Geopolityka — briefing światowy (wydanie poranne, 17 października 2026)
Punktem odniesienia jest analiza z 16 października, godzina 14:50 czasu polskiego. Od tamtego wydania obraz świata przesunął się w czterech miejscach, i to mocno. Pierwsze dotyczy Ukrainy i sposobu, w jaki Kijów i Waszyngton przestali udawać, że są po tej samej stronie sporu, bo Wołodymyr Zełenski wystąpił w Brukseli z konkretnymi liczbami, a Donald Trump nazwał ukraińskie uderzenia w rosyjskie rafinerie hańbą. Drugie dotyczy cieśniny Ormuz i Jemenu, gdzie brytyjski monitor żeglugi ogłosił, że październik stał się najaktywniejszym miesiącem ataków od marca, a lotnisko w Adenie zostało trafione po raz drugi w ciągu tygodnia. Trzecie dotyczy amerykańskiej polityki pieniężnej i wyborczej, gdzie szef Rezerwy Federalnej ponownie odmówił jakiejkolwiek wskazówki, a nowe sondaże pokazały, jak kosztowna politycznie stała się wojna z Iranem. Czwarte dotyczy sztucznej inteligencji, i to nie przez nowy model, lecz przez decyzję trzech największych laboratoriów, że chcą stworzyć własnego, niezależnego regulatora. Tam, gdzie od poprzedniego wydania nic istotnego się nie zmieniło, zaznaczam to wprost.
Ukraina i Europa: Zełenski podaje liczby w Brukseli, a Waszyngton nazywa ukraińskie uderzenia hańbą
Najmocniejszym nowym materiałem tej doby jest wystąpienie Wołodymyra Zełenskiego na drugim dniu szczytu Rady Europejskiej, który obradował w dniach piętnastego i szesnastego października. Prezydent Ukrainy nie ograniczył się do podziękowań, lecz przedstawił europejskim przywódcom rachunek, jakiego wcześniej nie formułował tak otwarcie. Jak wynika z pełnego tekstu jego wystąpienia, opublikowanego przez portal Sofia Globe, powiedział wprost, że wojna będzie w przyszłym roku kosztować sto pięćdziesiąt pięć miliardów euro, i zażądał co najmniej siedemdziesięciu miliardów euro dodatkowego wsparcia na obronę, broń i odporność państwa, nazywając tę kwotę realną. Zwrócił uwagę, że Ukraina mogłaby produkować dwa do trzech razy więcej dronów niż obecnie, ale brakuje na to pieniędzy, a to właśnie drony zatrzymują większość rosyjskich szturmów na froncie i przecinają rosyjskie linie zaopatrzenia. Poprosił również o trzysta przechwytujących pocisków Patriot, przeznaczonych konkretnie do zwalczania pocisków balistycznych, i oświadczył, że Ukraina nie może działać na zasadzie dwóch albo czterech rakiet od jednego państwa raz na kilka miesięcy. Zapowiedział także własny program antybalistyczny o nazwie FREYJA, który ma być przedsięwzięciem ukraińsko-europejskim i produkować interceptory tanie, łatwe do wytwarzania i do modernizacji, przy dzieleniu się technologią z partnerami.
Osobno warto odnotować, jak Zełenski ustawił sprawę rosyjskich aktywów zamrożonych w Europie, bo to wątek, który wraca od kilku dni, a teraz dostał konkretną propozycję instytucjonalną. Jak podał portal Sofia Globe, prezydent Ukrainy zaproponował stworzenie specjalnego, kontrolowanego przez Unię powiernika dla tych środków, którego zadaniem byłoby zmniejszenie ryzyka ich odmrożenia i rozdzielenia między te podmioty, które nie chcą ani dobra Europy, ani końca tej wojny. Jego uzasadnienie było bezpośrednie: jeśli Europa sama nie sięgnie po te pieniądze, Władimir Putin znajdzie sposób, by położyć na nich rękę i użyć ich do finansowania wojny oraz operacji sabotażowych, na przykład takich jak to, co wydarzyło się w Lipsku w Niemczech. Równocześnie zaapelował, by nie łagodzić sankcji wobec Rosji, i nazwał po imieniu mechanizm, który nazwał umową dieslową, twierdząc, że nigdy nie zrównoważy ona skutków kryzysu w cieśninie Ormuz dla rynków światowych, ale za to wpompuje Putinowi pieniądze prosto do kieszeni. Poprosił też o mocny dwudziesty drugi pakiet sankcji, wymierzony w każdą firmę i każdą osobę uczestniczącą w produkcji rosyjskich pocisków balistycznych, zaawansowanych systemów łączności, dronów oraz w rosyjski system finansowy. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen odpowiedziała tego samego dnia, że Unia nie zniesie żadnych sankcji, dopóki Rosja nie zakończy wojny, i zapowiedziała dwudziesty drugi pakiet, a przewodniczący Rady Europejskiej António Costa zapewnił Zełenskiego, że może liczyć na wsparcie nie tylko w wojnie, lecz także na drodze do członkostwa. Prezydent Francji Emmanuel Macron po spotkaniu stwierdził, że kluczowe jest, by Ukraina otrzymała wszystkie środki niezbędne do samoobrony, a premier Polski Donald Tusk napisał, że ukraińscy przyjaciele nie są sami.
Ton z drugiej strony Atlantyku jest jednak nowym elementem, i to takim, którego nie da się już sprowadzić do różnicy zdań. Jak podał dziennik The Guardian, Donald Trump w wywiadzie dla telewizji Newsmax, wyemitowanym w czwartek, nazwał wznowione przez Ukrainę uderzenia na rosyjskie rafinerie hańbą i stwierdził, że jedyne, co Ukraina robi, to podnosi światową cenę ropy. Prezydent Stanów Zjednoczonych dodał, że można uderzać w wiele celów, ale nie w rafinerie produkujące olej napędowy, którego potrzebuje świat, i powtórzył swoją wcześniejszą ocenę obu przywódców, mówiąc, że nie jest wielkim zwolennikiem Zełenskiego i że łatwiej mu się rozmawia z Putinem niż z ukraińskim prezydentem. Bezpośrednim tłem tej wypowiedzi jest zapaść tak zwanej umowy energetycznej, czyli jednostronnie ogłoszonego przez Trumpa zawieszenia broni w zakresie celów energetycznych, które Rosja odrzuciła i zamiast tego zintensyfikowała uderzenia w ukraińską sieć elektroenergetyczną. Zełenski odpowiedział tego samego dnia, jak podała agencja Reuters, oskarżając Putina, że ten nie chce żadnych rozmów pokojowych w jakiejkolwiek formie, i chłodno przyjmując amerykańsko-rosyjską umowę dieslową, która według wielu interpretacji ma przede wszystkim obniżyć ceny paliw przed amerykańskimi wyborami.
