.
Źródło: associated-press
W polityce pieniężnej nic istotnego się nie zmieniło wobec tego, co opisałem szczegółowo w wydaniu porannym z 17 października, godzina 06:11 czasu polskiego, gdzie omówiłem wystąpienie szefa Rezerwy Federalnej Kevina Warsha w Bangkoku i wycenę rynkową podwyżki stóp. Nie ma nowych wypowiedzi ani decyzji, a najbliższe istotne wydarzenie to posiedzenie Fed pod koniec miesiąca.
Wiara w ten blok wymaga dwóch zastrzeżeń. Cytaty senatorów są autentyczne i pochodzą z depeszy agencji Associated Press oraz z dziennika The Guardian, więc warstwa faktograficzna jest mocna. Natomiast ocena, że decyzja ma charakter wyborczy, jest interpretacją, którą podziela wielu komentatorów, ale której Biały Dom nie potwierdza; oficjalne uzasadnienie mówi o interesie bezpieczeństwa narodowego. Trzeba też pamiętać, że zawieszenie sankcji nie oznacza ich zniesienia: ustawa obowiązuje, a prezydent może w każdej chwili zmienić decyzję, co oznacza, że mamy do czynienia z zawieszeniem politycznym, nie prawnym.
Źródło: associated-press, the-guardian
Chiny i wojna ekonomiczna: Pekin chce kontrolować eksport wag modeli, nie tylko chipów
Najważniejszym nowym faktem w tym obszarze i prawdopodobnie najważniejszym faktem technologicznym całej doby jest chiński projekt kontroli eksportu technologii sztucznej inteligencji. Jak wynika z ogłoszenia numer 48 z 2026 roku, opublikowanego 16 października o godzinie 16:00 czasu pekińskiego przez Ministerstwo Handlu wspólnie z Ministerstwem Nauki i Technologii, Pekin proponuje dopisanie 40 technologii do katalogu objętych zakazem lub ograniczeniem eksportu, z czego 23 dotyczą sztucznej inteligencji. Czternaście pozycji miałoby być zakazanych, a 26 objętych wymogiem licencji. Projekt obejmuje między innymi wagi modeli, punkty kontrolne, kod źródłowy, architekturę oraz metody treningu i wnioskowania modeli dużych, a próg wejścia jest wysoki: co najmniej dwa biliony parametrów, co najmniej 10 do potęgi 26 operacji zmiennoprzecinkowych podczas treningu albo miejsce w pierwszej dziesiątce globalnych rankingów w chwili eksportu. Osobno wpisano agentów: ci, którzy rozkładają polecenie na łańcuchy co najmniej 20 kroków, uruchamiają jednocześnie 60 agentów albo korzystają z 200 narzędzi z 90-procentową skutecznością, też podlegają ograniczeniom. W katalogu znalazły się również klastry obliczeniowe powyżej 10 tysięcy kart akceleratorów.
Drugi element tego ogłoszenia jest równie ważny jak sam zakres, bo pokazuje chińską metodę działania. Projekt jest otwarty na konsultacje do 15 listopada, ale rejestracja technologii objętych wykazem przed eksportem obowiązuje już od 16 października. Innymi słowy, Pekin wprowadził natychmiastowy obowiązek administracyjny i jednocześnie zaprosił do dyskusji o ostatecznym kształcie listy. To wzorzec znany z wcześniejszych chińskich regulacji: najpierw kontrola ruchu, potem dopracowanie definicji. Rzecznik Ministerstwa Handlu zapewnił, że przegląd katalogu nie jest wymierzony w żaden kraj, region ani podmiot, a technologie już publiczne, czyli udostępnione w otwartym źródle lub opisane w publikacjach naukowych, nie są objęte kontrolą. Korzystanie z modelu przez interfejs programistyczny, aplikację albo usługę w chmurze również pozostaje poza zakresem, bo nie jest eksportem technologii, tylko świadczeniem usługi.
