Geopolityka — briefing światowy (wydanie popołudniowe, 17 października 2026)
Punktem odniesienia jest wydanie poranne z 17 października, dostarczone o godzinie 06:11 czasu polskiego. Od tamtej chwili obraz świata przesunął się w czterech miejscach i każde z tych przesunięć ma twardy dokument albo oficjalny komunikat. Pierwsze dotyczy relacji Waszyngtonu z Kijowem: Donald Trump podpisał w piątek rozporządzenie, którym zawiesił sankcje i cła zapisane w ustawie nazwanej imieniem zmarłego senatora Lindsey'a Grahama, a Wołodymyr Zełenski nazwał to w sobotę poważnym błędem. Drugie dotyczy cieśniny Ormuz, gdzie brytyjski monitor żeglugi podniósł liczbę potwierdzonych ataków w minionym tygodniu z dziesięciu do dwunastu, a po raz pierwszy pojawił się atak z granatnika wystrzelonego z małej łodzi. Trzecie dotyczy Tajwanu, który zapowiedział, że wpisze zaawansowane chipy i serwery sztucznej inteligencji na listę kontroli eksportu do Chin, co zamienia przemyt tych urządzeń w przestępstwo. Czwarte dotyczy sztucznej inteligencji, gdzie chiński DeepSeek wypuścił nową wersję swojego taniego modelu, a Anthropic zaproponował amerykańskim ustawodawcom własny projekt ustawy o bezpieczeństwie tej technologii. Tam, gdzie od rana nic istotnego się nie zmieniło, zaznaczam to wprost i odsyłam do wcześniejszego opisu.
Ukraina i Europa: Trump zawiesza ustawę sankcyjną, Zełenski mówi o błędzie, a front pod Pokrowskiem nie zwalnia
Najmocniejszym nowym faktem tej doby jest decyzja Białego Domu, która dotyczy nie jednego transferu, lecz całej architektury nacisku na rosyjską gospodarkę. Jak podała agencja Reuters oraz stacja ABC News, Donald Trump podpisał w piątek rozporządzenie wykonawcze, którym zawiesił sankcje, ograniczenia i cła przewidziane w ustawie o nazwie Lindsey O. Graham Sanctioning Russia and Iran Act z 2026 roku. Rozporządzenie weszło w życie zaledwie dwa dni przed terminem, w którym prawo wymuszało na prezydencie nałożenie tych obciążeń, czyli przed osiemnastym października. Formalnie nie zdejmuje ono sankcji już obowiązujących, ale daje administracji znacznie szerszą swobodę w decydowaniu, które z nich utrzymać. Prezydent powołał się przy tym na artykuł sto piętnaście tej ustawy, który pozwala zawiesić ustawowe kary po poświadczeniu Kongresowi, że leży to w interesie narodowym; Biały Dom nie przedstawił jednak publicznie uzasadnienia tej oceny.
Źródło: reuters
Skala zawieszonych narzędzi jest duża i warto ją wypisać, bo pokazuje, ile politycznego kapitału leżało na stole. Jak relacjonował dziennik The Guardian, ustawa nakładała między innymi pięćdziesięcioprocentowe cło na cały rosyjski import oraz do stuprocentowe cła na pięć największych gospodarek kupujących rosyjską ropę i gaz, a więc między innymi Chiny i Indie, a także sankcje na rosyjskich urzędników, banki i tak zwaną flotę cieni, czyli tankowce utrzymujące rosyjski eksport w ruchu. Ustawa wymierzona była również w państwa trzecie ułatwiające obchodzenie sankcji naftowych. Termin jej wdrożenia mijał osiemnastego października i to właśnie do niego odwoływali się amerykańscy senatorowie, gdy w liście z wtorku domagali się pełnego wykonania przepisów. Jak podał The Guardian, do wycofania umowy dieslowej wezwało prezydenta dwunastu senatorów, w tym sześciu Republikanów, a wcześniej dwudziestu dwóch członków Izby Reprezentantów z obu partii wystosowało podobne żądanie.
Źródło: the-guardian
Ton reakcji po stronie ukraińskiej jest nowym elementem i tym razem padł z ust samego prezydenta Ukrainy. Jak podał portal Kyiv Post, Wołodymyr Zełenski powiedział w sobotę dziennikarzom, że zawieszenie ustawowych sankcji i ceł wobec Rosji jest poważnym błędem, który zachęca Władimira Putina do przedłużania wojny, i nazwał umowę dieslową pierwszym krokiem w ciągu ustępstw gospodarczych wobec Moskwy. Powiedział wprost, że „niestety, znoszenie sankcji będzie trwało", dodał, że w ten sposób nie da się zatrzymać Putina, bo rosyjski przywódca odczytuje to jako wsparcie, i podkreślił, że celu nie osiągnie się ani ograniczaniem ukraińskich odpowiedzi na zabijanie ludzi, ani zdejmowaniem sankcji. Zełenski podziękował jednocześnie Kongresowi za przegłosowanie ustawy i nazwał to zwycięstwem ponadpartyjnym, wskazując, że decyzja o zablokowaniu tych przepisów pomaga wyłącznie Rosji. Warto przypomnieć, że sama umowa dieslowa została ogłoszona dziewiątego października i zakłada, że Rosja dostarczy na rynki światowe ponad trzysta tysięcy ton oleju napędowego natychmiast, dodatkowe pięćset tysięcy ton w listopadzie, milion ton wkrótce potem i jeszcze trzy miliony ton w krótkim czasie, a amerykański Departament Skarbu wydał ogólne zezwolenie na transakcje rosyjskim dieslem do kwietnia przyszłego roku. Jak podał portal Ukrainska Pravda, rosyjski wysłannik Kiriłł Dmitrijew nazwał zawieszenie ustawy momentem historycznym, co jest najlepszym dowodem, jak Moskwa czyta tę decyzję.
Źródło: kyiv-post
Drugim nowym elementem jest próba odwrócenia tej decyzji w Kongresie, i tutaj mamy do czynienia z konkretnym projektem, nie z zapowiedzią. Jak podała agencja Reuters oraz portal Ukrainska Prawda, Gregory Meeks, demokrata i członek mniejszości w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, złożył ponadpartyjny projekt ustawy o nazwie Prohibit Corrupt Russia Oil Deals Act. Projekt zakazuje amerykańskiej Korporacji Finansowania Rozwoju Międzynarodowego inwestowania w rosyjski sektor energetyczny, uchyla ogólne licencje wydane przez Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych i zakazuje wydawania kolejnych oraz zobowiązuje administrację do nałożenia sankcji na rosyjską energetykę. Projekt ma siedemnastu współsponsorów, a jego autor argumentował, że umowa nie obniży kosztów dla Amerykanów, którzy już płacą za wojnę z Iranem, za to przekaże Putinowi miliony dolarów na dalsze zabijanie Ukraińców.
Źródło: reuters, ukrainska-pravda
Tło tego sporu jest szersze i warto je pokazać, bo dotyczy nie tylko pieniędzy, ale i przepływu informacji. Jak napisał The Guardian, administracja Trumpa jest podejrzewana o wstrzymywanie przekazywania Ukrainie danych wywiadowczych o nadlatujących rosyjskich pociskach balistycznych oraz o ograniczanie działania Starshield, wojskowej wersji satelitarnej sieci Starlink, aby uniemożliwić wykorzystanie jej w dronach lecących szybciej niż około stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Żadnej z tych dwóch rzeczy nie potwierdzono oficjalnie, a sprawa ograniczenia Starshield była już opisana w wydaniu porannym z 17 października, gdzie odnotowałem, że usługa wróciła do normalnego działania. Nowe jest tutaj zestawienie: ten sam tydzień przyniósł i złagodzenie kursu wobec Moskwy, i doniesienia o utrudnianiu Ukrainie obrony przed rosyjskimi uderzeniami, a sam Trump miał w tym czasie sugerować, że Ukraina potrzebuje nowego przywódcy.