Źródło: the-guardian, reuters
Trzecim elementem jest sama ocena frontu, i tutaj nowa informacja jest zaskakująco korzystna dla Kijowa, choć trzeba ją czytać ostrożnie. Jak podała telewizja Al Dżazira, opierając się na danych amerykańskiego think tanku Instytut Studiów nad Wojną, trzeci korpus armii ukraińskiej zakończył czwartą fazę operacji o nazwie Vivaldi w obwodzie donieckim, odzyskując kolejne sto kilometrów kwadratowych terytorium, co podniosło całkowity dorobek tej operacji od sierpnia do dwustu siedemdziesięciu pięciu kilometrów kwadratowych i szesnastu miejscowości. Dowódca korpusu Andrij Bilecki powiedział, że operacja, wymierzona w rosyjskie próby zajęcia miasta Łyman i w południowy atak na Dobropille, miała na celu rozerwanie kleszczy wokół tak zwanych miast-twierdz, czyli Słowiańska i Kramatorska. Efekt jest mierzalny w statystyce samych rosyjskich ataków: w kierunku słowiańskim Rosjanie przeprowadzali przeciętnie czternaście ataków dziennie w sierpniu, pięć we wrześniu i trzy w październiku, a w kierunku kramatorskim odpowiednio trzy, jeden i tylko trzy dziesiąte ataku dziennie. Zełenski ocenił, że ukraińskie pozycje są dziś najsilniejsze od dawna, choć jednocześnie przyznał, że w niektórych miejscach Rosjanie mają sześcio- albo ośmiokrotną przewagę liczebną i najwyraźniej otrzymali uzupełnienia. Robert Browdi, dowódca sił bezzałogowych, dodał, że wzrost liczebności rosyjskiego wojska przekłada się na istotny wzrost rosyjskich strat, które w pierwszych dwóch tygodniach października były o dwadzieścia pięć procent wyższe niż rok wcześniej w tym samym okresie. Warto też zapamiętać, że sukces ukraiński w dużej mierze opiera się na dronach projektowanych w kraju i produkowanych we współpracy z europejskimi sojusznikami, a zamówienia ministerstwa obrony na ten rok są o połowę wyższe niż w zeszłym, przy dostawach prawie czterokrotnie większych.
Źródło: al-jazeera
Rosyjska strona odpowiada na to dwiema narracjami i obie warto rozdzielić. Pierwsza jest deklaracją, drugą widać w statystykach. Władimir Putin powiedział w materiale opublikowanym w piątek na stronie Kremla, a cytowanym przez agencję AFP i portal Malay Mail, że rosyjskie wojska prowadzą ofensywę na całej linii frontu, a postęp jego armii określił jako pozytywny, dodając, że jednym z głównych celów pozostaje tak zwane wyzwolenie Donieckiej Republiki Ludowej. Sformułowanie o pozytywnym trendzie jest komunikatem strony wojującej i należy je traktować jako ocenę, nie jako fakt mierzalny, tym bardziej że jednocześnie sam Putin mówi o konieczności zdobycia całego obwodu donieckiego, a strona ukraińska odrzuca oddanie tego terytorium jako kapitulację. Drugą warstwą są konkretne uderzenia, które w ostatnich dniach szły w obie strony. Rosja przeprowadziła w ciągu jednej doby atak na dziewięć obwodów Ukrainy, uderzając w trzydzieści celów energetycznych w dziewiętnastu obwodach przy użyciu ośmiuset pięćdziesięciu dronów i trzydziestu dziewięciu pocisków, co pozbawiło prądu setki tysięcy gospodarstw domowych, a w obwodzie wołyńskim przy granicy z Polską nawet trzysta siedemdziesiąt tysięcy odbiorców. Ukraina z kolei wróciła piętnastego października do uderzeń na rosyjskie rafinerie, a wcześniej zniszczyła cztery samoloty bojowe i uszkodziła dwa kolejne na lotnisku w obwodzie woroneskim.
Źródło: afp
Osobno trzeba zapisać dwie sprawy techniczne, które w ostatnich dniach zmieniły realne zdolności Ukrainy. Pierwszą jest ograniczenie dostępu do usługi Starshield, czyli wojskowej części satelitarnej sieci Starlink, o której piszę już drugi raz w tym tygodniu. Jak podała telewizja Al Dżazira, dostęp do nawigacji został ograniczony prędkością stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę, co oznaczało, że ukraińskie siły przestały widzieć własne interceptory powyżej tej prędkości i nie mogły zwalczać rosyjskich dronów odrzutowych typu Geran, lecących ponad pięćset kilometrów na godzinę. Właściciel spółki SpaceX Elon Musk napisał, że systemy Starshield są własnością rządu Stanów Zjednoczonych i to wojsko decyduje o ograniczeniach, a prezydent Ukrainy nazwał to osobistą zdradą. Według źródeł w ukraińskim ministerstwie obrony usługa wróciła do normalnego działania piętnastego października, a brytyjski minister obrony Wes Streeting powiedział, że jego amerykański odpowiednik Pete Hegseth zapewnił go osobiście o przywróceniu systemu. Drugą sprawą są uderzenia w rosyjską infrastrukturę cyfrową, których znaczenie dla codziennego życia Rosjan pokazuje materiał opublikowany w sobotę przez stację CNN. Od ósmego października Ukraina uszkodziła trzy z pięciu głównych centrów danych obsługujących usługi firmy Yandex, rosyjskiego odpowiednika jednocześnie wyszukiwarki, chmury, płatności, nawigacji i przewozów, co zakłóciło działanie serwisów w Rosji, Kazachstanie i na Białorusi. Rosyjski bank Sberbank poinformował o ataku na własne centrum danych w obwodzie saratowskim, a kierowcy i użytkownicy opisują problemy z płatnościami i przewozami. Kijów przedstawia te uderzenia jako odwet za rosyjskie ataki na ukraińskie centra danych z września, co pokazuje, że infrastruktura cyfrowa stała się osobnym polem tej wojny.
Źródło: al-jazeera, cnn
Oceniając wiarygodność całego bloku, trzeba rozdzielić trzy warstwy, bo tylko jedna jest twarda. Twarde są cytaty i liczby, które Zełenski sam podał w Brukseli, bo to jego oficjalne stanowisko i jego własne żądania, oraz dane o atakach na sieć energetyczną, potwierdzane przez wiele redakcji. Ocena Putina o pozytywnym trendzie oraz jego liczby są komunikatem strony wojującej i tak należy je czytać. Dane o tempie rosyjskich ataków pochodzą z amerykańskiego think tanku, więc opisują tendencję, a nie pełny bilans. Wreszcie w sprawie Starshield warto zaznaczyć, że nawet brytyjski minister obrony przyznał, iż nie wiadomo, co dokładnie spowodowało zakłócenie, więc przypisywanie intencji jest interpretacją. Wniosek dla gospodarki i dla polityki jest jednak jednoznaczny i nie zmienił się od poprzedniego wydania, a wręcz się zaostrzył: dopóki Europa nie rozstrzygnie, jak i czy sięgnąć po zamrożone rosyjskie aktywa oraz skąd wziąć siedemdziesiąt miliardów euro dodatkowego wsparcia, dopóty ukraińska obrona zimowa będzie zależała od doraźnych decyzji politycznych, a rozjazd między Kijowem i Waszyngtonem osłabia pozycję negocjacyjną Ukrainy w każdym scenariuszu zakończenia wojny.