Trzeci element to strona tajwańska, którą opisałem w wydaniu popołudniowym z 17 października, ale teraz widać jej pełny mechanizm. Jak podała agencja Bloomberg 16 października, Tajwan zamierza dodać serwery sztucznej inteligencji i zaawansowane półprzewodniki do listy towarów kontrolowanych, co po wejściu w życie uczyni wysyłkę ograniczonego sprzętu do Chin przestępstwem w rozumieniu ustawy o handlu zagranicznym. Wcześniej ograniczenia opierały się na liście firm, co pozwalało omijać je przez spółki córki i pośredników. Teraz odpowiedzialność karna ma objąć sam akt wysyłki, niezależnie od tego, kto jest odbiorcą. To zmiana jakościowa, bo przenosi ciężar z kontroli podmiotu na kontrolę towaru.
Źródło: bloomberg
Zestawienie obu ruchów daje obraz, którego nie było jeszcze tydzień temu: Stany Zjednoczone i Tajwan kontrolują odpływ chipów na zachód, a Chiny kontrolują odpływ wag modeli i metod treningu na wschód. To dwa ramiona tego samego zjawiska, którym jest rozcinanie stosu technologicznego na część sprzętową i część modelową. Do tej pory uwaga świata skupiała się na chipach, bo to one są wąskim gardłem. Chiński projekt pokazuje, że Pekin uznał, iż jego przewaga może leżeć nie w sprzęcie, lecz w modelach i w wiedzy o ich trenowaniu, i że tę przewagę trzeba chronić tak samo jak Stany Zjednoczone chronią litografię.
Czwarty element to kalendarz, który wyznacza rytm tej wojny. Jak podała agencja Reuters 23 września, Stany Zjednoczone i Chiny przedłużyły rozejm handlowy o dwa miesiące, do 10 stycznia, wraz z pauzą w triple-cyfrowych taryfach. Osobno chińskie Ministerstwo Handlu zawiesiło do 10 listopada wszystkie nowe kontrole eksportu opublikowane 9 października, w tym surowce krytyczne. Mamy więc dwa zegary: jeden bije 10 listopada, drugi 10 stycznia, a chiński projekt z 16 października dokłada trzeci termin, 15 listopada, czyli koniec konsultacji. To układ, w którym każda ze stron ma w ręku narzędzie do użycia tuż przed kolejną rundą rozmów, i dlatego żadnej z tych dat nie należy traktować jako przypadkowej.
Źródło: reuters
Piąty element jest gospodarczy i dotyczy tego, czego jeszcze nie opublikowano. Jak podała agencja Reuters 15 października, ekonomiści prognozują, że chińska gospodarka urosła w trzecim kwartale o 4,4 procent rok do roku, czyli nieco szybciej niż w drugim kwartale, dzięki środkom stymulacyjnym. Dane mają się pojawić w najbliższych dniach, a Narodowe Biuro Statystyki publikowało dotąd tylko wskaźniki cen z września. To ważne, bo chińska kontrola eksportu technologii jest ruchem kraju, który jednocześnie walczy o wzrost i o pozycję w łańcuchu wartości, a nie kraju, który czuje się pewnie.
Źródło: reuters
Wiara w ten blok wymaga trzech uwag. Podstawą jest oficjalne ogłoszenie ministerstw, a więc dokument, nie przeciek, i to jest warstwa najtwardsza. Natomiast szczegółowe progi, w tym dwa biliony parametrów i 10 do potęgi 26, pochodzą z aneksu technicznego i z analiz, które go omawiają; jednym z takich omówień jest tekst serwisu CellCog, który wprost deklaruje, że sam korzysta z chińskich modeli przez interfejsy programistyczne, więc ma interes w tym, by zakres kontroli przedstawić jako wąski. To nie dyskwalifikuje jego analizy, ale każe czytać ją ostrożnie. Trzecia uwaga dotyczy tego, czego nie wiemy: nie wiadomo, czy ostateczny katalog utrzyma progi, czy żaden chiński lab nie opóźni przez to publikacji otwartych wag, i czy Stany Zjednoczone odpowiedzą własnymi ograniczeniami. Dopóki tych odpowiedzi nie ma, mamy do czynienia z projektem o natychmiastowym skutku administracyjnym, ale nie z zamkniętym reżimem.