Źródło: the-guardian
Front w tym czasie nie zwolnił i liczby są konkretne. Jak podał portal Ukrinform, powołując się na raport Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy z soboty na godzinę ósmą, w ciągu szesnastego października na całej linii frontu odnotowano dwieście trzydzieści osiem starć bojowych. Rosjanie przeprowadzili siedemdziesiąt jeden ataków lotniczych, zrzucili dwieście sześćdziesiąt jeden bomb kierowanych, użyli siedmiu tysięcy czterystu trzydziestu trzech dronów kamikaze i wykonali dwa tysiące sześćset dziewięćdziesiąt dziewięć ostrzałów. Najgorętszym odcinkiem pozostaje Pokrowsk, gdzie Ukraińcy odparli trzydzieści rosyjskich ataków, a Rosjanie próbowali przesuwać się między innymi pod Toreckiem, Hruzke, Wilne i Dobropillem. Aktywny był też odcinek kostiantyniwski z osiemnastoma starcami oraz południowa Słobożanszczyzna z dwudziestoma pięcioma. Na odcinku kupiańskim Ukraińcy odparli jedno natarcie, a w kierunku Łymanu zatrzymali pięć ataków. Osobno warto zapamiętać ocenę amerykańskiego think tanku Instytut Studiów nad Wojną z szesnastego października, który napisał, że rosyjska ofensywa pod Kupiańskiem jest krucha z powodu braku wystarczających sił do prowadzenia jednoczesnych operacji zaczepnych. To zdanie jest istotne, bo pokazuje, że rosyjska presja ma granice logistyczne, a nie tylko polityczne.
Źródło: ukrinform
Europejska strona tego samego problemu wciąż nie rozstrzygnęła pytania o pieniądze, i to jest fakt, który trzeba odnotować bez upiększania. Jak podał portal Rio Times w przeglądzie europejskim z 17 października, szczyt w Brukseli zakończył się mocnymi słowami pod adresem Kijowa, ale bez ostatecznej decyzji w sprawie siedemdziesięciu miliardów euro, o które Ukraina prosi na przyszły rok. Unia ma już zatwierdzone czterdzieści pięć miliardów euro na funkcjonowanie państwa i obronę, a Komisja Europejska dostała zadanie znalezienia dalszych opcji, między innymi pożyczki oraz sięgnięcia po zamrożone rosyjskie aktywa. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz mówił, że Europa musi pomóc Ukrainie przetrwać zimę i wejść w kolejny rok, a prezydent Francji Emmanuel Macron argumentował, że rosyjska eskalacja wymaga dalszego wsparcia dla ludności i infrastruktury. Ten sam przegląd odnotowuje jednak zdanie Marine Le Pen z czternastego października, która zapowiedziała, że jako prezydent Francji zakończyłaby pomoc finansową dla Ukrainy po sześciu miesiącach, bo Francji na nią nie stać. Nawet jeśli to retoryka opozycji, nazywa ona lęk fiskalny, z którym mierzą się także rządy wspierające Kijów.
Osobno trzeba zapisać, że napięcie w Europie ma drugie dno, czysto wewnętrzne, i ono również jest nowe. Według tego samego przeglądu w samej Francji na siedemnastego października zapowiedziano setki akcji studenckich, a premier Sébastien Lecornu mówił o dziewięciuset trzydziestu siedmiu rannych policjantach i żandarmach od początku protestów, przy obrażeniach dwustu czterdziestu ośmiu uczniów i stu czterdziestu dziewięciu nauczycieli lub innych pracowników. Użycie granatów błyskowych na protestach studenckich zostało zawieszone siódmego października po tym, jak w Lens piętnastolatek stracił rękę. Równolegle Niemcy i Francja zabiegają o osłabienie unijnego zakazu sprzedaży nowych samochodów spalinowych po dwa tysiące trzydziestym piątym roku, a Hiszpania, która zalegalizowała pobyt około pół miliona migrantów, zbiera za to krytykę Włoch i Danii. Wniosek dla gospodarki jest taki, że europejska jedność wobec Rosji jest dziś jednością warunkową, zależną od cen paliw i nastrojów wyborców, a nie od strategii, i każda kolejna transza dla Kijowa będzie przechodziła przez negocjację o to, kto za nią zapłaci.
Oceniając wiarygodność tego bloku, trzeba rozdzielić trzy warstwy. Twarde jest to, co widać w dokumentach: treść rozporządzenia, termin osiemnastego października, istnienie projektu ustawy Meeksa i treść ustawy Grahama opisana przez Reuters, ABC News i The Guardian. Twarde są też liczby frontowe, bo pochodzą z oficjalnego raportu ukraińskiego sztabu, choć opisują wysiłek bojowy jednej strony i nie mówią nic o rosyjskich stratach w ludziach. Miękkie, choć ważne, są doniesienia o wstrzymywaniu danych wywiadowczych i ograniczaniu Starshield, bo nie zostały potwierdzone przez żadną ze stron i opierają się na wiedzy dziennikarskiej, a nie na komunikacie. W sprawie finansowania Ukrainy mamy do czynienia z zestawieniem cytatów i kwot urzędowych z przeglądem redakcyjnym, więc kierunek jest pewny, a szczegóły podatne na korektę. Najbezpieczniejszy wniosek brzmi tak: w ciągu jednej doby Waszyngton zrobił dwa ruchy, które osłabiają presję na Moskwę, i jeden, który próbuje je ratować w Kongresie, a Europa nadal nie rozstrzygnęła, czy i jak sięgnie po zamrożone aktywa. Dla Ukrainy oznacza to zimę zależną od doraźnych decyzji, dla Rosji sygnał, że czas pracuje na jej korzyść, a dla rynków energii utrzymanie rosyjskiego diesla w obrocie.
Źródło: reuters, the-guardian
Ormuz, Iran i Jemen: dwanaście ataków w tygodniu, miny zamiast bomb i licytacja na kontrolę nad cieśniną
Najtwardsza nowa informacja w tym obszarze pochodzi od instytucji, która nie prowadzi tej wojny. Jak podała telewizja Al Dżazira, powołując się na komunikat brytyjskiego centrum monitoringu żeglugi UKMTO z piątku wieczorem, w tygodniu kończącym się szesnastego października potwierdzono co najmniej dwanaście ataków na statki w cieśninie Ormuz i w jej pobliżu. Z dwunastu potwierdzonych jednostek połowa dotarła do celu albo do portu, jedna zatonęła, dwie zostały unieruchomione, a trzy odniosły uszkodzenia albo ich losu nie potwierdzono. Monitor powtórzył przy tym uczciwe zastrzeżenie, które zmienia sposób czytania tej liczby: przyznaje, że nie potrafi dokładnie zaraportować prawdziwej liczby ataków, bo większość zaatakowanych statków odmawia zgłaszania ich do UKMTO, a o innych incydentach wie z drugiej ręki. Innymi słowy, dwanaście to liczba potwierdzona, ale nie pełna, a październik pozostaje najbardziej aktywnym miesiącem ataków od początku wojny ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, która zaczęła się dwudziestego ósmego lutego.