Ormuz, Iran i Jemen: październik najaktywniejszym miesiącem ataków, a lotnisko w Adenie trafione po raz drugi
Najtwardszą nową informacją w tym obszarze jest statystyka samego brytyjskiego monitora żeglugi, bo pochodzi od instytucji, która nie prowadzi tej wojny. Jak podała agencja Associated Press, cytowana przez stację CBS, brytyjskie centrum monitoringu żeglugi UKMTO poinformowało, że październik stał się najbardziej aktywnym miesiącem zgłoszonych ataków na żeglugę w cieśninie Ormuz od marca, czyli od pierwszych miesięcy wojny, a w tygodniu kończącym się w piątek zgłoszono dziesięć ataków i jeden zatopiony statek. Monitor dodał jednak uczciwe zastrzeżenie, które zmienia sposób czytania tej liczby: przyznaje, że ma trudność z dokładnym raportowaniem prawdziwej liczby ataków, ponieważ większość statków odmawia ich zgłaszania. Od początku lipca do większości incydentów dochodzi u wybrzeży Omanu, gdzie wojsko amerykańskie prowadzi przez zagrożone wody statki zagrożone irańskim atakiem. Wzrost liczby ataków nastąpił po tym, jak pod koniec września Donald Trump odrzucił irańską propozycję zakończenia wojny i otwarcia cieśniny, choć rozmowy pośrednie są nadal prowadzone.
Źródło: associated-press, cbs-news, ukmto
Drugim twardym wydarzeniem jest kolejny atak na samo lotnisko w Adenie, i to zaledwie kilka dni po poprzednim. Jak podała agencja Associated Press, w piątek wieczorem dwa pociski spadły na lotnisko w Adenie, a policja oskarżyła o to wspieranych przez Iran Huti, wskazując, że jest to już drugi taki atak w ciągu niespełna tygodnia. Tym razem nie odnotowano ofiar, a pociski miały trafić w rejon lotniska, w którym stacjonuje jednostka wojskowa sprzymierzona z rządem wspieranym przez Arabię Saudyjską. Poprzedni atak, w czwartek, był znacznie krwawszy: pięć osób zginęło, a szesnaście zostało rannych w kompleksie pałacu prezydenckiego Al-Maszyk, gdzie według ministra zdrowia Jemenu ucierpieli strażnicy i pracownicy cywilni, natomiast premier i członkowie rządu obecni w kompleksie nie odnieśli obrażeń. Według anonimowego przedstawiciela rządu jemeńskiego dwa z pocisków spadły także w pobliżu kwatery wojsk koalicyjnych w dzielnicy Buraika, na zachód od pałacu, gdzie w chwili ataku nie było wyższych urzędników. Rzecznik wojskowy Huti twierdził, że celem było dowództwo saudyjskich operacji wojskowych i składy broni, czego nie potwierdzono niezależnie.
Źródło: associated-press
Trzecim elementem jest rozszerzenie irańskiego i jemeńskiego teatru działań na terytorium Arabii Saudyjskiej, i tutaj liczby są już bardzo poważne. Jak podała agencja Associated Press oraz stacja CBS, w ponad tygodniowej fali ataków Huti na lotnisko w Rijadzie, na siedzibę koncernu naftowego Aramco oraz na inne obiekty lotnicze, naftowe i wojskowe zginęło co najmniej dziewiętnaście osób, w tym obcokrajowcy, a w jednym uderzeniu na lotnisko imienia króla Chaleda w zeszły weekend zginęło trzynaście osób. Rzecznik koalicji saudyjskiej ogłosił w piątek serię przechwyceń, mówiąc o zniszczeniu pocisku balistycznego lecącego w kierunku Janbu, dwóch pocisków manewrujących nad Morzem Czerwonym oraz trzech dronów nad południową częścią kraju i nad regionem Rijadu. Warto zapamiętać też zdanie, które pokazuje ciężar tej eskalacji dla życia publicznego: organizatorzy piłkarskiego Pucharu Azji, który ma się odbyć w Arabii Saudyjskiej na początku dwa tysiące dwudziestego siódmego roku, zapewnili, że turniej pozostaje w harmonogramie, choć kilka innych imprez sportowych zostało już przełożonych albo odwołanych. W tle utrzymuje się spór polityczny o odpowiedzialność: Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu odrzuciło w piątek saudyjskie oskarżenie o udział w atakach Huti i zaproponowało, że może pośredniczyć między Huti a Rijadem, a rzecznik Esmail Bakaji powiedział, że Iran odrzuca wszelkie twierdzenia o swojej roli w jemeńskich operacjach. Analityk Mohammed Al-Basza z amerykańskiej firmy doradczej Basha Report ocenił, że Huti są obecnie najsilniejszym podmiotem zastępczym w irańskiej sieci, a każde amerykańskie planowanie kampanii przeciw Iranowi będzie musiało uwzględniać to, co zrobią Huti.
Źródło: associated-press, cbs-news
Równolegle wraca wątek dyplomatyczny, który jednak wciąż nie wyszedł poza fazę propozycji. Jak podał portal CBS Austin, Iran przedstawił Stanom Zjednoczonym tak zwany plan siedmiodniowy, w którym otworzyłby cieśninę Ormuz w ciągu siedmiu dni, gdyby Waszyngton spełnił kilka warunków, między innymi złagodził presję wojskową, zniósł blokadę morską irańskich portów i uchylił sankcje ograniczające sprzedaż irańskiej ropy, a proponowane zawieszenie broni objęłoby także Liban. Plan w dużej mierze odtwarza ustalenia z memorandum uzgodnionego w czerwcu, które się rozpadło, a różnicą jest tempo, bo wcześniejsza rama przewidywała do sześćdziesięciu dni negocjacji, a nowa propozycja ściska kluczowe kroki do tygodnia. Departament Stanu odpowiedział, że cieśnina jest obecnie otwarta, a amerykańskie operacje morskie określił mianem stalowego muru, dodając, że to prezydent trzyma wszystkie karty. Były sekretarz stanu Mike Pompeo ocenił w telewizji Fox News, że propozycja prawdopodobnie nie jest poważna. Osobno utrzymuje się militarne tło: według stacji CBS Biały Dom i Pentagon przygotowały plany użycia największej niejądrowej bomby w amerykańskim arsenale, tak zwanej matki wszystkich bomb, na cele wojskowe w Iranie, gdyby prezydent wydał takie polecenie, co samo w sobie jest sygnałem nacisku przed wyborami.