Sztuczna inteligencja: Anthropic pisze sobie ustawę, stany pozwają OpenAI, a Chiny zamykają wagi
Najważniejszym nowym faktem po stronie regulacyjnej jest treść projektu ustawy, który samo laboratorium Anthropic przekazało poufnie sztabom kongresowym, i tym razem znamy nie tylko fakt, ale i liczby. Jak podał portal Politico 16 października, powołując się na trzy osoby zaznajomione ze sprawą, rząd federalny mógłby wstrzymać wdrożenie modelu tylko wtedy, gdy ten stwarza przewidywalne i bezpośrednie ryzyko strat przekraczających miliard dolarów albo śmierci lub poważnego uszkodzenia ciała więcej niż 50 osób. Te dwa progi są osią całego projektu. Katalog zagrożeń jest wąski i obejmuje trzy kategorie: udział modelu w tworzeniu lub uwolnieniu broni biologicznej, umożliwienie lub przeprowadzenie zakrojonego na szeroką skalę ataku cybernetycznego oraz wymknięcie się modelu spod kontroli zabezpieczeń, które zbudował jego twórca. Zwykłe halucynacje, stronniczość czy słaba jakość odpowiedzi są poza zakresem projektu, i to jest wybór świadomy, nie przeoczenie.
Źródło: politico
Struktura instytucjonalna jest równie istotna jak progi, bo przesądza, kto realnie będzie decydował. Jak wynika z opisów projektu, jedynym kanałem egzekwowania ma być Departament Handlu. Niezależni oceniający, zarejestrowani w tym resorcie, mieliby okresowo badać firmy i ich modele, a jeśli stwierdzą bezpośrednie ryzyko z katalogu, mieliby 72 godziny na zgłoszenie tego do departamentu. Ten z kolei nie mógłby sam wyłączyć modelu, tylko wystąpić do sądu federalnego w Dystrykcie Kolumbii o nakaz wstrzymania wdrożenia. Każdy inny resort, agencja lub urzędnik byliby pozbawieni prawa samodzielnego zawieszenia modelu, co w praktyce zamyka drogę na przykład Federalnej Komisji Handlu czy Departamentowi Sprawiedliwości. Projekt zawiera też przepisy o federalnym pierwszeństwie nad częścią stanowych regulacji bezpieczeństwa sztucznej inteligencji, co jest ceną, jaką Anthropic płaci za jednolity rynek.
Drugi nowy element to kontrast z tym, co robi Kongres, i on najlepiej pokazuje, dlaczego firma w ogóle pisze ustawę. Jak podał portal Law Commentary 16 października, 29 września demokratyczni senatorowie Mark Warner, Brian Schatz i Andy Kim przedstawili ustawę o zarządzaniu ryzykiem i bezpieczeństwie sztucznej inteligencji, oznaczoną jako S. 5576, która tworzyłaby federalną radę bezpieczeństwa sztucznej inteligencji i nakładała wymogi testowania przed publikacją. Warner próbował przeprowadzić ją przez Senat w trybie jednomyślności, ale senator Ted Cruz zgłosił sprzeciw, i projekt leży w komisji handlu. Wniosek jest prosty: w Kongresie nie ma dziś większości dla żadnego modelu regulacji, więc firma, która chce przewidywalności, sama dostarcza tekst, licząc na to, że jej wersja będzie podstawą przyszłej ustawy.
Trzeci element to egzekwowanie, które nie czeka na Kongres i rozgrywa się w dwóch równoległych torach. Jak podała agencja Axios 15 października, a następnie Reuters i CBS News, Federalna Komisja Handlu wysłała cywilne wezwania do Anthropic i OpenAI, żądając dokumentów o incydentach bezpieczeństwa i potencjalnych naruszeniach praw konsumentów. Cztery dni wcześniej, 14 października, osiem stanów, w tym Iowa, Kansas i Arizona, złożyło w swoich sądach pozwy przeciwko OpenAI, twierdząc, że ChatGPT jest niebezpieczny dla dzieci i że firma nie dołożyła należytej staranności w zakresie zabezpieczeń. Prokurator generalny Kansas Kris Kobach powiedział, że stany nie będą czekać z wstrzymanym oddechem na federalne ustawodawstwo. To zdanie jest kluczem do zrozumienia amerykańskiego systemu: dopóki Kongres nie działa, regulatorem stają się prokuratorzy stanowi i komisja handlu, a firmy dostają dwadzieścia różnych reżimów zamiast jednego.