Źródło: al-jazeera, ukmto
Drugą nowością jest zmiana techniki ataków, i to ona jest najbardziej niepokojąca. Jak podała telewizja Al Dżazira, w sobotę UKMTO poinformowało, że kapitan tankowca zaraportował trafienie granatem przeciwpancernym wystrzelonym z małej łodzi, w odległości siedemdziesięciu ośmiu mil morskich, czyli około stu czterdziestu czterech kilometrów, na północny wschód od saudyjskiego miasta Dżubail. Uszkodzeniu uległa rufowa część lewej burty. To pierwszy taki przypadek opisany przez monitor w tej fali i pokazuje, że zagrożenie przesuwa się z wody i powietrza także na małe jednostki działające daleko od cieśniny. Równolegle trwa spór o miny, który sam w sobie mówi wiele o tym, jak wygląda walka o narrację. Według dwóch doniesień w tym tygodniu dwa statki miały zostać trafione minami morskimi. Irański Korpus Strażników Rewolucji twierdzi, że w sobotę supertankowiec przewożący ponad dwa miliony baryłek ropy zapalił się po wejściu na minę na trasie, której Iran nie autoryzował, a irańska telewizja Press TV pokazała materiał, który ma przedstawiać płonący tankowiec. Amerykańskie dowództwo centralne odpowiada, że cieśninę oczyszczono z min, a statki są trafiane pociskami, nie minami. W czwartek dowództwo poinformowało, że cywilny kontenerowiec GFS Pride został trafiony pociskiem irańskiego Korpusu, a nie miną, i zatonął w trakcie holowania do brzegu.
Źródło: al-jazeera, ukmto
Trzecim elementem jest otwarta licytacja o to, kto kontroluje cieśninę, i tutaj obie strony podają liczby, których nie da się ze sobą pogodzić. Jak podała telewizja Al Dżazira, szef amerykańskiego dowództwa centralnego generał Brad Cooper oświadczył w piątek wieczorem w nagraniu wideo, że w ciągu minionego tygodnia przez cieśninę Ormuz przepłynęło czterysta statków i sto milionów baryłek ropy, i dodał, że cieśnina jest kontrolowana przez Stany Zjednoczone i partnerów regionalnych, a nie przez Iran. Wzrost liczby ataków przypisał desperacji irańskiego Korpusu. Amerykańska armia utrzymuje również, że blokada morska irańskich portów południowych działa szczelnie, kosztowała Iran dwadzieścia pięć miliardów dolarów utraconych przychodów z ropy i że ostatnio przejęto trzysta pięćdziesiąt milionów dolarów irańskiego finansowania w kryptowalutach. Teheran nie podaje własnych liczb przepływających statków, twierdzi natomiast, że Waszyngton wyolbrzymia dane, aby wykazać sukces kampanii morskiej. Twardą miarą pośrednią są dane o wolumenie: jak podała Al Dżazira za firmą Kpler, w siedmiu dniach do trzynastego października przez Ormuz płynęło jedenaście milionów sześciuset tysięcy baryłek dziennie, czyli około sześćdziesięciu ośmiu procent przedwojennej wartości siedemnastu milionów stu tysięcy baryłek dziennie. Cena ropy potwierdza napięcie: jak podała Al Dżazira, w piątek Brent po raz pierwszy od maja dotknął stu dziesięciu dolarów za baryłkę, a serwis Trading Economics odnotował dla szesnastego października cenę stu dziewięciu dolarów i sześćdziesięciu dziewięciu centów, o trzy i pięćdziesiąt sześć setnych procenta wyższą niż dzień wcześniej.
Źródło: al-jazeera, kpler, trading-economics
Czwartym elementem jest irańska deklaracja, że to Teheran, a nie Waszyngton, rozstrzygnie los wojny, i ona również jest nowa. Jak podała telewizja Al Dżazira, pełniący obowiązki ministra obrony Iranu Madżid Ibn Reza powiedział w sobotę, że o przyszłości wojny zdecydują irańskie pociski, a nie amerykańskie bomby, i dodał, że amerykańskie bomby wybuchną gdzie indziej: w globalnej reputacji Stanów Zjednoczonych, w amerykańskiej gospodarce, a nawet w amerykańskich rachubach wyborczych. Ta wypowiedź pada w tym samym tygodniu, w którym amerykańskie media informowały, że Donald Trump polecił armii pozostać w gotowości do większych uderzeń po wyborach trzeciego listopada, między innymi z użyciem największej niejądrowej bomby w amerykańskim arsenale. Waszyngton nie odpowiedział dotąd na żaden z ostatnich ataków na statki, co samo w sobie jest sygnałem, że decyzja o eskalacji została odłożona za kalendarz wyborczy.
Źródło: al-jazeera
Jemeński teatr działań w tym czasie nie tylko się nie uspokoił, ale rozszerzył się na cywilów i na terytorium Arabii Saudyjskiej. Jak podała telewizja Al Dżazira, w czwartek Huti trafili pałac prezydencki Al-Maszyk w Adenie pięcioma pociskami, zabijając pięć osób i raniąc szesnaście, wśród ofiar byli strażnicy i pracownicy cywilni, a premier Szaja al-Zindani i inni urzędnicy wyszli bez obrażeń, choć zginęło dwóch jego ochroniarzy. W piątek dwa pociski spadły na teren lotniska w Adenie, gdy do Kairu przygotowywał się samolot linii Yemenia, rejs numer sześćset dwanaście, i według ministra informacji Moammara al-Erianiego pociski spadły około pięciuset metrów od maszyny. Był to drugi atak na to lotnisko w niespełna tygodniu, a rzecznik wojskowy Huti Jahja Sari twierdził, że celem było wojskowe dowództwo saudyjskie i składy broni w obozie Badr obok lotniska; tego nie potwierdzono niezależnie. W sobotę doszło do uderzenia, które uderzyło w inną warstwę tej wojny: jak podała agencja Associated Press, saudyjskie naloty zabiły troje dzieci w południowo-zachodniej prowincji Dhamar, w wiosce al-Ar w dystrykcie Dawran Aness, przy czym ofiary miały osiem i dziesięć lat, a ponad tuzin osób zostało rannych. Huti oskarżyli o to Arabię Saudyjską, która nie skomentowała sprawy, a jemeńskie ministerstwo zdrowia kierowane przez Huti twierdzi, że od wznowienia walk we wrześniu w kontrolowanych przez tę grupę obszarach zginęło sto dwadzieścia cztery osoby cywilne, a trzysta dwadzieścia siedem zostało rannych.