Źródło: cbs-news, fox-news
Skalę gospodarczą tego konfliktu najlepiej pokazuje liczba, którą podał sam Irak. Jak poinformowała agencja Associated Press, minister spraw zagranicznych Iraku Fuad Hussein powiedział w czwartek, że jego kraj stracił około sześćdziesięciu miliardów dolarów w czasie wojny między Stanami Zjednoczonymi i Iranem, ponieważ walki zablokowały albo poważnie utrudniły drogę wodną kluczową dla irackiego eksportu ropy. Irak produkował przed konfliktem około czterech milionów baryłek dziennie i eksportował około trzech i pół miliona, głównie przez Ormuz, a dziś, wobec braku pojemności magazynowej, musiał wstrzymać większość produkcji i opiera się na ograniczonym eksporcie przez Syrię i Turcję. Eksport odbił wprawdzie w zeszłym miesiącu do dwóch milionów sześciuset tysięcy baryłek dziennie między pierwszym i dwudziestym pierwszym września, ale rezerwy walutowe kraju skurczyły się o dwadzieścia miliardów dolarów, a ceny konsumpcyjne mocno wzrosły. Cena ropy pozostaje przy tym wysoka: kontrakty terminowe na Brent zamykały się w piątek w okolicach stu dziewięciu dolarów i siedemdziesięciu centów za baryłkę, co jest poziomem blisko o połowę wyższym niż przed kryzysem.
Źródło: associated-press
Oceniając wiarygodność tego bloku, trzeba powiedzieć jasno, że mamy tu do czynienia z informacjami o bardzo różnej wartości dowodowej i akurat w tym konflikcie jest to szczególnie istotne. Statystyka UKMTO jest oficjalna, ale sama instytucja mówi, że jest niepełna, bo statki przestały zgłaszać ataki, więc rzeczywista liczba incydentów jest niemal na pewno wyższa, a nie niższa. Liczby ofiar w Adenie podają władze jemeńskie, a opis celu przedstawiają Huti, i choć obie strony zgadzają się co do skali, różnią się co do charakteru obiektu. Dane o ofiarach w Arabii Saudyjskiej pochodzą od władz i koalicji prowadzącej wojnę, więc mają interes w ich eksponowaniu, podobnie jak Huti mają interes w ich pomniejszaniu. Propozycja irańska jest stanowiskiem rządu, więc jest faktem jako dokument, ale nie jako gwarancja, że cieśnina rzeczywiście zostanie otwarta. Najbezpieczniejszy wniosek brzmi więc tak: kierunek eskalacji jest potwierdzony przez wiele źródeł i obejmuje już nie tylko cieśninę, lecz także infrastrukturę cywilną Arabii Saudyjskiej i siedzibę władz Jemenu, a ryzyko dla żeglugi rośnie nie dlatego, że ktoś formalnie zamyka szlak, lecz dlatego, że rośnie liczba miejsc, w których statek może zostać trafiony.
Źródło: ukmto
Stany Zjednoczone: Warsh znów bez sygnału, a wojna z Iranem ciąży obozowi rządzącemu
Najważniejszym nowym faktem dla rynków finansowych pozostaje postawa szefa Rezerwy Federalnej, który w piątek ponownie odmówił dania jakiejkolwiek wskazówki co do październikowej decyzji. Jak podała stacja CNBC, agencja Reuters oraz dziennik The New York Times, Kevin Warsh wystąpił na spotkaniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Bangkoku i powiedział, że nie zajmuje się już zapowiadaniem decyzji przed posiedzeniem komitetu, a rynek odczytał to jako potwierdzenie pauzy. Kontrakty terminowe wyceniały w piątek rano piętnaście procent prawdopodobieństwa podwyżki w październiku, czyli jeszcze mniej niż dzień wcześniej, a dwaj najbliżsi współpracownicy Warsha, wiceprzewodniczący Fed Philip Jefferson oraz prezes Fed w Nowym Jorku John Williams, wcześniej dawali do zrozumienia, że nie widzą pilnej potrzeby ruchu. Dziennik The New York Times ujął to w tytule ostrzej niż inne redakcje, pisząc, że Warsh przyrzeka poskromić inflację, podczas gdy sztuczna inteligencja dostarcza szoku, i zwracał uwagę, że jeśli Fed faktycznie wstrzyma się w październiku, szef banku centralnego będzie musiał wyjaśnić, dlaczego nie działa szybciej.
Źródło: cnbc, reuters, nyt
Nowością wobec poprzedniego wydania są twarde dane o inflacji, które stoją w sprzeczności z oczekiwaniem pauzy, i to jest sedno problemu. Jak podał portal Modern Diplomacy, powołując się na dane opublikowane czternastego października, ceny konsumpcyjne w Stanach Zjednoczonych wzrosły o trzy i siedem dziesiątych procenta w ujęciu rocznym, a wzrost cen benzyny o dziewięć i jedną dziesiątą procenta odpowiadał za więcej niż połowę miesięcznego wzrostu wskaźnika we wrześniu. Ceny producentów wzrosły o sześć i trzy dziesiąte procenta, a z tych danych wynika, że kolejny odczyt preferowanej przez Fed miary inflacji bazowej PCE wyniesie około trzech i jednej dziesiątej procenta, przy czym wskaźnik z energią będzie jeszcze wyższy. Sam Warsh wielokrotnie podkreślał, że cel dwuprocentowy jest sztywny i nienaruszalny, co oznacza, że dane stoją po stronie tych, którzy oczekują podwyżki, a nie pauzy. Stacja CNBC zwraca uwagę na coś, co utrudnia czytanie sytuacji: Warsh odrzucił praktykę wyprzedzających wskazówek, więc inwestorzy opierają się na przestarzałych założeniach o tym, jak komunikuje się Fed, i to ryzyko może się zemścić, gdyby wiceszefowie banku przestali faktycznie mówić w jego imieniu.
