Ukraina i Europa: Petersburg po nocy, spór o Starshield i sześćdziesiąt dni Rubio
Najpierw fakty z Rosji, bo one są najlepiej udokumentowane i pochodzą w dużej części od strony rosyjskiej. Jak podała telewizja Al Dżazira w relacji z 18 października, gubernator Petersburga Aleksandr Biegłow poinformował, że w ataku zginęła co najmniej jedna osoba, a pięć zostało rannych, i że strażacy gasili pożary w terminalu naftowym w Petersburgu, w składzie paliw Ruczi oraz w magazynach przemysłowych w dzielnicy Kolpino na południe od miasta. Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdienko podał, że nad regionem zestrzelono 145 dronów, a około dwudziestu tysięcy ludzi pozostało bez prądu. Liczba zestrzelonych maszyn rosła w ciągu dnia, co jest typowe dla takich relacji, bo obrona przeciwlotnicza raportuje kolejne skutki sukcesywnie. Rosyjska agencja TASS nazwała ten atak największym na region od czterech lat, a ministerstwo obrony w Moskwie poinformowało, że w ciągu nocy zneutralizowano tysiąc piętnaście ukraińskich dronów, co jest liczbą dotyczącą całej Rosji, nie samego Petersburga.
Źródło: al-jazeera
Skutki wykraczają poza infrastrukturę paliwową i to jest w tym ataku najważniejsze. Jak podała ta sama stacja, władze miasta ograniczyły działanie lotniska, jednego z najruchliwszych w kraju, firma Ozon poinformowała o pożarze w swoim centrum logistycznym, a koncern VK o ataku na centrum danych w obwodzie leningradzkim, dodając, że usługi dla użytkowników działają normalnie. Zniszczone zostały też budynki mieszkalne i dwa domy. Ukraiński atak uderzył więc jednocześnie w paliwo, w logistykę e-commerce i w infrastrukturę cyfrową, a nie w jeden cel wojskowy. To jest ta sama logika, którą Rosja stosuje wobec Ukrainy od tygodni, tylko odwrócona.
Równolegle Moskwa kontynuowała własną kampanię, a wieczorem przyszły liczby, które porządkują jej skalę. Jak podała telewizja Al Dżazira, powołując się na wpis prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w serwisie X z 18 października, w ciągu minionego tygodnia Rosja użyła przeciw Ukrainie prawie dwóch tysięcy siedmiuset dronów uderzeniowych, tysiąca siedmiuset bomb lotniczych i sześćdziesięciu sześciu rakiet, w większości balistycznych. W samej nocy z soboty na niedzielę zginęły dwie osoby, a dwanaście zostało rannych, w tym dwoje dzieci, a jedno z uderzeń trafiło w przedsiębiorstwo rolne w obwodzie wołyńskim. Zełenski podał też liczbę, która jest dziś najmocniejszym argumentem Kijowa w sporze z Waszyngtonem: od chwili, gdy prezydent Donald Trump ogłosił tak zwany rozejm energetyczny, Rosja uderzyła celowo w ukraiński sektor energetyczny i paliwowy siedemdziesiąt sześć razy. Minionej nocy trafione zostały stacje transformatorowe w obwodach winnickim, żytomierskim, chmielnickim i odeskim. Ta liczba jest oczywiście stroną konfliktu i nie da się jej sprawdzić niezależnie, ale jej rząd wielkości zgadzają się z relacjami operatora sieci i władz regionalnych, które w poprzednich dniach podawały podobne serie awaryjnych wyłączeń.
Źródło: al-jazeera
W tym samym czasie Rosja raportowała własne straty powietrzne, i to jest ten fragment, w którym obie strony mówią o tej samej nocy. Jak podał dziennik The Guardian w porannym przeglądzie z 18 października, mer Moskwy Siergiej Sobianin poinformował, że od północy w sobotę obrona przeciwlotnicza zniszczyła sto dziewięćdziesiąt pięć dronów lecących na stolicę, a rosyjska agencja lotnicza Rosawiacja zawiesiła działanie lotnisk Domodiedowo i Wnukowo. Dzień wcześniej Rumunia poinformowała, że nad Morzem Czarnym zestrzeliła dwa rosyjskie drony, co jest kolejnym ogniwem serii incydentów, w których wojna wychodzi poza granice Ukrainy. W poprzednim wydaniu opisałem szczegółowo dwa drony typu Geran, które wleciały w przestrzeń powietrzną Rumunii, oraz białoruski sprzęt wzmacniający sygnały dla rosyjskich maszyn. Dziś doszło do tego zestrzelenie nad morzem, a więc mamy już nie tylko incydenty graniczne, ale i regularną pracę obrony powietrznej państwa natowskiego nad wodą.