Źródło: al-jazeera, associated-press
Równolegle trwa wymiana ognia i próba liczenia strat na dwóch innych odcinkach, które również są nowe. Jak podała Al Dżazira, w prowincji Taiz, gdzie Huti trzymają miasto w oblężeniu, wojskowe dowództwo tak zwanej osi Taiz przekazało za państwowym portalem Saba, że zginęło stu sześćdziesięciu ośmiu bojowników Huti, a dwustu dziesięciu zostało rannych. Koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej poinformowała w piątek, że przechwyciła pocisk balistyczny lecący w kierunku Janbu, dwa pociski manewrujące nad Morzem Czerwonym oraz trzy drony nad południem kraju i regionem Rijadu. Tło operacyjne jest takie, że czwartego października Rada Przywódcza ogłosiła operację pod nazwą Świt Jemenu, wymierzoną w odzyskanie terytoriów zajętych przez Huti, w tym Sany, przy wsparciu lotniczym koalicji, która przyznała, że w nalotach brało udział sto myśliwców. To pierwsze takie potwierdzenie od dwudziestego drugiego roku. Politycznie sprawa pozostaje nierozstrzygnięta: irański rzecznik dyplomacji Esmail Baghaji odrzucił w piątek zarzuty o udział Iranu w jemeńskich operacjach, oferując jednocześnie mediację, a saudyjski wiceminister do spraw dyplomacji publicznej Rajed Krimli oskarżył Iran o zachęcanie do eskalacji i wskazał, że Huti odrzucili propozycję rozmów w Omanie. Temat trafił też do instytucji międzynarodowych: Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych potępiła eskalację ataków na Arabię Saudyjską, w tym na lotnictwo cywilne i infrastrukturę energetyczną, a Rada Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego potępiła uderzenia w cywilne lotniska i samoloty. Już dziewiątego października wysłannik ONZ do Jemenu Hans Grundberg powiedział Radzie Bezpieczeństwa, że kraj osunął się w pełnoskalową wojnę.
Źródło: al-jazeera
Dyplomacja wokół Ormuz nie zatrzymała się całkowicie, ale daleko jej do przełomu. Jak podała Al Dżazira, komunikaty między stronami przekazują mediatorzy regionalni, między innymi Pakistan i Katar, a przełomu w rozmowach nie należy się spodziewać w najbliższym czasie. W relacji na żywo portalu The National z tego dnia pojawiły się też dwa nowe elementy tła: doniesienie, że amerykańskie wojsko zniszczyło w Zatoce Omańskiej dhow powiązany z Iranem, oraz informacja, że w ataku dronem na tankowiec MT Petro Dolphin na redzie w Sohar zostało poszkodowanych indyjskich marynarzy, z których część uznano za zaginionych, a część za zmarłych. Trzeba przy tym odnotować, że doniesienia o liczbie ofiar tego zdarzenia różniły się między redakcjami, więc traktuję je jako niepotwierdzoną liczbę. W tym samym materiale znalazła się też ocena Międzynarodowego Funduszu Walutowego, że odbudowa gospodarcza Zatoki jest uzależniona od sytuacji w cieśninie, oraz apel króla Jordanii o pracę nad deeskalacją.
Źródło: al-jazeera, the-national
Wiara w ten blok informacji wymaga rozróżnienia, które w tej wojnie jest szczególnie ważne. Statystyka UKMTO jest oficjalna, ale sama instytucja mówi, że jest niepełna, więc rzeczywista liczba incydentów jest niemal na pewno wyższa. Liczby amerykańskiego dowództwa o przepływach i o stratach Iranu to komunikat strony prowadzącej kampanię morską, więc są faktem jako deklaracja, nie jako pomiar niezależny, podobnie jak irańskie twierdzenia o trafieniach minami i o płonącym supertankowcu. Dane o wolumenie ropy są zewnętrzne i pochodzą od firmy analitycznej, co czyni je najbardziej neutralną miarą w całym zestawieniu, a ceny ropy są faktem rynkowym. Liczby ofiar po stronie jemeńskiej podają władze Huti albo dowództwa walczące z Huti, więc każda z nich ma interes w ich eksponowaniu lub pomniejszaniu; te o dzieciach w Dhamar pochodzą od ministerstwa kierowanego przez Huti i od agencji Associated Press, która nie potwierdziła niezależnie samego celu uderzenia. Najbezpieczniejszy wniosek jest taki: kierunek eskalacji potwierdza wiele źródeł, zagrożenie dla żeglugi rośnie nie dlatego, że ktoś formalnie zamyka szlak, lecz dlatego, że rośnie liczba metod i miejsc, w których statek może zostać trafiony, a decyzja o amerykańskiej kontrze została wyraźnie odłożona do czasu po trzecim listopada.
Źródło: ukmto, associated-press
Stany Zjednoczone: Trump obwinia własnych doradców, a sondaże wskazują na utratę Izby Reprezentantów
Najciekawszym nowym materiałem z Waszyngtonu jest opis wewnętrznej walki w otoczeniu prezydenta, i to opis, który pochodzi z trzech niezależnych rozmów, a nie z jednego przecieku. Jak podała agencja Reuters, powołując się na trzy osoby znające wewnętrzne dyskusje, Donald Trump obwinia starszych doradców i operatywców politycznych za słabnącą strategię przed wyborami do Kongresu, kwestionuje wydatki kampanijne, zarzuca błędy w przerysowaniu okręgów i podważa dobór kandydatów. Tarcia ogniskują się wokół Jamesa Blaira, wieloletniego współpracownika kierującego superkomitetem MAGA Inc., oraz szefowej personelu Białego Domu Susie Wiles, która dotąd unikała krytyki. Prezydent zarzuca Blairowi zarządzanie funduszami kampanii, a część urzędników Białego Domu i sojuszników kwestionuje nadzór Wiles nad operacją polityczną. Wiles ma wskazywać na Blaira, a Blair na zespół legislacyjny Białego Domu. Jedna z osób opisała to wprost jako pluton egzekucyjny ustawiony w okrąg.
Źródło: reuters
Skala pieniędzy i rozczarowania, które stoją za tym sporem, jest konkretna. Jak podała agencja Reuters, publiczne rejestry pokazują, że superkomitet MAGA Inc. wydał dotąd dwieście milionów dolarów, a nie jest jasne, czy prezydent zatwierdzi kolejne wydatki przed wyborami. Równocześnie Trump ma w ostatnim tygodniu wypytywać doradców, dlaczego forsowane przez niego przerysowanie okręgów nie dało wyraźniejszych zysków Republikanom, a szczególną troską ma być Teksas, gdzie nowa mapa opiera się między innymi na wysokiej frekwencji wyborców hiszpańskojęzycznych, trudnej do powtórzenia w warunkach niezadowolenia z kosztów życia. Jedna z osób powiedziała, że przerysowanie zbyt mocno rozdrobiło elektorat Trumpa. Tłem osobistym jest wyjazd Blaira i Chrisa LaCivity, współprowadzącego kampanię z dwudziestego czwartego roku, do Republiki Serbskiej na początku października, o którym informował dziennik The New York Times, wskazując, że obaj otrzymali poważne wynagrodzenie za doradzanie tamtejszemu rządowi przed wyborami lokalnymi. Reuters dodaje, że powrót Blaira do Białego Domu po wyborach jest obecnie mało prawdopodobny, a sam prezydent publicznie bronił Wiles, nazywając ją bystrą i twardą i zapewniając, że zostanie na stanowisku. Rzecznik Białego Domu Davis Ingle odrzucił relacje źródeł, nazywając je spekulacjami ludzi z foteli; Blair nazwał wzajemne oskarżenia absurdalnymi i szkodliwymi.