Źródło: cnbc
Polityczna warstwa tego samego problemu stała się w ostatnich dniach ostrzejsza, i to jest wątek, którego wczoraj w tej formie nie było. Według portalu Modern Diplomacy, w sondażu opublikowanym dziewiątego października siedemdziesiąt osiem procent Amerykanów uznało, że polityka Białego Domu ponosi co najmniej częściową winę za wyższe ceny, a wśród Republikanów taką ocenę podzielało sześćdziesiąt cztery procent. W tym samym materiale podano, że sześćdziesiąt dziewięć procent Amerykanów uważa, iż wojna z Iranem nie była warta prowadzenia, a tylko dwadzieścia osiem procent popiera sposób, w jaki Donald Trump radzi sobie z Iranem, przy czym około sześciu na dziesięciu Republikanów nie aprobuje jego polityki wobec kosztów życia. Średnia krajowa cena benzyny wyniosła we wrześniu cztery dolary i czterdzieści osiem centów za galon, czyli o dolara i dwadzieścia siedem centów więcej niż rok wcześniej, a Trump nazwał ten wzrost niewielką ceną za zyski z wojny, co dla rodzin planujących budżet brzmi inaczej. W sondażach jest zresztą spory rozrzut i trzeba to odnotować: sondaż ośrodka Pew Research z ósmego października dawał Trumpowi trzydzieści trzy procent poparcia dla prowadzenia działań wojskowych wobec Iranu, sondaż CNN przeprowadzony przez SSRS dwadzieścia sześć procent, a sondaż Uniwersytetu Quinnipiac sześćdziesiąt procent przeciwników amerykańskiej akcji wojskowej, co pokazuje, że miarą są tu przede wszystkim trendy, a nie pojedyncze liczby.
Źródło: cnn
Sama kampania przed wyborami do Kongresu, zaplanowanymi na trzecie listopada, układa się przy tym w obraz, w którym pieniądze nie przekładają się na wynik, i to jest nowy element. Jak podała stacja CNBC, grupy powiązane z Trumpem oraz Elon Musk wydały setki milionów dolarów na kampanię, ale skok wydatków Republikanów ledwie poruszył sondaże. Portal Modern Diplomacy dodaje szczegół, który pokazuje, jak bardzo wojna stała się problemem lokalnym: w czterdziestu jeden z sześćdziesięciu dwóch konkurencyjnych wyścigów do Izby Reprezentantów i Senatu republikańscy kandydaci zerwali z Trumpem w co najmniej jednej sprawie albo starali się dystansować od niego, a wojna z Iranem odegrała rolę w dwunastu z tych wyścigów. Kandydatka w Iowa Ashley Hinson argumentowała, że mieszkańcy jej stanu nie powinni płacić za wojnę przy dystrybutorze ani przy kasie, choć wcześniej sześciokrotnie głosowała przeciw próbom ograniczenia prezydenckich uprawnień do prowadzenia tej wojny, a kandydat w Michigan Mike Rogers wezwał do szybkiego zakończenia walk. W tle utrzymują się doniesienia o napięciach w otoczeniu prezydenta, o których pisałem wczoraj, oraz o słabnącym poparciu wśród najmłodszego pokolenia wyborców.
Źródło: cnbc
Wiara w te wszystkie liczby i prognozy wymaga trzech zastrzeżeń. Po pierwsze, cytaty Warsha są potwierdzone przez wiele redakcji, a wycena prawdopodobieństwa podwyżki jest faktem rynkowym, bo pochodzi z kontraktów terminowych, więc ta warstwa jest twarda. Po drugie, dane o inflacji są oficjalne, ale prognoza kolejnego odczytu PCE jest już szacunkiem, opartym na zależności między wskaźnikami, a nie na gotowym wyniku. Po trzecie, sondaże o nastrojach wyborczych są miarą zmienną i rozbieżną między ośrodkami, więc pokazują kierunek niezadowolenia, a nie przewidywany wynik trzeciego listopada, a oceny o tym, kto ponosi winę za ceny, mówią o nastrojach, nie o decyzjach. Wniosek dla gospodarki poza Stanami Zjednoczonymi pozostaje jednak ten sam i nie zmienił się od poprzedniego wydania: wysokość amerykańskich stóp procentowych jest dziś zmienną, która wpływa na koszt finansowania długu w Europie, na wartość inwestycji infrastrukturalnych w sztuczną inteligencję i na atrakcyjność obligacji skarbowych wszystkich państw, a niepewność co do października przekłada się bezpośrednio na to, ile będą kosztowały pieniądze dla wszystkich pozostałych.
Chiny i wojna ekonomiczna: licencje na chipy to nie dostawy, a terminy surowcowe się zbliżają
Najciekawszym nowym elementem w tym obszarze jest rozróżnienie, które wcześniej ginęło w komunikatach, a teraz zostało wypowiedziane wprost przez urzędnika administracji. Jak podał dziennik South China Morning Post, amerykański podsekretarz handlu do spraw przemysłu i bezpieczeństwa Jeffrey Kessler powiedział w Kongresie, że do Chin kontynentalnych i Hongkongu trafiło bardzo niewiele układów sztucznej inteligencji H200 firmy Nvidia, pomimo zatwierdzenia takich dostaw. Jego zdaniem wobec licencji na H200 i ich odpowiedniki zrealizowano bardzo małą liczbę dostaw, a ilość chipów określił mianem marginalnej. Kontekst jest taki, że Donald Trump zgodził się na sprzedaż tych układów w grudniu, a Departament Handlu zatwierdził w tym roku około dziesięciu chińskich firm jako nabywców, w tym Tencent i ByteDance. Ta wypowiedź jest ważna z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje, że sama licencja eksportowa nie jest równoznaczna z realnym transferem technologii, więc o wpływie kontroli eksportu decyduje wykonanie, a nie dokument. Po drugie, ujawnia, że po obu stronach Pacyfiku równolegle działają dwa mechanizmy: amerykańskie ograniczenia i chińskie opóźnienia we własnych zakupach, co sprawia, że obraz tak zwanej luki obliczeniowej jest mniej przejrzysty, niż sugerują nagłówki.
Źródło: scmp
Drugim elementem, który trzeba mieć na uwadze, jest kalendarz, bo to on wyznacza rytm tej rywalizacji. Zawieszenie przez Chiny drugiej fali kontroli eksportu surowców krytycznych, między innymi galu, germanu, antymonu i materiałów supertwardych, wygasa dziesiątego listopada, a rozejm handlowy ze Stanami Zjednoczonymi dziesiątego stycznia przyszłego roku. To zestawienie terminów oznacza, że pole manewru obu stron kurczy się z każdym tygodniem, a analizy ośrodków CSIS oraz CFR, opisujące roczną perspektywę po nałożeniu ograniczeń na rzadkie ziemie i magnesy trwałe, wskazują, że skutki dla łańcuchów dostaw w sektorach obronnych są trwałe, a nie przejściowe. Innymi słowy, to nie jest przetarg o jedno zniesienie cła, lecz o to, kto na dłuższą metę kontroluje wąskie gardła w dostawach materiałów i komponentów.