Źródło: the-guardian
Drugi wątek tej doby jest polityczny i dotyczy rzeczy, która dla ukraińskiego pola walki ma większe znaczenie niż jakikolwiek pojedynczy atak. Chodzi o ograniczenie dostępu ukraińskich dronów do łączności satelitarnej Starshield, wojskowej wersji Starlinka, której w wydaniu porannym nie opisywałem, bo wtedy znane były tylko skutki, a nie mechanizm. Dziś wiadomo więcej o mechanizmie i o sporze wokół odpowiedzialności. Jak podała agencja Reuters w materiale z 16 października, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników i jednego zachodniego oficjela, polecenie ograniczenia usługi dla ukraińskiego wojska przyszło z wnętrza Białego Domu, a szefowie Departamentu Obrony otrzymali wiadomość, że usługę Starshield dla armii Ukrainy trzeba spowolnić. Ci sami rozmówcy nie wskazali, kto w Białym Domu podjął decyzję. Wyższy rangą urzędnik amerykański odpowiedział agencji, że prezydent nigdy o nic takiego nie prosił, a Biały Dom nie odpowiedział na pytanie, czy zrobił to ktoś inny z administracji. To rozróżnienie jest istotne, bo nie jest zaprzeczeniem faktu, tylko zawężeniem go do osoby prezydenta.
Źródło: reuters
Trzeci element tego sporu jest jawnie polityczny i padł w niedzielę. Jak podał portal The Kyiv Independent w relacji z 18 października, sekretarz stanu Marco Rubio powiedział dziennikarzom, że nikt w Białym Domu nie kazał nikomu spowalniać internetu ani prędkości, żeby takie drony nie mogły z niego korzystać, nazwał doniesienia kategorycznie fałszywymi i dodał, że nie jest pewien, czy Zełenski wie, o czym mówi, ale że ograniczenie nie było zamierzone. Prezydent Ukrainy twierdzi tymczasem, że limit prędkości stu sześćdziesięciu jeden kilometrów na godzinę nadal obowiązuje, a jego drony przechwytujące latają szybciej niż śmigłowce i właśnie dlatego potrzebują łączności w ruchu. Dziennik The Telegraph podał 16 października, powołując się na cztery źródła, że pomysł ograniczenia prędkości dla ukraińskich sił przedstawił Trumpowi szef SpaceX Elon Musk. Instytut Studiów nad Wojną w ocenie z 17 października napisał wprost, że na ten dzień nie jest jasne, czy ukraińskie siły mogą używać Starlinka i Starshieldu do przechwytywania dronów odrzutowych, bo resort obrony w Kijowie mówił 15 października o przywróceniu pełnego dostępu, a prezydent dzień później o utrzymującym się limicie.
Źródło: kyiv-independent
Ta rozbieżność nie jest drobiazgiem i trzeba ją nazwać wprost, bo dotyka wiarygodności wszystkich stron. Mamy trzy wersje: urzędnicy cytowani przez Reuters mówią o poleceniu z Białego Domu, sekretarz stanu mówi, że to kategorycznie fałsz, a prezydent Ukrainy mówi, że limit nadal działa. Nie da się tych trzech zdań pogodzić, a żadne z nich nie jest poparte dokumentem. Najbardziej oszczędna hipoteza, która pasuje do wszystkich trzech, jest taka, że ograniczenie techniczne istniało i zostało częściowo poluzowane, ale nikt nie chce wziąć za nie odpowiedzialności politycznej. To hipoteza, nie ustalenie.
Źródło: reuters
Czwarty element jest finansowy i dotyczy skali zawieszenia sankcji. Jak podała agencja Reuters 18 października, Rubio powiedział, że prezydent chce wykorzystać sześćdziesiąt dni na analizę, co oznacza, że wykonawcze zawieszenie sankcji z ustawy imienia Grahama nie jest bezterminowe, jak wynikało z piątkowych komunikatów, lecz ma horyzont. Rubio tłumaczył to wysokimi cenami energii i wojną z Iranem oraz tym, że restrykcje dotyczą wielu krajów, nie tylko Rosji. Trump powiedział w sobotę wieczorem, że decyzja jest bardzo dobra i dobra dla świata. Arytmetyka jest prosta i warto ją podać, bo wyznacza kalendarz: jeśli liczyć sześćdziesiąt dni od podpisania rozporządzenia w piątek 16 października, okno zamyka się w połowie grudnia, a więc po wyborach z 3 listopada. Innymi słowy, decyzja o tym, czy sankcje wrócą, zapadnie po głosowaniu, nie przed nim.