Źródło: reuters, nyt
Drugim nowym elementem są liczby wyborcze, i tutaj rozrzut między ośrodkami jest na tyle duży, że trzeba go pokazać, a nie uśrednić. Jak podał portal The Hill, sondaż AARP opublikowany w czwartek, piętnastego października, dał Demokratom trzy punkty przewagi w tak zwanym głosowaniu ogólnym: czterdzieści dziewięć procent wobec czterdziestu sześciu, przy pięciu procentach niezdecydowanych. Badanie objęło tysiąc trzysta sześćdziesiąt osiem osób uznanych za prawdopodobnych wyborców w okręgach sklasyfikowanych jako wyrównane albo lekko przechylone na jedną ze stron, przeprowadzono je między pierwszym a piątym października, a błąd próby wyniósł dwa i siedem dziesiątych punktu procentowego. W tym samym badaniu poparcie dla Trumpa wyniosło czterdzieści dwa procent, a dezaprobata pięćdziesiąt sześć. Znacznie mocniejszy wynik pokazuje średnia portalu Fifty Plus One z czternastego października, gdzie Demokraci mają osiem punktów przewagi, przy pięćdziesięciu jeden procentach wobec czterdziestu trzech i dwóch dziesiątych. Reuters odnotowuje, że według sondaży Demokraci mają wygrać Izbę Reprezentantów, a los Senatu pozostaje zbyt niepewny, by go rozstrzygać. Portal The Hill przypomina przy tym, że stacja Fox News po raz pierwszy w tym cyklu przewidziała przejęcie Izby przez Demokratów, wskazując na poprawę jakości kandydatów po stronie opozycji i na republikańskie przerysowanie okręgów, które może nie spełnić oczekiwań.
Źródło: the-hill, reuters, fox-news
Tłem kampanii pozostaje zmiana taktyki samego prezydenta. Jak podała agencja Reuters, Trump nie jest na kartach wyborczych trzeciego listopada, ale wielokrotnie namawia zwolenników, by wyobrażali sobie, że jest, licząc na mobilizację osób, które w innym wypadku pominęłyby wybory, i prowadzi bardzo intensywny kalendarz wystąpień. Jak relacjonował portal Alaska Beacon, na wiecu w Wasilli w tym tygodniu wezwał wyborców do wcześniejszego głosowania i do głosowania korespondencyjnego, co jest zwrotem wobec jego wcześniejszej retoryki o oszustwach przy takim sposobie oddawania głosu. Jego poparcie ma być najniższe w całej prezydenturze, obciążone cenami i niezadowoleniem z wojny z Iranem.
Źródło: reuters
W sprawie amerykańskiej polityki pieniężnej nic istotnego się nie zmieniło wobec wydania porannego z 17 października, godzina 06:11 czasu polskiego, gdzie szczegółowo opisałem wystąpienie szefa Rezerwy Federalnej Kevina Warsha w Bangkoku i wycenę rynkową podwyżki stóp w październiku. Od tego czasu nie pojawił się ani nowy komunikat banku, ani nowe dane o inflacji, więc nie powtarzam tego wątku i poprzestaję na stwierdzeniu, że bez zmian.
Wiara w te informacje wymaga trzech zastrzeżeń. Po pierwsze, relacja o konflikcie w otoczeniu prezydenta opiera się na trzech anonimowych źródłach, a Biały Dom odrzucił jej charakter, więc opisuję spór wewnętrzny jako fakt medialny, a nie jako potwierdzony stan. Po drugie, kwota dwustu milionów dolarów wydanych przez superkomitet pochodzi z rejestrów publicznych, więc jest twarda, ale nie mówi nic o skuteczności tych pieniędzy. Po trzecie, sondaże różnią się między ośrodkami od trzech do ośmiu punktów przewagi Demokratów, a badanie AARP objęło wyłącznie okręgi konkurencyjne, więc pokazują kierunek nastrojów, a nie wynik trzeciego listopada. Wniosek dla gospodarki pozostaje ten sam, co w wydaniu porannym: dopóki nie jest jasne, kto będzie kontrolował Izbę, dopóty los ceł, sankcji i wydatków federalnych, w tym na infrastrukturę sztucznej inteligencji, pozostaje otwarty, a koszt tego oczekiwania ponosi cały świat, bo amerykańskie stopy i amerykański dług wyznaczają cenę pieniądza wszędzie.
Chiny i wojna ekonomiczna: Tajwan kryminalizuje eksport chipów sztucznej inteligencji do Chin
Najważniejszym nowym faktem w tym obszarze jest decyzja Tajwanu, która dotyka samego rdzenia technologicznej rywalizacji i jest pierwszym takim krokiem wyspy od miesięcy. Jak podał portal Taiwan News, opierając się na wywiadzie, którego minister gospodarki Kung Ming-hsin udzielił Bloomergowi w poniedziałek, a który potwierdzono w czwartek szesnastego października, Tajpej planuje wpisać zaawansowane półprzewodniki oraz serwery sztucznej inteligencji na listę towarów kontrolowanych i objąć je ograniczeniami eksportowymi wymierzonymi w Chiny kontynentalne. Nieautoryzowany wywóz tych urządzeń miałby podlegać odpowiedzialności karnej z ustawy o handlu zagranicznym, co jest zmianą jakościową, bo dotąd przemyt sprzętu nie był wprost karalny. Minister powiedział, że rozwiązania wobec niektórych towarów kontrolowanych będą odpowiadać rozwiązaniom amerykańskim, i wskazał, że daje to organom ścigania więcej narzędzi wobec przemytu. Podstawą zobowiązania jest umowa handlowa między Tajwanem i Stanami Zjednoczonymi, która weszła w życie piętnastego stycznia i obniżyła amerykańskie cła na większość tajwańskich towarów z dwudziestu do piętnastu procent, w zamian za zobowiązania tajwańskich firm do inwestycji w Stanach Zjednoczonych o wartości dwustu pięćdziesięciu miliardów dolarów.
Kontekst prawny tej zmiany jest równie ważny jak sama decyzja, bo pokazuje, gdzie dziś pęka szczelność systemu kontroli. Jak podał portal 24/7 Wall St., który opisał sprawę w sobotę, obecne ograniczenia Tajwanu opierają się na liście firm, na którą w połowie ubiegłego roku trafiły Huawei i SMIC, a nowe podejście zastąpiłoby listę ograniczeniem obejmującym cały rynek chiński. Projekt nowelizacji, który dodaje klauzulę dotyczącą półprzewodników dla Chin kontynentalnych, przygotował deputowany rządzącej Partii Demokratyczno-Postępowej Chung Chia-pin, i musi ona jeszcze przejść przez parlament. Minister nie podał ani terminu wejścia w życie, ani katalogu kar, ani ostatecznej listy produktów. W sierpniu prokuratura postawiła zarzuty dziewięciu osobom w sprawie domniemanego nielegalnego eksportu serwerów sztucznej inteligencji do Chin; chodziło o sto trzydzieści serwerów, z których siedemdziesiąt cztery miały trafić do Chin przez inne kraje na podstawie fałszywych dokumentów, a zarzuty dotyczyły między innymi naruszenia zaufania i fałszowania dokumentów, nie zaś nielegalnego wywozu sprzętu, bo takiego przestępstwa wtedy nie było. Równolegle w Stanach Zjednoczonych współpracownik firmy Super Micro Computer przyznał się do winy w sprawie przekierowania serwerów z układami Nvidii do Chin.