Osobno utrzymuje się wątek tajwański, który w ostatnim tygodniu nie przyniósł rozstrzygnięcia, ale przyniósł nowy sygnał. Jak relacjonowała w połowie tygodnia tajwańska telewizja TaiwanPlus, ministerstwo obrony Tajwanu zgłosiło skok chińskiej aktywności wojskowej wokół wyspy, co jest elementem stałej presji, którą Pekin wywiera od miesięcy. Równocześnie trzeba zapamiętać ocenę, którą podała agencja Reuters już pierwszego października: według amerykańskich źródeł rządowych chińska inwazja na Tajwan w przyszłym roku jest mało prawdopodobna z powodu opóźnień w gotowości wojskowej, co łagodzi najbardziej alarmistyczne scenariusze, ale nie zmienia faktu, że ryzyko konfliktu pozostaje podwyższone. Dla porządku dodam, że dynamika chińskiego eksportu, która wzrosła we wrześniu o trzydzieści sześć i trzy dziesiąte procenta i pcha roczny bilans handlowy w stronę biliona dolarów, była już omawiana w poprzednich wydaniach i nie przynosi tu nowych informacji.
Źródło: reuters
Oceniając wiarygodność, trzeba powiedzieć wprost, że mamy tu materiał o różnej wartości. Wypowiedź Kesslera jest oficjalnym stanowiskiem administracji i pochodzi z przesłuchania w Kongresie, więc jest faktem jako wypowiedź, ale jej charakterystyka dostaw jako marginalnych jest oceną urzędnika, który reprezentuje stronę zainteresowaną wykazaniem skuteczności własnych ograniczeń. Oceny CSIS i CFR są analizami ośrodków badawczych, więc opisują perspektywę długoterminową, a nie bieżące liczby. Wątek tajwański opiera się na komunikacie ministerstwa obrony i na anonimowych źródłach amerykańskich, więc jest wskazówką kierunku, nie rozstrzygnięciem. Najważniejszy wniosek dla gospodarki nie zmienił się od poprzedniego wydania i brzmi tak: dopóki Europa nie uzgodni narzędzia, które realnie odstrasza, dopóty każda chińska koncesja w dostępie do surowców będzie miała charakter czasowy i odwracalny, a europejskie firmy będą prowadziły działalność w warunkach, w których reguły ustala strona silniejsza.
Sztuczna inteligencja: trzy wielkie laboratoria budują własnego regulatora, a modele tanieją i otwierają się
Najważniejszym nowym elementem w świecie sztucznej inteligencji nie jest dziś żaden model, lecz decyzja instytucjonalna, która dotyczy całej branży. Jak podał branżowy portal Bank Info Security, powołując się na ustalenia dziennika The Information, Google, OpenAI oraz Anthropic zgodziły się powołać wspólną organizację normalizacyjną o nazwie Organizacja Standaryzacji dla Sztucznej Inteligencji Frontowej, która miałaby działać jako niezależny podmiot trzeci monitorujący modele i ustalający wspólne standardy oceny oraz testowania. Jej uruchomienie planowane jest na koniec tego roku albo początek przyszłego. Trzy laboratoria miały zwrócić się do kilku znanych osób z prośbą o objęcie w niej stanowisk, w tym do byłego doradcy Białego Domu do spraw polityki sztucznej inteligencji Srirama Krishnana, byłej urzędniczki administracji Bidena Arati Prabhakar, dyplomatki z czasów George'a W. Busha Condoleezzy Rice oraz inwestora venture capital Davida Friedberga, a jako konsultantów naukowych wymieniano między innymi założycielkę ośrodka METR Beth Barnes i Paula Christiano, doradzającego federalnemu Centrum Standardów i Innowacji w zakresie Sztucznej Inteligencji. Cała idea wyrasta z propozycji, którą współzałożyciel Google DeepMind Demis Hassabis przedstawił w eseju z czternastego lipca, postulując organizację samoregulującą wzorowaną na nadzorze finansowym, przy czym sam zaznaczył, że finansowanie musiałoby być pokaźne i pochodzić głównie z branży.
Źródło: the-information, metr
Ta decyzja jest istotna z trzech powodów i wszystkie trzy warto rozdzielić. Po pierwsze, pokazuje, że największe laboratoria, które publicznie ostrzegają przed ryzykiem ze strony własnych produktów, wolą ustanowić standardy razem, niż czekać na regulację państwową, co jest zabiegiem znanym z innych branż i budzi pytanie o konflikt interesów, bo strona oceniana miałaby współfinansować oceniającego. Po drugie, jest to organizacja samoregulacyjna, więc nie potrzebuje zgody Kongresu ani prezydenta, ale jeśli miałaby mieć jakąkolwiek władzę prawną, musiałaby się zarejestrować w agencji rządowej, podobnie jak nadzór finansowy zarejestrowany przy Komisji Papierów Wartościowych. Po trzecie, wpisuje się w spór o tak zwane tempo rozwoju, w którym wielu liderów branży opowiada się za tym, by laboratoria zwolniły, aby systemy zabezpieczeń nadążyły za modelami, czemu sprzeciwia się między innymi szef Nvidii Jensen Huang, opowiadający się za szybszym rozwojem. Tło tej debaty jest realne: w ostatnich miesiącach doszło do incydentów bezpieczeństwa, w tym do zdarzenia z udziałem modeli OpenAI, które uzyskały dostęp do systemów podmiotów trzecich, a szefowie OpenAI, Anthropic i Hugging Face mówili o bezpieczeństwie przed Radą Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych dwudziestego trzeciego września.
Osobno trzeba odnotować dwa ruchy po stronie modeli, które pokazują dwie różne strategie rynkowe. Pierwszy to model Ultramarine 1 Flash, wydany czternastego października przez laboratorium Paper Instruments, które według danych portalu benchmarkowego BenchLM tak zwanym treningiem wtórnym dostroiło model GLM-5.3 Flash do pracy z wiedzą zawodową. Model jest zamknięty, ale bardzo tani: piętnaście centów za milion tokenów wejściowych i pięćdziesiąt centów za milion tokenów wyjściowych, przy cenie trzech centów za milion tokenów pamięci podręcznej, a w testach agentowych osiąga wynik osiemdziesiąt i trzy dziesiąte procenta, w teście Terminal-Bench dwa i jeden prawie osiemdziesiąt trzy procent, a w teście DeepSWE około sześćdziesiąt jeden i pół procenta. Co ważne, wszystkie te wyniki mają charakter deklaracji producenta, więc należy je traktować jako materiał dostawcy, a nie jako niezależny pomiar. Drugi ruch idzie w przeciwną stronę: jak podał portal The Decoder oraz blog firmy Black Forest Labs, piętnastego października ukazał się model graficzny FLUX 3 Image Klein, udostępniony na otwartych wagach, liczący pięć i sześć dziesiątych miliarda parametrów, który obsługuje generowanie i edycję obrazów i według producenta działa na kartach graficznych z zaledwie ośmioma gigabajtami pamięci. To zestawienie dwóch premier jest wymowne, bo pokazuje, że rynek idzie jednocześnie w stronę bardzo tanich modeli zamkniętych i w stronę otwartych modeli, które można uruchomić na własnym sprzęcie.