Źródło: axios, reuters, cbs-news
Czwarty element dotyczy konkurencji i jest najlepiej widoczny nie w komunikatach, ale w tym, co ludzie czytają. Jak wynika z rankingu portalu Hacker News w niedzielę rano, wydany 17 października model DeepSeek w wersji cztery przecinek jeden Flash utrzymywał pierwsze miejsce w serwisie z 751 punktami i 607 komentarzami, dziewiętnaście godzin po publikacji. To nie jest miara jakości modelu, ale jest miara realnego zainteresowania środowiska technicznego, a w przypadku modeli otwartych to zainteresowanie przekłada się na wdrożenia. W połączeniu z chińskim projektem kontroli eksportu wag modeli i z tajwańską kryminalizacją wysyłki chipów otrzymujemy obraz trzech sił działających jednocześnie: chińskie laboratoria wypuszczają modele, chiński rząd chce kontrolować ich wagi, a Tajwan i Stany Zjednoczone chcą kontrolować sprzęt. Rywalizacja przenosi się z pytania, kto ma lepszy model, na pytanie, kto ma prawo ten model posiadać.
Źródło: hacker-news
Piąty element jest finansowy i wraca jak refren, bo wyznacza horyzont całej branży. Pierwsza oferta publiczna Anthropica jest przesunięta na listopad, co opisywałem już w wydaniu z 14 października i w wydaniu porannym z 17 października, godzina 06:11 czasu polskiego. Nowe jest tylko to, że równolegle firma zabiega o ustawę, która dałaby jej przewidywalność przed debiutem, i że w tym samym tygodniu dostała wezwanie od komisji handlu. To zestawienie tłumaczy, dlaczego projekt ustawy jest zarazem strategią polityczną i strategią inwestorską.
Wiara w ten blok wymaga czterech rozróżnień. Projekt Anthropica nie został złożony w Kongresie, więc jest dokumentem lobbingowym, nie aktem prawnym; jego treść znamy z relacji Politico opartej na trzech anonimowych źródłach, potwierdzonej ogólnie przez rzecznika firmy, ale bez publikacji tekstu. Progi miliarda dolarów i 50 ofiar są podawane spójnie przez kilka redakcji, co zwiększa wiarygodność, ale nadal pochodzą z opisów, nie z lektury projektu. Wezwania komisji handlu są faktem potwierdzonym przez trzy niezależne redakcje, ale ich zakres znamy tylko częściowo, bo komisja nie publikuje wezwań. Pozwy ośmiu stanów są dokumentami sądowymi, więc warstwa faktyczna jest tu najmocniejsza. I wreszcie liczby o zasięgu DeepSeeka na Hacker News to stan z jednego rankingu, który zmienia się w ciągu godzin, a nie pomiar udziału w rynku.
Źródło: politico, hacker-news
Inne duże sprawy: osadnicy pobili dyplomatów Unii, a Rubio mówi o kryzysie na Zachodnim Brzegu
Najpoważniejszym nowym wydarzeniem poza głównymi frontami jest atak izraelskich osadników na konwój europejskich dyplomatów na Zachodnim Brzegu, do którego doszło w sobotę 17 października w okolicach chrześcijańskiego miasteczka Tajbe. Jak podał dziennik The Guardian, zamaskowani osadnicy zaatakowali między innymi Bernarda Baudoux, siedemdziesięcioośmioletniego mera Aulnoye-Aymeries w północnej Francji, który miał na sobie trójkolorową szarfę urzędową i próbował wsiąść do samochodu z tablicami dyplomatycznymi; mężczyzna został przewrócony na ziemię i kopnięty. Jeden z napastników miał krzyknąć „Niech żyje Francja”. Wraz z merem zagrożeni byli jego żona oraz arcybiskup Cambrai Vincent Dollmann, a grupa liczyła siedmiu mężczyzn, z których część miała kije. W konwoju byli też konsul generalny Francji w Jerozolimie z żoną, konsulowie Belgii i Polski oraz przedstawiciele innych misji. Napastnicy wybili szybę w opancerzonym samochodzie misji belgijskiej, a wcześniej zaatakowali Palestyńczyków pracujących przy zbiorze oliwek na niższych zboczach: pobili kobietę w siódmym dziesiątym roku życia i mężczyznę, który potrzebował sześciu szwów na głowie.