Reakcja rynku na tę decyzję była tego samego dnia, choć sam portal 24/7 Wall St. uczciwie zastrzega, że piątkowa przecena chipów miała szersze przyczyny i tylko częściowo wiązała się z komunikatem z Tajpej. Nvidia zamknęła się na dwustu czternastu dolarach i trzynastu centach, o jeden i czterdzieści trzy setnych procenta niżej, przy wartości rynkowej pięciu bilionów stu siedemdziesięciu miliardów dolarów. Taiwan Semiconductor spadł o dwa i dwadzieścia osiem setnych procenta do czterystu dwunastu dolarów i sześćdziesięciu jeden centów, co daje spadek o niespełna dziewięć procent w ciągu tygodnia, a Super Micro stracił prawie dziesięć procent w piątek i prawie jedną czwartą wartości w tygodniu. Warto przy tym zapamiętać dwie liczby, które pokazują, jak firmy ustawiły się wobec chińskiego rynku: Nvidia wyłączyła Chiny ze swojej prognozy na trzeci kwartał roku obrotowego, który szacuje na sto osiem miliardów dolarów, a Taiwan Semiconductor podniosła prognozę przychodów czwartego kwartału z pięćdziesięciu dwóch miliardów trzystu milionów do pięćdziesięciu czterech miliardów trzystu milionów dolarów.
Tłem kalendarzowym pozostaje to, co opisałem już w wydaniu porannym: zawieszenie drugiej fali chińskich kontroli eksportu surowców krytycznych wygasa dziesiątego listopada, a rozejm handlowy między Chinami i Stanami Zjednoczonymi dziesiątego stycznia przyszłego roku. Nie powtarzam tego wątku i przypominam tylko, że oba terminy wyznaczają rytm, w którym każda ze stron liczy, ile czasu zostało jej na wymuszenie ustępstw. Bez zmian pozostaje też, opisana w wydaniu porannym, wypowiedź amerykańskiego podsekretarza handlu Jeffreya Kesslera o marginalnej liczbie dostaw układów H200 do Chin, bo od tego czasu nie pojawiła się nowa informacja urzędowa w tej sprawie.
Oceniając wiarygodność, trzeba powiedzieć, że mamy tu dokumenty i deklaracje o różnej mocy. Wypowiedź tajwańskiego ministra gospodarki jest oficjalnym stanowiskiem rządu i pochodzi z potwierdzonego wywiadu, więc jest faktem jako zapowiedź, ale nie jako obowiązujące prawo, bo nowelizacja nie została uchwalona, a terminy i kary nie zostały ustalone. Liczby o sprawach karnych i o wynikach spółek są twarde, bo pochodzą z akt prokuratorskich i z notowań, natomiast interpretacja, że decyzja Tajpej realnie odetnie szarą strefę, jest oceną analityczną. Wniosek dla gospodarki jest jednak konkretny: kontrola eksportu przenosi się z dokumentów waszyngtońskich na przepisy karne państw trzecich, a to znaczy, że koszt obchodzenia ograniczeń rośnie nie z powodu nowego zakazu, lecz dlatego, że karalne staje się to, co dotąd było tylko ryzykiem reputacyjnym.
Sztuczna inteligencja: DeepSeek wypuszcza nowy model, a Anthropic proponuje własną ustawę
Najważniejszym nowym faktem po stronie modeli jest premiera, która pokazuje, jak szybko zmienia się układ sił między tanimi modelami otwartymi i zamkniętymi. Jak podał portal MarkTechPost oraz wątek na Reddicie w społeczności Hugging Face, siedemnastego października DeepSeek wypuścił nową wersję swojego modelu DeepSeek V4.1 Flash, oznaczoną datą siedemnastego października, dostępną na stronie, w aplikacji i przez interfejs programistyczny pod dotychczasową nazwą. Model ma pięćset pięćdziesiąt dwa miliardy parametrów szkieletu oraz sto dziewięćdziesiąt sześć miliardów parametrów tak zwanej pamięci Engram, aktywuje osiem miliardów parametrów na token przy wstępnym przetwarzaniu i szesnaście przy generowaniu, obsługuje kontekst miliona tokenów oraz wyjście do trzystu osiemdziesięciu czterech tysięcy tokenów. Wagi poprzedniej wersji z września, liczącej siedemset sześćdziesiąt trzy miliardy parametrów, są udostępnione na licencji MIT, natomiast wagi nowej wersji nie zostały ujawnione, co jest istotnym zastrzeżeniem dla wszystkich, którzy chcieliby uruchamiać model u siebie.
Wyniki są mocne, ale trzeba je czytać tak, jak zostały podane, czyli jako dane producenta. Jak podał MarkTechPost, nowa wersja bije poprzednią na wszystkich jedenastu benchmarkach, które DeepSeek zaraportował, o dwa do jedenastu punktów. W teście programistycznym DeepSWE wersja z siedemnastego października osiąga siedemdziesiąt siedem punktów wobec siedemdziesięciu czterech punktów Claude'a Opus 5, siedemdziesięciu trzech GPT-5.6 Sol, sześćdziesięciu siedmiu i pół Kimi K3 oraz sześćdziesięciu sześciu i dziewięciu dziesiątych GLM-5.3. W teście automatyzacji osiąga sześćdziesiąt i pół punktu, w teście Agents' Last Exam trzydzieści pięć i cztery dziesiąte, w Apex Bench siedemdziesiąt dwa i jedno dziesiąte. Claude Opus 5 pozostaje lepszy w teście Terminal-Bench, gdzie ma pięćdziesiąt jeden i osiem dziesiątych wobec czterdziestu dwóch i trzech dziesiątych, w ProgramBench, w NL2Repo oraz w teście HLE, gdzie ma pięćdziesiąt sześć i trzy dziesiąte wobec czterdziestu dwóch i sześciu dziesiątych. Cena pozostaje kluczowa: trzydzieści centów za milion tokenów wejściowych i dolar dwadzieścia za milion wyjściowych w godzinach szczytu, czyli połowę tego poza szczytem. DeepSeek otworzył także własne interfejsy wyszukiwania i pobierania stron, wycenione na siedemdziesiąt pięć centów za tysiąc udanych zapytań, z darmowym oknem dla wywołań serwerowych przez własne narzędzia DeepSeeka oraz przez Claude Code i Codex do pierwszego listopada.
Znaczenie tej premiery potwierdza sposób, w jaki odczytało ją środowisko techniczne, a to użyteczna miara realnego zainteresowania, nie marketingu. Jak widać na stronie Hacker News, materiał o nowej wersji DeepSeeka był w sobotę pierwszą pozycją serwisu z dwustu trzydziestoma dwoma punktami, a osobny wątek na Hugging Face zebrał dwieście dwadzieścia punktów. Komentarze są jednak sceptyczne w sprawie, która dla użytkowników biznesowych jest najważniejsza: jeden z najczęściej ocenianych zarzuca, że model o siedmiuset sześćdziesięciu trzech miliardach parametrów nadal nie przebija Opusa w zadaniach programistycznych, które naprawdę się liczą, a licencja MIT jest jedynym realnym zyskiem.
Źródło: hacker-news
Drugim nowym elementem po stronie regulacyjnej jest projekt ustawy, który samo laboratorium zaproponowało ustawodawcom, i to jest zmiana jakościowa w porównaniu z wcześniejszymi deklaracjami o potrzebie standardów. Jak podała agencja Reuters, powołując się na ustalenia portalu Politico z szesnastego października, Anthropic po cichu przedstawił amerykańskim ustawodawcom własny projekt ustawy o bezpieczeństwie sztucznej inteligencji. Projekt pozwalałby rządowi zablokować wydanie albo użycie modelu tylko wtedy, gdy stwarza on przewidywalne i bezpośrednie ryzyko strat przekraczających miliard dolarów, zabicia lub poważnego zranienia ponad pięćdziesięciu osób, a decyzję o wstrzymaniu modelu mógłby podejmować wyłącznie sąd federalny, przy opiniowaniu przez specjalistów z Departamentu Handlu. Innymi słowy, propozycja ustanawia bardzo wysoki próg interwencji, co jest czytelne w kontekście interesu firmy, która sama takie modele buduje.