Źródło: reuters
Piąty element jest handlowy i po raz pierwszy ma konkretny termin. Jak podała agencja AFP w materiale emitowanym w niedzielę, wysoki rangą rosyjski urzędnik powiedział w wywiadzie, że dostawy rosyjskiego diesla na rynek amerykański zajmą od piętnastu do dwudziestu dni od podpisania kontraktów, choć daty ich zawarcia nadal nie ma. To zdanie jest ważniejsze, niż wygląda, bo pokazuje, że umowa istnieje na papierze i w komunikacji, ale nie ma jeszcze warstwy wykonawczej, a więc jej wpływ na ceny paliwa przed wyborami jest ograniczony.
Źródło: afp
Szósty element dotyczy gazu i jest najbardziej brzemienny w skutki dla Europy. Jak podał portal The Kyiv Post 18 października, powołując się na dziennik The New York Times, wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner zaproponowali wznowienie tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę jako element gospodarczy porozumienia pokojowego, a rozmowy miały dotyczyć także Nord Stream 2. Według tych samych źródeł wcześniejsze zachęty przedstawione w Miami obejmowały odblokowanie do stu miliardów dolarów zamrożonych aktywów rosyjskich, zgodę na wykup zagranicznych operacji Łukoilu przez inwestora z Bliskiego Wschodu oraz złagodzenie sankcji na białoruski potaż. Biały Dom potwierdził, że propozycje pokojowe zawierają zachęty gospodarcze, ale zaprzeczył, jakoby Nord Stream 2 był przedmiotem aktywnych rozmów. Opozycja Berlina jest ostra: doradca kanclerza Friedricha Merza do spraw zagranicznych i bezpieczeństwa Günter Sautter odrzucił pomysł podczas konsultacji na Florydzie, a były minister gospodarki Robert Habeck powiedział, że Europa, a zwłaszcza Niemcy, nie mogą nigdy więcej stać się zależne od rosyjskiego gazu, bo widzieli, jak Rosja jest niewiarygodna. W tle gra polityka wewnętrzna, bo Alternatywa dla Niemiec, notowana blisko trzydziestu procent, kampanię opiera na tanim rosyjskim gazie.
Źródło: kyiv-post (via nyt)
Siódmy element jest wojskowy i dotyczy tego, co dzieje się na froncie, a nie wokół niego. Jak wynika z oceny Instytutu Studiów nad Wojną z 17 października, ukraiński Sztab Generalny publicznie odrzucił twierdzenia szefa sztabu Walerija Gierasimowa, że od 1 września Rosja zajęła ponad tysiąc osiemset kilometrów kwadratowych i dziewięćdziesiąt dwa miejscowości. Rzecznik Sztabu Andrij Kowalow powiedział, że Ukraina wyzwoliła w tym okresie więcej terenu, niż Rosja zajęła, a Instytut, opierając się na materiałach geolokalizowanych, ocenia, że od 1 września Rosja poniosła stratę netto stu dwudziestu dwóch kilometrów kwadratowych. To nie znaczy, że Ukraina wygrywa, bo Rosja nadal posuwa się na północ od Kostiantyniwki, a Ukraina na wschód od Kramatorska, ale znaczy, że oficjalna rosyjska narracja o przełomie nie znajduje potwierdzenia w danych. Instytut zauważa też, że różnica w odległości Rosjan od Zaporoża jest ogromna: Gierasimow mówił o pięciu kilometrach, a materiały wskazują na co najmniej dwadzieścia, licząc tylko zgrupowania, albo jedenaście, jeśli doliczyć przenikanie małych grup.
Wiara w ten blok jest nierówna i trzeba to powiedzieć jasno. Fakt ataku na Petersburg i jego skutki potwierdzają równolegle gubernator, rosyjskie media państwowe i TASS, a więc źródła bez interesu w wyolbrzymianiu ukraińskiej skuteczności; to najmocniejsza warstwa tej relacji. Liczby o rosyjskich uderzeniach pochodzą od prezydenta Ukrainy i ukraińskiego sztabu, czyli od strony zaatakowanej, i nie są niezależnie weryfikowane. Liczby o stratach rosyjskich na froncie są wyłącznie ukraińskie, a ocena Instytutu Studiów nad Wojną jest analizą, nie pomiarem. Sprawa Starshieldu jest natomiast przykładem sytuacji, w której trzy wiarygodne źródła mówią trzy różne rzeczy, i każdy, kto podaje jedną wersję jako pewnik, nadużywa zaufania czytelnika. Relacja o rosyjskim gazie opiera się na anonimowych rozmówcach dziennika The New York Times, a Biały Dom zaprzecza tylko części dotyczącej Nord Stream 2, nie całej propozycji.
Źródło: nyt