Źródło: the-guardian
To nie był incydent odosobniony, i to jest istota sprawy. Jak podała ta sama gazeta, powołując się na izraelską organizację praw człowieka Yesh Din, od 27 września osadnicy przeprowadzili ponad 170 ataków; według władz palestyńskich zginęły co najmniej cztery osoby, ponad sto zostało rannych, a zniszczono tysiące drzew. Dzień wcześniej, 16 października, osadnicy pobili w miejscowości Abu Falah fotografkę dziennika The Washington Post Heidi Levine, która relacjonowała zbiory; kobieta doznała złamanych kręgów i przeszła operację, a w sobotę jej stan określano jako umiarkowany. To ważne, bo dotąd obecność dziennikarzy, duchownych i dyplomatów działała odstraszająco. Przestała.
Źródło: washington-post
Reakcje są nowe i pokazują, jak bardzo sprawa wymknęła się spod kontroli. Jak podał dziennik Le Monde, sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział w sobotę dziennikarzom, że Waszyngton jest bardzo zaniepokojony tymi obrazami i że prezydent Donald Trump nie chce tarć ani kryzysu na Zachodnim Brzegu. Izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Sa'ar potępił ataki i poinformował, że policja wszczęła śledztwo, ale jednocześnie stwierdził, że zagraniczni dyplomaci ryzykują ataki, jeśli podróżują po Zachodnim Brzegu bez koordynacji z wojskiem. Premier Benjamin Netanyahu, który zabiega o poparcie proosadniczej prawicy przed wyborami 27 października, mówił zamiast tego o kampanii zniesławiania osadników i zauważył, że Baudoux jest komunistą znanym z poparcia dla sprawy palestyńskiej. Jego główny rywal, były szef sztabu Gadi Eisenkot, nazwał atak żydowskim terrorem pod auspicjami izraelskiego rządu i powiedział, że wypala resztki legitymacji państwa. Prezydent Icchak Herzog zadzwonił do rannej fotografki i nazwał atak oburzającym, ambasador USA Mike Huckabee mówił o nikczemnym akcie terroru dokonanym przez zamaskowanych tchórzy i żądał ścigania sprawców, a minister spraw zagranicznych Francji Jean-Noel Barrot wezwał Izrael do natychmiastowego zatrzymania przestępczej przemocy. Wicepremier Belgii Maxime Prévot zapowiedział dalsze starania o unijne sankcje na osadników.
Źródło: le-monde
Tło wyborcze jest niezbędne, by zrozumieć, dlaczego reakcja izraelskiego rządu jest tak rozszczepiona. Wybory 27 października rozstrzygną nie tylko, kto będzie rządził, ale też, czy przemoc osadnicza będzie nadal tolerowana. Netanyahu potrzebuje mandatów osadniczej prawicy, więc nie może potępić sprawców wprost; Sa'ar musi utrzymać relacje z Europą, więc potępia i jednocześnie przerzuca odpowiedzialność na dyplomatów; Eisenkot, który sam popiera żydowską ekspansję na Zachodnim Brzegu, atakuje przemoc, bo uważa, że niszczy ona projekt osadniczy i bezpieczeństwo państwa. Ta trójka mówi różnymi językami o tym samym zjawisku i żaden z tych języków nie prowadzi do zatrzymania sprawców. Warto też odnotować szerszy kontekst bezkarności: były premier Ehud Olmert wezwał w tym tygodniu Międzynarodowy Trybunał Karny do interwencji, co pokazuje, że nawet część izraelskiej elity nie wierzy w krajowy wymiar sprawiedliwości.
W Gazie nie zaszło w ciągu minionej doby nic, co zmieniałoby obraz opisany w wydaniu popołudniowym z 17 października, godzina 14:49 czasu polskiego, gdzie szczegółowo przedstawiłem izraelskie uderzenia z 17 października i rocznicowy bilans. Nowe są natomiast dane humanitarne, które warto zapisać, bo pokazują kierunek. Jak wynika z cotygodniowego indeksu Fundacji Next Century, obejmującego okres od 9 do 15 października, 14 października izraelskie wojsko poinformowało, że do Gazy przestały wjeżdżać towary komercyjne, oskarżając Hamas o pobieranie opłaty od ciężarówek, czemu Hamas zaprzecza. Przez cały tydzień przejście Rafah było zamknięte dla pasażerów, a z Gazy wyjechało dziesięć osób. Liczba ofiar od 7 października 2023 roku wzrosła do 74 392 zabitych i 175 440 rannych, przy czym część przyrostu wynika z korekty retrospektywnej, a nie z nowych zgonów. To liczby strony palestyńskiej, publikowane przez ministerstwo zdrowia w Gazie, i tak trzeba je traktować, ale ich rząd wielkości potwierdzają organizacje międzynarodowe.