Źródło: reuters (via politico)
Tłem obu tych ruchów jest zbliżająca się pierwsza oferta publiczna Anthropica, którą opisałem już w wydaniu z czternastego października i w wydaniu porannym z 17 października, godzina 06:11 czasu polskiego, jako przesuniętą na listopad. Nowy jest natomiast ciężar argumentacji, którą przynosi analiza. Jak podał portal GIS Reports, wcześnie w tym cyklu, w czerwcu, Departament Handlu nakazał Anthropicowi wstrzymanie dostępu zagranicznych użytkowników do jego najnowszych modeli, a firmowe usługi wyłączono dla wszystkich klientów, po czym ograniczenia poluzowano, przywracając jeden model szeroko, a drugi tylko zatwierdzonym organizacjom w Stanach Zjednoczonych. Zdaniem autora analizy ten epizod pokazuje, że państwo traktuje dziś czołowe laboratoria jak instytucje strategiczne, a wejście na giełdę wymusi sformalizowanie tej zależności, bo inwestorzy publiczni nie zaakceptują niepoliczonego ryzyka politycznego. Ta sama analiza zwraca uwagę na presję komercyjną: tańsze modele otwarte, w tym chińskie, zdobywają coraz większy udział w ruchu na platformie OpenRouter, a po stronie popytu klienci liczą koszty, czego przykładem ma być wykorzystanie rocznego budżetu na kodowanie przez jedną z dużych firm w cztery miesiące. Warto zapamiętać także liczbę dotyczącą samego prospektu: jak podał branżowy serwis obserwujący rejestracje, dokument ofertowy Anthropica liczy dwieście sześćdziesiąt jeden stron, z czego osiemdziesiąt poświęcono ryzyku związanemu z tą technologią, w tym ostrzeżeniu, że model może opierać się wyłączeniu lub wprowadzać w błąd.
Oceniając wiarygodność tego bloku, trzeba trzech rozróżnień. Wyniki nowego modelu DeepSeeka są danymi producenta, wprost oznaczonymi w źródłach jako wyniki firmy, mierzone w konkretnych środowiskach, więc nie są niezależnym pomiarem i nie powinny być traktowane jako wyrok o przewadze. Informacja o projekcie ustawy pochodzi z jednego portalu i powołuje się na osoby znające sprawę, a tekst projektu nie jest publiczny, więc opisuję zapowiedź kierunku, nie obowiązujące przepisy, a próg miliarda dolarów i pięćdziesięciu ofiar należy traktować jako doniesienie, nie jako zatwierdzoną liczbę. Analiza o zależności laboratoriów od państwa jest opinią ośrodka badawczego, a nie pomiarem, więc opisuje mechanizm, nie prognozę. Wniosek dla gospodarki jest jednak konkretny i spójny z tym, co pisałem rano: przewaga w sztucznej inteligencji rozstrzyga się dziś nie w salach serwerowni, lecz na polu ceny za token, na polu dostępu do danych i narzędzi oraz na polu reguł, a w każdym z tych trzech miejsc chińskie modele otwarte i amerykańskie laboratoria grają według innych zasad.
Inne duże sprawy: Gaza dzień po rocznicy, przemoc osadników przed wyborami w Izraelu i protesty w Tunezji
Na Bliskim Wschodzie uwaga przenosi się na dwa równoległe procesy, z których jeden jest militarny, a drugi wyborczy, i oba przyniosły w sobotę nowe fakty. Jak podała agencja Associated Press w relacji z siedemnastego października, izraelskie uderzenia zabiły tego dnia w Strefie Gazy cztery osoby, w tym czternastoletniego chłopca. Jeden atak zabił dwie osoby i ranił kilka na wschód od miasta Gaza, co potwierdzili pracownicy szpitala Szifa, drugi zabił chłopca w środkowym mieście Deir al-Balah, co potwierdził personel szpitala al-Aksa, a trzeci zabił jedną osobę w południowym Rafah, co przekazał szpital polowy Czerwonego Krzyża. Jak podała ta sama agencja, od porozumienia o zawieszeniu broni z października ubiegłego roku zginęło ponad tysiąc pięciuset Palestyńczyków, a bilans prowadzi ministerstwo zdrowia w Gazie, którego dane są uznawane za zasadniczo wiarygodne przez agencje Narodów Zjednoczonych i niezależnych ekspertów, choć nie rozdzielają one cywilów i bojowników. Stacja BBC podała, że tylko w minionym tygodniu zginęło ponad trzydzieści osób, a katarska agencja QNA odnotowała w sobotę jeszcze jedną ofiarę w północno-wschodniej części miasta Gaza.
Źródło: associated-press, bbc
Drugi proces dotyczy wyborów w Izraelu, zaplanowanych na dwudziestego siódmego października, i tutaj nowy materiał pokazuje, jaka jest realna oferta opozycji wobec Benjamina Netanjahu. Jak podała telewizja Al Dżazira, dwudziestego szóstego września pięciu czołowych polityków tak zwanej syjonistycznej opozycji podpisało w domu lidera opozycji Jaira Lapida pakt o nieagresji, którego celem jest odsunięcie Netanjahu od władzy. W spotkaniu wzięli udział Lapid i były premier Naftali Bennett, tworzący wspólną listę pod nazwą Bejachad, były szef sztabu Gadi Eisenkot z nowej partii Jaszar, Jair Golan z partii Demokraci oraz Awigdor Lieberman z partii Israel Bejtejnu. W deklaracji zasad napisali, że mimo różnic ideowych wspólnym celem jest utworzenie syjonistycznego, męża stanu rządu naprawy i odbudowy. Jak podkreśla Al Dżazira, z wyjątkiem Golana wszyscy reprezentują podejście prawicowe, żaden nie zobowiązuje się do utworzenia państwa palestyńskiego, a tylko Demokraci uznają to za odległy, nieokreślony cel. Analityk Ahron Bregman z King's College London ocenił w rozmowie z tą telewizją, że dominujące siły opozycji nie chcą dotknąć kwestii palestyńskiej, która leży u podstaw wszystkiego. Specjalista od izraelskiej polityki Roi Zur z Uniwersytetu Essex dodał, że bez Golana i Liebermana nie da się zbudować żadnej zwycięskiej koalicji, mimo ich różnic, bo obaj sprzeciwiają się Netanjahu i obaj chcą znieść zwolnienia z służby wojskowej dla ultraortodoksów. Osobno stacja PBS zwraca uwagę, że partie arabskie mogłyby rozstrzygnąć wynik, ale zarówno premier, jak i jego główni rywale wykluczyli koalicję z ugrupowaniem arabskim.