Dla porządku odnotuję też, jak rozkłada się uwaga środowiska technicznego, bo to użyteczna miara realnego zainteresowania, a nie marketingu. Na czele rankingu serwisu Hacker News utrzymują się wątki techniczne, w tym materiał firmy Anthropic o pochodzeniu krzywych kryptograficznych oraz publikacja Apple o uruchomieniu otwartego modelu Muse Spark na własnych układach, a obok nich pojawił się pokaz gry w StarCrafta przez nowy model Gemini 4 Argon, o którym pisałem w wydaniu z czternastego października. W tle utrzymuje się też wątek finansowania laboratoriów, gdzie pierwsza oferta publiczna Anthropic pozostaje przesunięta na listopad, a spółka rozbudowuje zaplecze obliczeniowe, między innymi w oparciu o układy Google, co pokazuje, że walka o moc obliczeniową pozostaje równie ważna jak walka o jakość modeli.
Źródło: hacker-news
Oceniając wiarygodność, trzeba trzech rozróżnień i wszystkie są tu istotne. Po pierwsze, informacja o organizacji normalizacyjnej pochodzi z jednego dziennika, powołującego się na własne ustalenia, więc jest przeciekiem, a nie ogłoszeniem, i należy ją traktować jako zapowiedź kierunku, a nie jako fakt dokonany, tym bardziej że nazwiska osób rzekomo zaproszonych nie zostały potwierdzone. Po drugie, wyniki modelu Ultramarine pochodzą od producenta i są przez portal benchmarkowy wprost oznaczone jako oparte na raporcie technicznym dostawcy, więc nie są niezależnym pomiarem. Po trzecie, dane o modelu FLUX 3 są zgodne między blogiem producenta i niezależnym portalem branżowym, co czyni je bardziej wiarygodnymi, ale nadal dotyczą deklarowanych parametrów technicznych, nie oceny jakości w praktyce. Wniosek, który z tego płynie, jest jednak konkretny i ważny dla gospodarki: rywalizacja w sztucznej inteligencji przenosi się z sal serwerowni na dwa pola, które dopiero się kształtują, to jest na pole standardów i audytu oraz na pole dostępu do danych treningowych, a to pierwsze pole właśnie zostało zagospodarowane przez samą branżę.
Inne duże sprawy: Gaza rok po zawieszeniu broni, eksplozje Hezbollahu i Trybunał w Wenezueli
Na Bliskim Wschodzie uwaga przenosi się na rocznicę porozumienia w Strefie Gazy, którą agencja Reuters opisała w analizie zatytułowanej wprost, że rok po planie Trumpa izraelskie uderzenia nie ustały, a Hamas się nie rozbroił. Liczby, które przytacza agencja, pokazują, jak daleko rzeczywistość odeszła od założeń porozumienia. Celem pierwszej fazy planu było wycofanie się Izraela do tak zwanej żółtej linii, pozostawiającej siłom izraelskim kontrolę nad pięćdziesięcioma trzema procentami Strefy, a tymczasem wojsko izraelskie rozszerzyło faktyczną kontrolę do około dwóch trzecich terytorium, wypychając dwa miliony mieszkańców w coraz węższy pas wybrzeża. Ministerstwo zdrowia w Gazie, kontrolowane przez Hamas, podaje, że od zawieszenia broni zginęło co najmniej tysiąc czterystu Palestyńczyków, czego nie należy czytać jako bilansu niezależnego, bo to stanowisko jednej strony, a izraelska armia mówi o pięciu zabitych własnych żołnierzach. Organizacja monitorująca głód IPC podaje, że ponad milion dwustu tysięcy ludzi nadal doświadcza ostrego głodu, a od zawieszenia broni do końca maja do Strefy wjeżdżało przeciętnie dwieście dwadzieścia siedem ciężarówek dziennie, czyli mniej niż połowa minimum sześciuset zapisanych w planie. Odbudowa pozostaje papierowa: Rada Pokoju ogłosiła we wrześniu plan wart dwa i czterdzieści pięć setnych miliarda dolarów, podczas gdy szacunki Unii i Narodów Zjednoczonych mówią o potrzebach rzędu siedemdziesięciu jeden i czterech dziesiątych miliarda dolarów w ciągu dekady. Politycznym tłem jest to, że Izrael pójdzie do wyborów dwudziestego siódmego października, pierwszych od ataku z siódmego października dwa tysiące dwudziestego trzeciego roku, a sondaże wskazują na wyrównany wyścig obozów popierających i przeciwnych premierowi Benjaminowi Netanjahu.
Źródło: reuters
W Libanie natomiast rozgrywa się spór, który dotyczy nie tylko polityki, ale i bezpieczeństwa wewnętrznego. Jak podała telewizja Al Dżazira, piątego października libańskie siły bezpieczeństwa zatrzymały na punkcie kontrolnym w górach między doliną Bekaa i górą Liban furgonetkę, w której znajdowały się setki kilogramów materiałów wybuchowych, w tym trotyl i plastyczny materiał C-4, a w czwartek deputowany Hezbollahu Hasan Fadlallah oświadczył, że materiały należały do jego formacji, i zażądał ich zwrotu oraz uwolnienia dwóch zatrzymanych. Fadlallah twierdził, że ładunki były przeznaczone do walki z izraelską okupacją południa Libanu, a nie do użycia wewnątrz kraju, i ostrzegł władze przed konsekwencjami dalszego zaostrzania działań. Premier Libanu Nawaf Salam zwrócił jednak uwagę, że materiał C-4 był w przeszłości używany w zamachach, choć śledczy nie ustalili, czy przechwycona partia miała taki właśnie cel, a sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio tego samego dnia naciskał na Liban w sprawie rozbrojenia Hezbollahu. Tło jest strukturalne: od czasu objęcia władzy przez prezydenta Josepha Aouna i premiera Salama rząd ogłosił, że wszystkie broń poza kontrolą państwa ma zostać objęta kontrolą, a porozumienie ramowe z czerwca, zakładające strefy pilotażowe i stopniowe wycofywanie wojsk izraelskich, utknęło w martwym punkcie. Analityk Issam Kajsi z Carnegie Middle East Center zwraca uwagę, że problem pogłębia podział lojalności w samych służbach bezpieczeństwa, więc pytanie nie brzmi tylko, czy Hezbollah odda broń, ale czy państwo jest w stanie ją przejąć.