Wiara w ten blok jest stosunkowo wysoka, bo mamy tu wiele niezależnych relacji: dziennik The Guardian był na miejscu, agencja Reuters i AFP cytowały świadków, dziennik Le Monde opisał reakcje dyplomatyczne, a izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych potwierdziło fakt ataku i wszczęcie śledztwa. Sporne są interpretacje, nie fakty. Trzeba jednak pamiętać, że liczby Yesh Din i władz palestyńskich dotyczące ataków i ofiar nie są weryfikowane przez stronę izraelską, a dane o ofiarach w Gazie pochodzą od ministerstwa kontrolowanego przez Hamas, co nie znaczy, że są fałszywe, ale znaczy, że nie są niezależne.
Źródło: the-guardian, reuters, afp, le-monde
NAJWAŻNIEJSZE
Najważniejszym wydarzeniem tej doby jest irańska oferta otwarcia cieśniny Ormuz w siedem dni w zamian za zniesienie blokady portów, uchylenie sankcji na ropę i rozejm obejmujący Liban, przedstawiona publicznie przez ministra Abbasa Araghchiego i przekazana Waszyngtonowi przez Katar. Po raz pierwszy od miesięcy Teheran podał publicznie konkretny harmonogram, a nie listę warunków wstępnych, i zrobił to w momencie, w którym jego własna elita jest podzielona, a w cieśninie palą się kolejne tankowce na minach. Znaczenie tego ruchu polega na przerzuceniu ciężaru decyzji na Waszyngton: jeśli Biały Dom odrzuci plan, ropa pozostanie powyżej stu dziesięciu dolarów, a odpowiedzialność za ceny paliwa przed wyborami 3 listopada będzie ciążyła na administracji. Jeśli go przyjmie, w ciągu tygodnia może się okazać, że cieśnina jest otwarta, ale rozejm obejmujący Liban i tak się nie utrzyma, bo Izrael nie jest stroną tych rozmów.
Drugim wydarzeniem jest ujawnienie, że amerykańscy wysłannicy pokojowi proponują Europie powrót do większych zakupów rosyjskiego gazu i wznowienie ukraińskich rurociągów, w połączeniu z bezterminowym zawieszeniem sankcji z ustawy imienia Grahama i umową na dostawy diesla. To nie jest już pojedyncza decyzja, ale spójny kierunek: Waszyngton szuka obniżenia cen energii przez współpracę z Moskwą, a nie przez nacisk na nią. Kongres jest na przerwie do wyborów, więc nie zrobi nic, a reakcja Moskwy, która nazywa zawieszenie ustawy momentem historycznym, pokazuje, kto tę politykę odczytuje jako swoją korzyść. W tym samym czasie Ukraina uderzyła w terminal naftowy i centrum danych w Petersburgu, Rosja zniszczyła ponad piętnaście obiektów energetycznych, a rozejm energetyczny ogłoszony jednostronnie przez Trumpa faktycznie nie istnieje.
Trzecim wydarzeniem jest chiński projekt kontroli eksportu wag modeli sztucznej inteligencji, punktów kontrolnych, kodu i metod treningu dla modeli powyżej dwóch bilionów parametrów, wraz z natychmiastową rejestracją eksportu od 16 października i konsultacjami do 15 listopada. To zmienia naturę wojny technologicznej: dotąd kontrolowano sprzęt, teraz kontrolowany ma być model i wiedza o jego trenowaniu. W połączeniu z tajwańską kryminalizacją wysyłki zaawansowanych chipów do Chin powstaje układ dwóch zwierających się reżimów, w którym prawo do korzystania z modelu i prawo do posiadania jego technologii stają się dwiema różnymi rzeczami. Dla Europy i dla firm w Polsce oznacza to jedno konkretne pytanie: na jakim modelu i czyim prawie będą oparte systemy wdrażane w najbliższych dwóch latach.