Źródło: al-jazeera, pbs
Trzecim nowym elementem w tym regionie jest przemoc osadników na Zachodnim Brzegu, która weszła w fazę uderzającą już nie tylko w Palestyńczyków. Jak podała agencja Associated Press, w piątek izraelscy osadnicy zaatakowali palestyńskie wioski, podpalali samochody i drzewa oraz bili mieszkańców, a wśród poszkodowanych znalazła się fotoreporterka dziennika The Washington Post Heidi Levine, która w sobotę przeszła operację palca niemal odciętego od dłoni i ma złamane żebro oraz liczne złamania kręgów. Dziennikarka powiedziała, że sprawcy uzbrojeni w butelki i proce kopali ją przez około dziesięć minut, a hełm i kamizelka z napisem prasa najpewniej uratowały ją przed poważniejszymi obrażeniami. Jak odnotowuje ta sama relacja, przemoc osadników wobec Palestyńczyków nasiliła się w tym roku i szczególnie wzrosła w tygodniach przed wyborami z dwudziestego siódmego października, przy niewielkiej reakcji izraelskich władz, co jest oceną mieszkańców i organizacji praw człowieka, a nie ustaleniem sądowym.
Źródło: associated-press, washington-post
W Afryce Północnej uwagę przyciągnęła Tunezja, gdzie doszło do protestu, którego skali nie notowano tam od lat. Jak podała agencja Reuters, związek zawodowy UGTT stanął na czele największej od lat demonstracji przeciw prezydentowi Kajsowi Sajedowi, co jest istotne o tyle, że dotąd największa organizacja związkowa kraju pozostawała wobec niego wstrzemięźliwa. W Wenezueli natomiast proces polityczny wszedł w kolejną fazę, którą opisałem już w wydaniu porannym, a nowym elementem jest zapowiedź nacisku ulicznego: jak podał portal Rio Times, opozycja wezwała na dwudziestego drugiego października ogólnokrajowy protest z żądaniem ogłoszenia terminu wyborów, podczas gdy trzecia runda rozmów między rządem tymczasowym a opozycją, rozpoczęta czternastego października, koncentruje się na odnowieniu składu Sądu Najwyższego. W Libanie bez istotnych zmian wobec tego, co opisałem w wydaniu porannym: sprawa przechwyconej partii materiałów wybuchowych pozostaje w toku, a sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio nadal naciska na rozbrojenie Hezbollahu, który odmawia złożenia broni, dopóki izraelskie wojska pozostają na libańskiej ziemi.
Źródło: reuters
Na koniec dwie sprawy o wymiarze globalnym, które pojawiły się w sobotę. Jak podała telewizja Al Dżazira, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego ostrzegła, że skutki wojen i rosnące zadłużenie zagrażają najbiedniejszym państwom, a Bank Światowy wskazał, że gospodarka Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej ma się w tym roku skurczyć. W komunikacie z Bangkoku, opublikowanym po pięćdziesiątym czwartym posiedzeniu Międzynarodowego Komitetu Finansowego i Walutowego, zapisano, że gospodarka światowa zniosła ostatnie wstrząsy lepiej, niż oczekiwano, ale utrzymują się poważne ryzyka. Jak podała agencja Reuters, duże banki rozwoju zapowiedziały tego samego dnia zwiększenie wsparcia dla łańcuchów dostaw surowców krytycznych, co jest bezpośrednią odpowiedzią na lekcję z chińskich ograniczeń eksportowych i pokazuje, że państwa zaczęły finansować alternatywne źródła dostaw, a nie tylko je zapowiadać.
Źródło: al-jazeera, reuters
NAJWAŻNIEJSZE
Najważniejszym wydarzeniem tej doby jest zawieszenie przez Donalda Trumpa sankcji i ceł zapisanych w ustawie o nazwie Lindsey O. Graham Sanctioning Russia and Iran Act, w połączeniu z reakcją Wołodymyra Zełenskiego, który nazwał tę decyzję poważnym błędem. Prezydent Stanów Zjednoczonych podpisał rozporządzenie w piątek, dwa dni przed ustawowym terminem wdrożenia, który przypadał na osiemnastego października, i zablokował w ten sposób pięćdziesięcioprocentowe cło na rosyjski import, do stuprocentowe cła na pięć największych odbiorców rosyjskiej ropy i gazu, w tym Chiny i Indie, sankcje na rosyjskie banki i tak zwaną flotę cieni oraz działania wobec państw ułatwiających obchodzenie ograniczeń. Prezydent Ukrainy odpowiedział w sobotę, że znoszenie sankcji tylko pomaga Rosji, nazwał umowę dieslową pierwszym krokiem tego kursu i podziękował Kongresowi za to, że ustawa w ogóle powstała, a w Kongresie pojawił się już ponadpartyjny projekt ustawy unieważniający umowę dieslową i zakazujący amerykańskich inwestycji w rosyjską energetykę. Stawką jest nie tylko jeden transfer paliwa, lecz to, czy nacisk gospodarczy na Moskwę pozostaje narzędziem realnym, czy zamienia się w kartę przetargową przed amerykańskimi wyborami, i czy Europa zdecyduje się sięgnąć po zamrożone rosyjskie aktywa, skoro Waszyngton tego nie zrobi.
Drugim wydarzeniem jest nowa faza walki o cieśninę Ormuz, bo po raz pierwszy w tej wojnie pojawiło się potwierdzenie dwunastu ataków na statki w jednym tygodniu, doszedł atak granatem przeciwpancernym z małej łodzi daleko od cieśniny, a spór o to, czy statki trafiają miny czy pociski, stał się osobnym polem walki o narrację. Brytyjskie centrum UKMTO potwierdziło dwanaście ataków w tygodniu kończącym się szesnastego października i przyznało, że liczba rzeczywista jest wyższa, bo większość statków nie zgłasza incydentów, a irański Korpus Strażników Rewolucji utrzymuje, że w sobotę na minę wszedł supertankowiec z ponad dwoma milionami baryłek ropy, czemu amerykańskie dowództwo centralne zaprzecza, twierdząc, że cieśninę oczyszczono z min. Cena tych zmagań jest już policzona: przez cieśninę płynie około sześćdziesięciu ośmiu procent przedwojennego wolumenu ropy, a Brent po raz pierwszy od maja dotknął stu dziesięciu dolarów za baryłkę. Stawką jest więc nie tylko tranzyt, lecz cena energii dla Europy i bezpieczeństwo infrastruktury cywilnej całej Zatoki, a decyzja o amerykańskiej kontrze została odłożona do czasu po wyborach trzeciego listopada.
Źródło: ukmto
Trzecim wydarzeniem jest przesunięcie wojny technologicznej na nowe pole, którym jest prawo karne państw trzecich. Tajwan zapowiedział, że wpisze zaawansowane półprzewodniki i serwery sztucznej inteligencji na listę towarów kontrolowanych, obejmując ograniczeniem cały rynek chiński, i że nieautoryzowany wywóz tych urządzeń będzie przestępstwem z ustawy o handlu zagranicznym, co zamyka lukę, którą dziś wykorzystuje szara strefa. W tym samym dniu chiński DeepSeek wypuścił nową wersję taniego modelu o otwartej licencji, która w deklarowanych przez producenta testach programistycznych przebija najdroższe modele amerykańskie przy cenie trzydziestu centów za milion tokenów wejściowych, a Anthropic zaproponował ustawodawcom własny projekt ustawy o bezpieczeństwie, z bardzo wysokim progiem interwencji państwa. Wniosek jest taki, że rywalizacja o sztuczną inteligencję toczy się dziś jednocześnie o sprzęt, o cenę za token i o reguły, a w każdym z tych trzech wymiarów Europa pozostaje stroną, która broni dostępu do cudzych technologii, zamiast ustanawiać własne zasady.