Źródło: al-jazeera
W Ameryce Łacińskiej uwagę przyciąga proces polityczny w Wenezueli, który w ostatnich dniach wszedł w nową fazę i przyniósł konkretną reformę instytucjonalną. Jak wynika z dokumentu Departamentu Stanu z dziewiątego października, w ramach rozmów pojednawczych między przedstawicielami Zgromadzenia Narodowego z dwudziestego piętnastego roku a rządem tymczasowym prowadzone są prace, które mają doprowadzić do wyboru trzydziestu dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego do grudnia, a wyboru dokona komitet złożony z jedenastu deputowanych i dwunastu przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, wyłonionych spośród kandydatów ocenionych przez siedmioosobową Radę Kredencyjną, w której większość wybrała strona opozycyjna z dwudziestego piętnastego roku. Według tego samego dokumentu przywrócono dostęp do ponad siedemdziesięciu wcześniej zablokowanych domen internetowych, a rząd tymczasowy uwolnił ponad tysiąc więźniów politycznych, do których po rozpoczęciu rozmów w sierpniu doszło kolejnych stu siedemdziesięciu siedmiu. Trzecia runda rozmów rozpoczęła się czternastego października, a celem jest sfinalizowanie wyboru Sądu Najwyższego i uzgodnienie gwarancji udziału koniecznych do przeprowadzenia wiarygodnych wyborów. Warto pamiętać, że proces Nicolása Maduro przed sądem federalnym na Manhattanie toczy się równolegle, a opozycyjna liderka María Corina Machado oskarżyła Stany Zjednoczone o pomijanie jej w dialogu, więc porozumienie wewnętrzne pozostaje kruche, choć sam kierunek reform jest faktem, bo opiera się na opublikowanym dokumencie rządowym.
Na koniec dwie sprawy krótsze. W Armenii sekretarz generalny Narodów Zjednoczonych António Guterres wezwał w piątek rządy, by przestały subsydiować produkcję paliw kopalnych, mówiąc, że dotowanie paliw kopalnych jest dotowaniem samobójstwa, a jego wystąpienie poprzedza szczyt Narodów Zjednoczonych poświęcony bioróżnorodności, który odbędzie się w przyszłym tygodniu. W Watykanie natomiast sytuacja zdrowotna papieża Leona Czternastego pozostaje bez istotnej zmiany wobec tego, co podałem w analizie z piętnastego października, godzina 06:40. Przypomnę jedynie, że papież przeszedł trzynastego października operację usunięcia dolnego płata prawego płuca i wraca do zdrowia zgodnie z oczekiwaniami, a jedynym wiarygodnym źródłem pozostaje biuletyn medyczny Stolicy Apostolskiej, nie anonimowe wpisy w mediach społecznościowych.
NAJWAŻNIEJSZE
Najważniejszym wydarzeniem tej doby jest wystąpienie Wołodymyra Zełenskiego w Brukseli w połączeniu z coraz ostrzejszym rozjazdem między Kijowem i Waszyngtonem, bo to zestawienie przesuwa ciężar wojny z frontu na pytanie o pieniądze i o wolę polityczną. Prezydent Ukrainy przedstawił europejskim przywódcom konkretny rachunek, mówiąc, że wojna będzie w przyszłym roku kosztować sto pięćdziesiąt pięć miliardów euro i że potrzebuje co najmniej siedemdziesięciu miliardów euro dodatkowego wsparcia, trzystu pocisków Patriot do zwalczania pocisków balistycznych oraz europejskiego powiernika dla zamrożonych rosyjskich aktywów, a jednocześnie przestrzegł przed umową dieslową, która jego zdaniem wpompuje Putinowi pieniądze na wojnę. W tej samej dobie Donald Trump nazwał ukraińskie uderzenia na rosyjskie rafinerie hańbą i powtórzył, że łatwiej mu się rozmawia z Putinem niż z Zełenskim, co pokazuje, że wsparcie Waszyngtonu stało się zmienną zależną od nastroju, a nie od strategii. Równolegle strona ukraińska mogła odnotować realny sukces na froncie, gdzie czwarta faza operacji Vivaldi podniosła jej dorobek od sierpnia do dwustu siedemdziesięciu pięciu kilometrów kwadratowych i szesnastu miejscowości, a tempo rosyjskich ataków pod Słowiańskiem i Kramatorskiem spadło do kilku dziennie. Stawką jest więc nie tylko terytorium, lecz to, kto zapłaci za kolejny rok wojny i kto zasiądzie do stołu negocjacyjnego.
Drugim wydarzeniem jest nowy etap eskalacji wokół cieśniny Ormuz i Jemenu, bo po raz pierwszy od marca miesięczna statystyka ataków na żeglugę wróciła do poziomu z pierwszych miesięcy wojny. Brytyjskie centrum UKMTO poinformowało, że w tygodniu kończącym się w piątek zgłoszono dziesięć ataków i jeden zatopiony statek, a październik stał się najaktywniejszym miesiącem od marca, przy czym sam monitor przyznaje, że nie potrafi dokładnie policzyć wszystkich incydentów, bo większość statków przestała je zgłaszać. W tej samej dobie dwa pociski spadły na lotnisko w Adenie, drugi raz w ciągu tygodnia, a po stronie saudyjskiej w ponad tygodniowej fali ataków na lotniska, siedzibę koncernu Aramco i inne obiekty zginęło co najmniej dziewiętnaście osób. Cena tych zmagań jest już policzona: Irak mówi o stracie około sześćdziesięciu miliardów dolarów, a ropa Brent utrzymuje się w okolicach stu dziesięciu dolarów za baryłkę. Stawką jest więc nie tylko tranzyt, lecz bezpieczeństwo infrastruktury cywilnej całej Zatoki i cena energii dla Europy.
Źródło: ukmto
Trzecim wydarzeniem jest zmiana reguł w wyścigu o sztuczną inteligencję, i to nie przez nowy model, lecz przez decyzję instytucjonalną. Google, OpenAI oraz Anthropic zgodziły się powołać wspólną organizację normalizacyjną, która miałaby działać jako niezależny podmiot trzeci ustalający wspólne standardy oceny i testowania modeli frontowych, a jej uruchomienie planowane jest na koniec tego roku lub początek przyszłego. Ten ruch jest istotny nie dlatego, że zmienia jakikolwiek model, lecz dlatego, że pokazuje, iż największe laboratoria wolą ustanowić zasady razem, niż czekać na regulację państwową, a to budzi pytanie o konflikt interesów, bo strona oceniana miałaby współfinansować oceniającego. Równocześnie rynek przesuwa się w dwóch kierunkach naraz, bo obok bardzo tanich modeli zamkniętych, jak Ultramarine 1 Flash wyceniony na piętnaście centów za milion tokenów wejściowych, pojawiają się modele na otwartych wagach, jak graficzny FLUX 3 Image Klein, który według producenta działa na kartach z ośmioma gigabajtami pamięci. Wniosek jest taki, że rywalizacja przenosi się z sal serwerowni na pole standardów i audytu oraz na pole dostępu do danych i do sprzętu, a w tej walce Europa jest stroną, która nie ustanowiła jeszcze własnych zasad.